﻿<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"><channel><title>PODRYWACZE.PL | AUTOSEX.PL | BLOW-JOB.PL | PODRYWACZKI.PL | Polskie SEX filmy erotyczne</title><link>http://www.podrywacze.pl/</link><description>Jak poderwać dziewczynę? - My pokażmy Ci jak podrywamy polskie dziewczyny w pierwszym polskim serwisie z filmami i fotkami z podrywów. Zaczynamy polowanie..</description><language>pl</language><copyright>Podrywacze.pl</copyright><managingEditor>administrator@podrywacze.pl</managingEditor><webMaster>administrator@podrywacze.pl</webMaster><lastBuildDate>Fri, 29 Jun 2007 11:10:31 GMT</lastBuildDate><image><url>http://213.251.139.10:81/podrywacze.pl/banery/rsslogo.png</url><title>www.Podrywacze.pl - Polskie filmy erotyczne</title><link>http://www.podrywacze.pl/</link></image>
<item><title>Blow-job.pl - Epizod 66: Aneta</title><link>http://blow-job.pl/entry2.html?kod=tomcki.cb</link><description>Rzadko się spotyka takie laski jak Aneta. Większość dziewczyn, mimo iż ostatecznie godzi się na zrobienie lodzika, na ogół robi wiele ceregieli. Opierają się, wymyślają, że "one nie są takie" itd. Aneta jest inna. Ona po prostu lubi ciągnąć. Wręcz to uwielbia. Ssanie pały to jej nałóg. Do tego stopnia podoba jej się lizanie jajek, że potrafi obsłużyć dwa pytongi jednocześnie. Po prostu zuch-dziewczyna :) Postanowiliśmy to wykorzystać i urządzić sobie małe "blowjob-party" :) Zobaczcie jak Aneta odpiera zmasowany atak na jej gardło.
 </description><guid isPermaLink="false">{3ea54a6c-ed9e-3e05-3-ddd930e97b0}</guid><pubDate>Mon, 17 Aug 2007 11:40:02 GMT</pubDate></item>
<item><title>Autosex.pl - Epizod 55: Vira</title><link>http://www.autosex.pl/autosex.html?kod=tomcki.cb</link><description>Ludzie często nas pytają jak to się dzieje, że tak łatwo podrywamy laski. No cóż.. Samo to się nic nie dzieje. Jak to mówią: "żeby wygrać - trzeba grać" :) i z takiego założenia wychodzimy. Nie siedzimy na dupie przed telewizorem i nie narzekamy. Po prostu działamy. Wsiadamy w nasz "ruchajwóz" i wyruszamy w świat w poszukiwaniu szczęścia. Tak było także i tym razem. Wyskoczyliśmy sobie w rejony gdzie fani dwóch kółek lubią sobie poszaleć na swoich motorach. Pełno tam różnych fanów ścigaczy, motocrossów i innych enduro. No i jadąc sobie spokojnie po tych zadupiach natknęliśmy się na samotną laseczkę. Kit z motorami! Od razu zaświeciły nam się oczy, bo to przecież znakomita okazja żeby zadupczyć przy tak ładnej pogodzie :) Podjechaliśmy do laski, a ja zacząłem nawijkę. Okazało się, że laska chodzi na kurs prawa jazdy na motor i czeka na przejażdżkę motocyklem z jakimś jełopem, ale kolo poszedł w las i świat po nim zaginął. Stwierdziła, że ma jeszcze pół godziny czekania, więc zapodałem ściemę, że mogę jej pokazać pobliski tor motocrossowy. Kupiła nawijkę i uderzyliśmy w stronę pobliskich krzaczorów. Trochę niepewnie spoglądała na karimatkę, którą wyciągnąłem z auta, bo w choć nie wygladała na członkinię Mensy, to jednak każdy głupi zdziwiłby się i zastanowił po co mi karimata na torze motocrossowym :) Powiedziałem, że sobie siądziemy w moim ulubionym miejscu i się trochę zrelaksujemy. I rzeczywiście zrelaksowaliśmy się, że ho ho :) Nie było to co prawda pokonywanie toru, ale jazda i tak była nieziemska...
 </description><guid isPermaLink="false">{3ea54a6c-ed9e-3e05-3-ddd930e97b0}</guid><pubDate>Fri, 14 Aug 2007 10:40:02 GMT</pubDate></item>
<item><title>Podrywacze.pl - Epizod 148: Liliana - czyli taniec z jajcami</title><link>http://www.podrywacze.pl/148_liliana.html?kod=tomcki.cb</link><description>Normalnie pogieło te dziewczyny. Naogladały się "Tańca z gwiazdami" i każda teraz chce tańczyć. Na kursy chodzą, trenują te różne samby, walce i inne wygibasy. Nie można nic wyrwać na mieście, bo każda na tańce właśnie leci. Pała mnie już zaczęła swędzieć, bo dawno nie kisiłem ogóra. Pomyślałem, że skoro jest moda na tańce, to można to jakoś wykorzystać i dałem ogłoszenie do prasy: "Profesjonalne kursy tańca towarzyskiego. Szybko, tanio i skutecznie". Liczyłem, że złapię na to jakąś fajną sikorkę i się nie przeliczyłem. Szybko zgłosiła się jakaś fanka kręcenia tyłkiem w rytm muzyki. Zaprosiłem ją więc do siebie na krótką lekcję z nadzieją, że po nauce kilku kroków zanurkuję w jej rozkroku :)  Pokazałem lasce kilka wygibasów, trochę pokręciliśmy tyłkami do taktu, a dalej to już jakoś samo poszło. Zaproponowałem rozliczenie w naturze i bez ogródek zapodałem jej do dzioba. Sprawna była z niej tancerka :)  Wiedziała jak mnie poprowadzić w "tańcu" i dzięki temu udało nam się przećwiczyć szereg różnych figur tanecznych takich jak: argentyńskie ssango, suck'n'roll, cipstep, czy też cockstrot. Jajka mi się tak roztańczyły, że w wielkim finale eksplodowałem niczym pudło fajerwerków na sylwestra. Muszę wam powiedzieć, że nawet mi się te tańce spodobały. Tańce z Lilianą mam już zaliczone, więc trzeba będzie ponownie dać ogłoszenie. 
 </description><guid isPermaLink="false">{3ea54a6c-ed9e-3e05-3-ddd930e97b0}</guid><pubDate>Fri, 14 Aug 2007 09:40:02 GMT</pubDate></item>

<item><title>Blow-job.pl - Epizod 65: Aleksandra - kolejna zdobycz osiedlowego uwodziciela</title><link>http://www.blow-job.pl/entry2.html?kod=tomcki.cb</link><description>Każdy męski szowinista paradując po mieszkaniu z gołą dupą jest obiektem pożądań bezdzietnych, niezamężnych i niedopchanych sąsiadek. One to na wielu aukcjach internetowych są głównymi klientkami, poszukującymi jak najlepszych jakościowo sprzętów do podglądania. Lornetki, lunety - ba ... wyposażenie małego obserwatorium astronomicznego można pośród walających się wibratorów znaleźć w szafie niejednej chętnej na damsko - męski sparing. Największym zainteresowaniem cieszą się faceci, którzy golą sobie jajka. Oblężenie na naszym osiedlu przechodziło co tydzień o tej samej porze mieszanko pani Gieni, która zawsze w tym czasie uwielbiała słuchać brzęczącego w starym tonsilowym głośniku głosu ojca Tadeusza. Pozostawiając panią Gienię z jej uwielbionym radiem, sąsiadki ładowały się czym prędzej do drugiego pokoju w jej mieszkaniu, zajmując co lepszą pozycję do montażu podręcznego, mobilnego zestawu podglądacza - lunety z dwudziestoparocentymentrowym obiektywem. Każda z trzydziesto, czterdziesto letnich niedowartościowanych przez permanentną nieobecność swoich mężów, zabrała ze sobą wibrator. Tego wieczoru umięśniony sąsiad miał podejmować jakąś małolatę - tak usłyszała właśnie jego sąsiadka z poniższego piętra kiedy rozmawiał z jakąś małolatą przez telefon. Wszystkie stare niedojebane sąsiadki miały wielką chrapkę na zgwałcenie sąsiada, który co wieczór przechadzając się po podwórku wypinał zmysłowo tyłek, schylając się niby to po upadłe na ziemie klucze, a to po gówienko swego psa, które szybko pakował w woreczek foliowy i wyrzucał do śmietnika. Zajmując strategicznie rewelacyjne pozycje w bloku naprzeciwko mieszkania pana Artura. Jak głosi pradawna historia, głoszona jeszcze w czasach kiedy Arturek biegał poklepując starsze koleżanki z podwórka po tyłkach - "Swędzi Cię picza? Poszukaj Artura - jemu zawsze stoi rura". Teraz te wszystkie kobiety, stojąc w oknie obgadując której to na twarzy pojawiły się nowe zmarszczki, celulitis, czy też która to dostała waginalnych przewlekłych schorzeń wewnętrznych. Wypinając śmiało dupy w kierunku słuchające pieśni religijnych pani Gieni, wszystkie stare dopchane rurociągi obserwowały wchodzącą właśnie do klatówy pana Artura młodą, ubraną w haftowaną wzorem góralskim spódniczkę. Czarne włosy falowały po jej ramionach w górę i w dół. W tym momencie każda z podglądaczek chciałaby zjeść na patelni laskę, która za chwilę będzie obracała wielkokutasego Artura. Swego czasu zawiązał się nawet komitet osiedlowych baboli, które miały jeździć wszędzie za swym sąsiadem, śledzić go na każdym kroku aż wreszcie napaść go z tyłu i zgwałcić doszczętnie. Niestety pomysł padł po pierwszym dniu, gdyż jedyny dostępny dla tych baboli samochód pozostał po nocy na cegłach - całkowicie pozbawiony kół. Kiedy tylko czarnula wchodziła do mieszkania pana Artura, pośród obserwatorek zapanowało poruszenie, gdy te widząc czarnulę z ręcznika już się domyśliły co będzie się działo dalej. Zbyt długo nie trzeba było czekać zanim ich ulubieniec zabrał się do roboty. Usiadł wygodnie na łóżku, zdejmując galoty, a laska którą podejmował zgieła się wylizując Arturowi jajka. W tym momencie wiele złorzeczeń poleciało w stronę tej "skundlonej zdziry z pizdą na opak" - jak stwierdzały kobiety. Jakby słysząc te wszystkie stęki i jęki Artur w drugim bloku szybkim ruchem ręki zasłonił firanę, uniemożliwiając tym samym podgląd sąsiedzki z sąsiedniego budynku. Zawiedzione tym faktem, rozjutrzone babole postanowiły przeprowadzić zmasowany atak na mieszkanie Artura, eksmitując w trybie natychmiastowym siedzącą u niego dupeczkę, a samemu ładując się "na chama" do środka. Szturmując drzwi do potencjalnego mieszkania Artura, babole wpadły do mieszkania sąsiadki, która właśnie dochodziła do orgazmu z jednym z mężów poszukujących wrażeń erotycznych baboli. Nagle ta cała energia uleciała z bab. Udały się w trymiga do swoich domostw, skontrolować co porabiają ich mężulkowie. Od tego czasu spokój nastał na osiedlu całkowity. Pani Gienia może znów delektować się jedwabistym głosem Ojczulka, a pan Artur rżnie coraz to nowe studentki, które pojawiają się w okolicy. </description><guid isPermaLink="false">{3ea54a6c-ed9e-3e05-3-ddd930e97b0}</guid><pubDate>Tue, 28 Aug 2007 11:50:02 GMT</pubDate></item>

<item><title>Podrywacze.pl - Epizod 147: Ania - podrywacz podstępnie wykorzystuje studentkę</title><link>http://podrywacze.pl/147_ania.html?kod=tomcki.cb</link><description>Ależ nam ten Kraków roz... kopali. Wszędzie jakieś roboty drogowe, przebudowy, remonty itd. Ludzie bluzgają, korki się robią, koparek więcej niż autobusów. Prawdziwy optymista zawsze jednak znajdzie coś pozytywnego w sytuacji, kiedy inni klną na czym świat stoi. Moja stojąca pała niczym różdżka radiestety wyciągnęła mnie z mieszkania. Wychodząc na ulicę miałem dziwne przeświadczenie, że mój pytong wywęszył jakąć niezłą dziurę, w której mógłby zaparkować :) Moja pyta, co by o niej nie mówić, kolejny raz mnie nie zawiodła. Wśród ulicznego tumultu, pośród rozkopanych ulic i chodników od razu wypatrzyłem atrakcyjną cycatą brunetkę, która niespokojnie rozglądała się dookoła i wydawała się być nieco przestraszona i zagubiona. Okazało się, że laska jest studentką i przyjechała pozałatwiać jakieś sprawy w dziekanacie, ale ze względu na to, że Kraków wygląda aktualnie jak po wybuchu bomby atomowej produkcji irańsko-tutiurlistańskiej, laska zupełnie się pogubiła. Zagadałem więc tradycyjnie i używając swojego osobistego uroku :) zaproponowałem, że podrzucę ją samochodem, bo akurat jadę w tym samym kierunku. Gówno prawda, bo nigdzie nie miałem zmaiaru jechać, ale laska łyknęła bajerę i wiedziałem już, że tego dnia łyknie nie tylko to co mówię :) Jak to w takich sytuacjach bywa, okazało się, że nie mam kluczyków do auta, więc musimy skoczyć po nie do mnie do domu :). Już po drodze patrząc na Anię (tak miała na imię owa studentka) pyta tak mi się rwała do akcji, że mało się nie potknałem o własnego pytonga, a kiedy wchodziliśmy po schodach, to kamerzysta tak się zapatrzył w dupeczkę Ani, że mało nie wjechał jej obiektywem w odbyt :) Jako że ciśnienie w moich jądrach osiągnęło już maksymalny poziom, od razu przeszedłem do rzeczy. Wyciągnąłem fajfusa licząc na to, że Ania nie odmówi małego stukanka i się nie pomyliłem. Ania mimo początkowych oporów szybko pokazała, że wie co robi dwoje ludzi kiedy są sami w domu (kamerzysty nie liczę :)). Już wkrótce jej dorodne cycki płynnie falowały kiedy cwałem podążaliśmy ku wielkiemu finałowi... Ania jako pilna studentka bez zarzutu wykazała się znajomością materiału i z czystym sumieniem mogłem jej zaliczyć przedmiot pod nazwą "wakacyjne stukanko z przypadkowo poznanym kolegą" :) </description><guid isPermaLink="false">{3ea54a6c-ed9e-3e05-3-ddd930e97b0}</guid><pubDate>Fri, 17 Aug 2007 10:53:02 GMT</pubDate></item>
<item><title>Podrywacze.pl - Epizod 146: Vira czyli polsko-ukraińskie przygoptowania do Euro 2012</title><link>http://podrywacze.pl/146_vira.html?kod=DAM.of</link><description>No i mamy EURO! Nawet sobie nie wyobrażacie jak się ucieszyliśmy z przyznania Polsce i Ukrainie prawa do organizacji piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 roku. Co nas tak cieszy? Piłkarskie emocje? Autostrady, stadiony, lotniska? Nie! Takie mistrzostwa to raj dla jebaków takich jak my! Wyobraźcie sobie ile nazjeżdża się fajnych dupeczek z całej Europy, które rozpalone piłkarskimi emocjami będą wręcz prosić o zerźnięcie dupska, bo przecież ich faceci będą albo oblewać zwycięstwo albo porażkę swoich drużyn. Włoszki, Holenderki, Czeszki, Hiszpanki... do wyboru, do koloru! Hulaj pyta - piekła nie ma! Na samą myśl o mistrzostwach nasze wacki stanęły dęba jak kobry zahipnotyzowane przez zaklinacza węży :) Oszołomieni informacją o Euro 2012 zaczęliśmy świętować (czytaj: dorabiać pobliski sklep monopolowy pana Zdzicha). Mniej więcej po tygodniu celebracji dotarło do nas, że aby osiągnąć dobry wynik na mistrzostwach, już musimy rozpocząć treningi :) co stwarzało szerokie możliwości. Wymyśliliśmy nawet, że zaangażujemy się w działalność w komitecie organizacyjnym mistrzostw. Dzięki temu wyjedziemy na Ukrainę w celu zawarcia bliższych znajomości ze stroną ukraińską. Niestety pojawił się pewnien problem w postaci bariery językowej. Choć słowiańskie języki są do siebie podobnbe, to okazało się, że jedyne słowo ukraińskie jakie znamy to "Czernobyl" :) Na "Czernobyl" to raczej żadnej Ukrainki nie wyrwiemy, więc należało podjąć zdecydowane kroki w celu rozpoczęcia nauki ukraińskiego. Pogrzebaliśmy trochę w necie, daliśmy parę ogłoszeń i w końcu zgadaliśmy się na jednym z czatów z ukraińską studentką, która zgodziła się udzielić nam kilku lekcji. Jak ktoś jest w czepku urodzony - tak jak ekipa podrywaczy- to nawet nauczycielki się mu trafiają w postaci atrakcyjnych dupeczek, a nie starych babsztyli w okularach ze szkłami jak denka od jabola i sztuczną szczęką wypłukaną płynem, który działa z siłą wodospadu. Laseczka zgodziła się na spotkanie. Okazało się, że jest fajną brunetką z niezłymi bimbałami. Jako, że potrzebowaliśmy przeczwiczenia dość specjalistycznych zwrotów w języku ukraińskim, które pozwolą nam z łatwością zaliczać Ukrainki, skupilismy się na aranżowaniu konkretnych sytucji :) Vira - tak miała na imię nasza nauczycielka - nie stawiała oporów, a wręcz spodobało jej się "robienie miniet". Wszystkie zwroty związane z seksem czwiczyliśmy werbalnie i sytuacyjnie :) Takie lekcje to są lekcje! W ten sposbó można nawet głuchego nauczyć grać na skrzypcach ! Vira okazała się tak dobrą nauczycielką, że po kilku spotkaniach moglibysmy już czytać ukraińskie poematy narodowe :) Lekcja szła tak dobrze, że po przerobienu różnych deklinacji-penetracji, różnych zwrotów-siorbania klejnotów, podrzędnie złożonych-cycków wytarmoszonych, przeszliśmy na koniec do porządkowych liczebników-połykania plemników :) Jedno jest pewne. Czy uda się w końcu zorganizować to EURO czy się nie uda - my już prowadzimy 1:0</description><guid isPermaLink="false">{3ea54a6c-ed9e-3e05-3-ddd930e97b0}</guid><pubDate>Mon, 30 Jun 2007 15:00:02 GMT</pubDate></item>
<item><title>Autosex.pl - Epizod 53: Dorota na egzaminie po wiejskiej zabawie</title><link>http://www.autosex.pl/index.html?kod=DAM.of&amp;browse=1</link><description>Tak właśnie bywa z róznego rodzaju dupowatymi inicjacjami nowych podrywów pośród młodzieży, która starzeje się coraz bardziej, choć tak naprawdę w ich miejsce pojawiają się zupełnie nowe kurwiszcza, które pomimo dość młodego wieku są coraz bardziej chętne od swoich starszych koleżanek na wszelkiego rodzaju spotkania zapoznawczo - ruchawcze. Obraz wymalowanej tanią szminką licealistki, której twarz zamaskowana tapetą, a cipka pachniała niespodziewaną miesiączką przewijał się poprzez zdeguściałe instruktorskie czoło coraz częściej. Prawdę powiedziawszy - jeżdżąc na wypady za kursantkami za miasto - już znudziła nam się zabawa ze zrobiącymi-wszystko-by-zdać-prawko-laskami. Nam z Liliputem latka płyną, a kursantki z regularnością z którą można regulować zegar słoneczny pojawiają się w naszym ruchajwozie co roku - błysząc mniej lub bardziej tym samym, 18-letnim tępym umysłem, niedoświadczeniem i bojaźnią przed stanięciem twarzą w pytę z ich przeznaczeniem. Wcześniej przecież każda z tych, które nie mają pojęcia gdzie jest przełącznik skrzyni biegów - nie mówiąc już o sworzniu wałka, cylindrach, czy też łączniku stabilizatora - zetknie się w studenckim, czy też postudenckim życiu ze zwisłym pytongiem ich najlepszego kolegi, który będą miały za zadanie postawić w jak najkrószym czasie. Uprzedzając nieco fakty staraliśmy się dotąd udostępnić swe kutasy niczym worki treningowe lub sprzęt trekingowy dla początkujących amatorów sex-sportu. Niektóre zachwycone widokiem pyty intuicyjnie schylają się nad pytą i w trymiga zdają egzamin. Innym zaś trzeba pokazać i objaśnić wszelkie techniki robienia loda, gdyż w przeciwnym wypadku są one gotowe odgryźć napleta! Te właśnie zdają egzamin za 5 bądź 10 razem. I wcale mnie nie dziwi ten fakt, gdyż są to zazwyczaj wypindrzone brzydkie cipy, którymi nikt się nie chciał w szkole średniej ani na studiach zająć, poobracać i nauczyć dupodajnego fachu. Fakt faktem - już nawet moja babcia mówiła przy mieleniu mięsa, że pewnych rzeczy nie można uogólniać - tak i tu zdarzają się wybitne wyjątki. Taki właśnie egzemplarz trafił się i nam. Laska widać, że była po przejściach - jeszcze nie zeszły siniaki spod oczu, których wykonawcą był psychopatyczny Stachu - na codzień zbieracz leśnych poziomek, fan Roberta Kubicy i naśladownik Pudziana. Uderzył córkę z liścia, kiedy to po raz piąty wróciła z oblanego egzaminu z prawka do domu. Nie zastanawiając się dłużej - Stasiek wysłał córę na zabawę do sąsiedniej wsi na potańcówkę. Przed tym ubrał ją w kusa sukienkę, spod której zachęcająco wystawała jej czasami zachęcająco cipa. Wchodząc na parkiet Dorota rozpaliła swą półnagą dupą całe wiejskie towarzystwo, a wokół niej niczym stado wilków pojawiło się kilku kawalerów małymi fiutkami, którzy prężąc klatę nagabywali młodą Dorotę aby ją wydymać przy najbliższej możliwej okazji. Dwa, trzy piwa i laska była kupiona... zamiast dotykać się fiutami - 3 rolników od pługa oderwanych. Wzięło dorotę towarzystwo w obroty penetrując ją z każdej strony i w każdą dziurę. Spuszczając się na jej rozdziewiczone cycki postanowili nie rozpowiadać o tym fakcie nikomu i odprowadzić laskę w nienaruszonym stanie. Stasiek kręcąc wąsem zaśmiał się drwiąco widząc trzech lokalnych rzezimieszków odprowadzających jego córkę pod dom. Następnego tygodnia wypuścił swą córę na kolejny egzamin, na którym to trafiła na Liliputa jako głównego egzaminatora. Od momentu wejścia do kabiny samochodu i próby zapięcia pasa wokół szyi - egzaminator czuł co się będzie święcić. Znany z czułości i namiętności Liliput wygłosił krótkie acz treściwe przemówienie sugerując Dorocie inny sposób zdania prawka. Pojechali razem na boczne ścieżki tutejszej miejscowości, zatrzymując się przy przetwórni kostki brukowej na paszę dla krów. Tutaj właśnie sama Dorota - doświadczona penetracją sprzed paru dni - zaproponowała możliwość zrobienie lodzika w zamian zaliczenie egzaminu. Nie zdziwiło to wcale Liliputa, który sprowadził twarz Doroty w okolice swych lędźwi. Po całkiem udanym spotkaniu twarzą w pytę, Liliput miał jednak pewne opory czy zaliczyć testy, gdyż jego orgazm i chęć hegemonicznego chędożenia nie została zaspokojona. Dlatego jazda na ręcznym podczas powrotnej podróży do ośrodka ruchu drogowego okazała się bardzo trafną decyzją, która wyluzowała na tyle liliputowe lędźwie, że bez wahania już zaklepał Dorocie egzamin. Po powrocie do domu abiturientka nie kryła radości a i Stachu z radości wydoił flachę.</description><guid isPermaLink="false">{fe6c244c-8e6d-6342-c59e-41775cbfd82d}</guid><pubDate>Fri, 29 Jun 2007 11:10:31 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywacze - Epizod 145:Ewa - 3 wibratory + anal = perwersja!!</title><link>http://www.podrywacze.pl/144_sylwia.html</link><description>Ewa - 3 wibratory + anal = perwersja!!
Wszyscy znali na osiedlu Gienię - tą starą lampucerę, krążącą po oklicznych wysypiskach w poszukiwaniu drogocennego jak na te czasy aluminium, wierną i zawsze gotową na wezwanie aktywistkę toruńskiego radia, osiedlową plotkarę rozsiewającą setki niepotrwierdzonych plotek oraz fanatyczną inicjatorką sadownictwa i hodowli prawdziwych i rdzennie polski buraków czerwonych pod blokiem. Codzień zaraz po pielęgnacji swojego zapyziałego ogródka pod balkonem, przechadzała się do najbliższej kolektury totolotka, aby tam jak co tydzień podczas wielkiej kumulacji umoczyć 5 zyla, których zawsze żałowała na wsparcie sucho gardłowych podsklepowych czerwonych nosów. Raz udało jej się szczęśliwie przypadkiem trafić czwórkę, dzięki czemu mogła kupić do mieszkania zestaw nowych głośników, z których sączył się donośny, lecz aksamitny i delikatny głos ojca dyrektora namawiającego do wpłat na swe prywatne konto. Tak zafascynowana głosem jej idola od siedmiu boleści zazwyczaj złorzeczyła niektórym sąsiadom, których uważała za uparczywych komunistów i wrogów jedynie słusznych przywódców (niemal Duce) wszechpanujących i mile nam panujących braci. Od lat broniła całą klatkę przed domokrążcami, Jehowymi, kominiarzami roznoszącymi kalendarzyki oczekując za nie kasy itp. Tu punktowała u wszystkich mieszkańców bloku, jednak całokształt jej postępowania nieco irytował, przez co nie raz dostała wieczorową porą w ryj od pana Waldka. Odwieczny wróg - "to były ubek, komunista i wielbiciel seksualnych orgii" - tak mówiła o nim Gienia drapiąc się zazwyczaj po dupie, w którą często otrzymywała sąsiedzkie kopniaki. Towarzystwo mieszkało raz lepiej, raz gorzej razem już wiele wiele lat. Jednak pewnej wiosny w mieszkaniu ulokowanym wprost nad mieszkniem Gieni zmarł Rysiek - stary pierdziel, który pod koniec swego koszmarnego życia poruszał się po osiedlu jedynie w obecności swoich wychudzonych, zawszonych ratlerków, które paskudziły całą okolicę. Odznaczony kilkoma orderami i krzyżami zasługi Rysiek, wielokrotnie dyskredytując młode towarzystwo, pouczając ich jak należy rozmawiać ze starszymi, okazywać im szacunek i inne podobne pierdy. Jako że Rysiek wolał częściej pouczać innych niż samemu stosować swoje zasady, dlatego pozostawił po sobie jeden wielki burdel, którego nie sposób było posprzątać w pojedynkę, kiedy to na jego miejsce wprowadzała się nowa sąsiadka - gruba, obleśna, tłusta, już na sam widok wywołująca spazmatyczne wymioty - Ewa. Wówczas prosząc sąsiadów o pomoc w zaprowadzeniu porządku zjednoczyła panią Gienię, pana Waldka oraz pozostałych sąsiadów do kolektywnej, sąsiedzkiej pracy, którą wszyscy wykonali jednego popołudnia. Następnego dnia po wielkim sprzątaniu Ewa jak na starego babola przystało - zrobiła przed klatkowską małą imprezkę - dla starych wyjadaczy przyniosła ciepłą - dopiero co zabraną spod kaloryfera flaszeczkę, natomiast kobiety oprócz zagrychy mogły się teraz degustować winkiem zrobionych z agrestu i czarnych malin rosnących w pobliskim lesie. Widząc alkohol na stole pani Gienia nieco się obruszyło, gdyż jeszcze dzień wcześniej słuchała audycji Rozmowy Niedokończone, gdzie właśnie mówiono o zgubnym wpływie alkoholu na mózg. Przekonała się do jednego kielonka, jednak zaraz po jego wypiciu musiała dostać małpiego rozumu, bo walnęła pięścią w stół i wyszła z imprezy. Wszyscy się lekko zdziwili, ale imprezka trwała dalej aż do samego rana. Kiedy wszyscy już grzecznie poszli spać starając się aby nie dopadł ich kac - pani Ewa z panem Waldkiem zrobili jeszcze pół flaszki, kiedy to nagle zadzwonił telefon, w którym to ekipa podrywaczy grzecznie informowała że następnego dnia z miłą chęcią wbiją się na parapetówę do pani Ewy. Wtedy to przypomniała sobie Ewa, iż dawała ogłoszenia parę tygodni temu to jednej z gazet plotkarsko - ogłoszeniowych, iż potrzebuje zboczonego, niewyżytego ruchacza, który spenetrował by jej wszystkie dziury. Gasząc światło przed spaniem już nie mogła się doczekać kolejnego dnia... Zaraz kiedy ledwo co usnęła, a znad tutejszego konglomeratu rozbłysły promienie słoneczne do dom</description><guid isPermaLink="false">{3ea54a6c-ed9e-3e05-3-ddd930e97b0}</guid><pubDate>Thu, 14 Jun 2007 10:00:02 GMT</pubDate></item><item><title>Blow-job.pl - Epizod 64:Patrycja sprawdza gazowe podłączenie</title><link>http://blow-job.pl/dostep/</link><description>Siedząc cały dzień w domu, oczekując na listonosza, który dostarczy nam rentę - można się zarąbać. Łagodząc nieco rozgrzane emocjami nastroje po obejrzeniu ostatniego epizodu z serwisu podrywacze.pl, postanowiłem dokonać cudu egzystencjonalnego - ruszyłem dupę z fotela i pozmywałem miesięczny syf w zlewie. Tak mi się dobrze zmywało, że postanowiłem - drapiąc się standardowo po worku mosznowym - coś nie coś przypichcić. Tonując nieco swoje oczekiwania po przejrzeniu książki kucharskiej, zauważyłem małym druczkiem opisany przepis na dobrego hotdoga. Wciąż drapiąc się po jajach i z niedowierzaniem czytając prostacki sposób przygotowania potrawy zacząłem od rozpalenia dawno nie używanego piekarnika, który nie był używany praktycznie od momentu opuszczenia nogami do przodu moich dziadków, po których odziedziczyłem ów mieszkanie. Wspominając dobre czasy, kiedy to babcia przygotowując codzienną strawę obiadową okazywała wiele czułości, namiętności i dokładności przy wygniataniu ciasta (miała w tym sporą wprawę, licząc jej dwanaścioro dzieciaków, można śmiało powiedzieć że pyta dziadka była codziennie molestowana, gładzona i wypolerowywana), mogłem w myślach poczuć zapach bułki drożdżowej, które rosło bardzo szybko. Jednak dziadkowie nie przyżyli wybuchu gazu u pana Zdziśka - sąsiada piętro wyżej, który jak co wieczór nawalony dynksem lub innym winem spał nawalony jak stodoła z fajką w ręku na materacu. Zdzisiek był porządnym i sumiennym robotnikiem w pobliskiej cegielni, na której poddaszu w tajnym laboratorium zajmował się pielęgnacją i hodowlą specjalnej odmiany konopii indyjskich. Tego dnia jednak nie miał szczęścia i zapomniał wyłączyć gaz z przypalającego się czajnika. Tym samym spowodował wybuch w klatkowskiej i niemal całkowitą dewastację przedniej ściany dopiero co odnowionego budynku. W zdarzeniu tym uczestniczyli oprócz moich dziadków, także pani Hela - wielbicielka Bułata Okudżawy i namiętna orędowniczka smaru, tawotu i różnych przepracowanych smarów technologicznych, pan Heniek z panią Zoofiją - psychoanalitycy, bioenergoterapeuci, tancerze, a z zawodu po prostu ekipa budowlana, oraz najbliższa kochanka pana Zdziśka - Mieczysława. Pani Miecia podzieliła los swego długoletniego przedmiotu miłości, gdyż wracając do sypialni z libacji alkoholowej u Zdziśka, zabrała ze sobą flaszeczkę osiedlowego 70% samogonu, który opuściła w chwili wybuchu na siebie oblewając całe ciało, które zaraz potem uległo całkowitej kremacji. Dość to tragiczny wypadek, który się wydarzył kilka lat temu w okolicy, dlatego od tej chwili mam strasznie wyczulony nos na gaz. Nawet jeśli pod wpływem fizycznego zjawiska dyfuzji na którejś z imprez lub orgii poczuję niekontrolowany odgłos wypuszczania bąka z tyłka któregoś z ruchaczy - zawsze wolę sprawdzić czy to przypadkiem nie przecieka któraś z rur, czy też zawór coś przepuszcza. Przygotowując sobie coś do żarcia wole z obawy przed wybuchem zjeść coś na zimno niż parzyć sobie podniebienie jakimś cholernym parzydłem. Dlatego mój domniemany hotdog będzie jednak zdecydowanie cooldogiem. Krojąc ostatnią parówę - poczułem jednak jakiś odór, fetor tudzież smród docierający do mnie z kierunku kuchenki gazowej - Wsadziłem głowę do piekarnika, co odurzyło mnie kompletnie - poczułem się jak po dobrej ciepłej stolnichney. Kiedy stałem tak zamyślony co tu robić, gdzie dzwonić - zadzwonił dzwonek do drzwi. Za drzwiami stała świeża sąsiadka, z którą nie zdąrzyłem się zaznajomić. Sąsiadka była dość bezspośrednia jak się później okazało, ale co najważniejsze - przyszła do mnie z tym samym problemem, z jakim ja właśnie się kłopotałem. Jej falujące włosy i fikuśne oczy zachęciły mnie do stworzenia aury niepewności, dzięki której mógłbym ją w pewien sposób wykorzystać. Pomyślałem sobie - może lubi anala - przynajmniej żeby połykała spermę... i już będę zadowolony z takiej sąsiadki. Nie jestem przecież jakimś tam Wojewódzkim, posuwającym Muchę. Jestem zwykłym sąsiadem, który może udzielić bezinteresownej pomocy sąsiadce... chyba że ta coś zaoferuje w zamian. Jak się okazało także i jej nie spodobał się zapach z rur ga</description><guid isPermaLink="false">{dae2f938-ba2d-119-a6a4-694dc52c6249}</guid><pubDate>Thu, 11 Jan 2007 09:05:30 GMT</pubDate></item><item><title>Autosex.pl - Epizod 52: Ania w limuzynie jak po 4 winie</title><link>http://www.autosex.pl/index.html?kod=sexohol.cb&amp;browse=archiwa&amp;t=52</link><description>Dzwonił dziś do mnie dzień cały kumpel Antonio - stara włoska dziadyga, którego poznałem na wakacjach w Sarajewie. Przyjechał właśnie do Polski w interesach - przywiózł sporą partię włoskiej mielonki, grzybów halunków, kilka skrzynek kiści winogron i szesnaście worków ziemniaków nowej odmiany przeznaczonej na eksperymentalne obsadzenie podkrakowskich pól. Z tej nietypowej odmiany kartofli - zupełnie jak królowa Bona - Antonio opowiadał, że wyhodował w swoich italiańskich ogrodach bananowo - malinowo - pomarańczowy smak ziemniaka, który jest rozchwytywany na dalekowschodnich rynkach. Nie miałem sił po wczorajszej bibie podnosić słuchawki, dlatego wysłuchałem 15 dzwonków w melodii hymnu śpiewanego przez pana Kaczyńskiego i podźwignąłem się w końcu do pionu przeczesując lekko włosy na skroniach i drapiąc się po sfleczałym wacku, który bardzo dobrze mi służył wczorajszej nocy. Antonio zapowiedział swój przyjazd na wieczór, gdyż jego wyposzczona pyta dawno nie gościła w zagłębiu rury damskiego odbytu. Ta wiadomość napawała mnie optymizmem, gdyż właśnie mi się przypomniało iż umówiłem się z jakąś strasznie brzydką laską na dzisiejszy wieczór. Z tego co pamiętam ta chujonosa i brzydka jak białoruski czołg dupa przez półtorej godziny namolnie chciała wydobyć ze mnie adresik. Niestety poddałem się jej brzydkiemu, niekompletnemu zgryzowi, więc opcja zadupczenia jakiegoś lachona z Antioniem bardzo mnie udarowała. Wsuwając jajka na bekonie podczas śniadania rozważałem, czy aby wybór zagoszczenia w kiblu i rozmowy z wielkim porcelanowym uchem klozetowym nie byłoby lepszą opcją od kończenia tego smacznego, lecz kompletnie niestrawionego żarełka. Jednak przełamałem się i przeczekałem ten cherlawy dla mnie okres racząc się w międzyczasie resztkami alpagi siarkowej pozostawionej przez uczestników wczorajszej sex ustawki. Poszedłem na chwilę do wyra, aby dokończyć spanie, które przerwał mi telefon Antonia. Wydawało mi się, że nie minęło 10 minut, lecz gdy udało mi się otworzyć jedno oko - za oknem zauważyłem panią Halinkę, która zawsze o 21 zapala światło na ganku. A niech to - znów przespałem parę godzin. Po chwili zaczął dzwonić Antonio - ten włoski cwaniak i kombinator bezproblemowo sprzedał po dwukrotnej niż oczekiwał cenie winogrona. Także w tej chwili mógł już śmiało stawiać wszystkim znajomym driny i browary, gdyż kapucha tego dnia przyległa doń jak magnes. Jednak wieczór okazał się zupełnie inny - Antoniemu jakby magnes wyleciał z kieszeni, bo kapuchę wydawał na prawo i lewo. Pod moją hacjendę podjechał dwunastometrowym kadillakiem. Już myślałem, że po drodze zabrał jakieś dupy, jednak pustostan w jego mobilnym ruchajwozie dawał do zrozumienia, że balanga dopiero się zaczyna. Oziębły łokieć Antonia i muzyczka a'la italo dysko sącząca się z głośników spowodowała we mnie nostalgię za latami dziewięćdziesiątymi, kiedy to ze znajomymi ubrani w białe skarpetki, mokasyny, pyramydy śmigaliśmy pożyczonym od starego maluchem po okolicznych wiejskich dyskotekach. Podjechaliśmy naszym pięciolitrowym smokiem pod miejscową dyskotekę, gdzie właśnie około 22 część osiemnastoletnich dupeczek szuka okazji na stopa. Silnik połykał kolejne z 40 litrów spalonych na sto kilometrów, a za zakrętem zauważyliśmy kilkanaście osiemnasto - dziewiętnastoletnich opalonych i odzianych skąpo dupeczek. Zatrzymaliśmy się tuż przy jednej z nich, która bez jakiegokolwiek zapytania wsiadła do naszej bryki. Zapoznawszy się z panującą wewnątrz napiętą atmosferą, Ania z oddalonego o sto kilometrów stąd sołectwa postanowiła nieco rozluźnić panującą tu atmosferę. Napalony na jakąkolwiek dziurę Antonio niemal na starcie potraktował języczkiem naszą pasażerkę, która z radością oświadczyła że jest gotowa zaprezentować na tylnym siedzeniu swe wdzięki, a za podwiezienie wykazać się zrobieniem lodzika. O to chodziło właśnie w tej imprezie, więc pomimo panujących wokół egipskich ciemności udało nam się nagrać znakomity lodowy materiał opatrzony niespodziewanym wytryskiem Antonia. Tak zakończyła się biznesowa podróż Antonia, który przywiózł do swych rodzinnych Włoch wystarczająco</description><guid isPermaLink="false">{75a3400-148e-2e5c-fcd0-7fb4b97484b7}</guid><pubDate>Thu, 04 Jan 2007 11:27:28 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywacze - Epizod 144: Sylwia-Wielkanocna degustacja fiuta</title><link>http://www.podrywacze.pl/144_sylwia.html?kod=sexohol.cb</link><description>
Wielkiej Nocy dzień nadchodził wielkimi krokami, a gdyby nie profesor Miodek, który w telewizorni objaśniał etymologię słowa "jajca", nadal tkwilibyśmy w przekonaniu, że Wielkanoc będzie dopiero wówczas, gdy Liliput z 3 panienkami z ogolonymi cipkami nie będzie mógł dojść do orgazmu. Tak się jednak nie działo a nasza ekipa raźnie i wyraźnie akcentowała swój pobyt we wszelkich możliwych formach. Będąc np. w plenerze w okolicach Chlapkowic - pomogliśmy bezinteresownie rolnikowi przy sadzeniu ziemniaków, segregując dobre zdrowe pyry od kamieni i innych niechcianych okrąglaków. Przegrzebując jednak jajka z lewej nogawki do prawej przypomniały nam się słowa profesora Miodka dotyczące barwienia jaj, ich malowania lub jakiejkolwiek innej formy przedświątecznej zmiany barwy. Ponieważ i słońce tego dnia dość mocno przygrzewało, a o święceniu jaj - nie wspominając o ich malowaniu - zupełnie zapomnieliśmy, dlatego ruszyliśmy na pobliską polanę, gdzie jeszcze przed tygodniem wraz z bezzębnym Józefem rozpijaliśmy winko własnej roboty przyglądając się wypasanym przez nas owcom. Opalanie promieniami słonecznymi jajec bardzo znacząco wpływa na ich barwę, toteż przed ich oficjalnym pozdrowieniem ruszyliśmy się nieco poopalać. Idąc lasem w kierunku ów polany, natrafiliśmy na zmierzającą właśnie w kierunku kościoła białogłowę z koszyczkiem pełnym święconek. W tym momencie Liliput nieco zdębiał i onieśmielony tym widokiem zaczął reminiscencyjnie wspominać swoje dzieciństwo. Wtedy to podczas szkolnych wojaży namawiał kumpelę z ławki na małe zapoznanie się z jej narządami rodnymi. Było sporo czasu - jak wiadomo autobus jest to taki wehikuł, który jedzie dwa razy szybciej jeśli biegniesz za nim, a dwa razy wolniej jeśli siedzisz wewnątrz i chcesz gdzieś zdążyć. Dlatego tez na tylnym siedzeniu dziewczyna zaprezentowała chłopcom w ramach lekcji biologii krótki pokaz damskich genitalii, w które to bez pytania Liliput zagłębił się swym nosem. Ku uciesze współ podróżników Liliput bardzo bezwiednie mlaskał swym długim językiem po odbycie koleżanki, a ponieważ cała wycieczka miała za zadanie uświadomienie licealistom, iż warto odpłacać pięknym za podobne innemu człowiekowi, toteż wieczorem, kiedy cała klasa leżała grzecznie w swych łóżkach, koleżanka, której wcześniej Liliput wywąchał nosem położenie dwunastnicy i żołądka, postanowiła odwdzięczyć się malując różnokolorowo jego jajka. Siedząc tak z pomalowanymi jajcami pośród zachwyconych rówieśników z klasy postanowiliśmy stworzyć seans spirytystyczny, w czasie których, to kogo byśmy nie wzywali, to i tak zawsze pojawiały się prostytutki. A ponieważ chęć chędożenia przeważała nad zdroworozsądkowym zabezpieczeniem przed zarażeniem się grzybicznymi chorobami pochwy, dlatego te piękne chwile Liliput wspomina do dziś opowiadając różne fragmenty z życia w których dzięki swym umalowanym jajcom czy też długiemu i sprężystemu przyjacielowi mógł zaspokajać wszystkie niewyżyte królewny pizdolony. Widząc teraz kuso ubraną orędowniczkę malowania i święcenia jaj - przypomniały mu się wszystkie te piękne czasy i postanowił zakręcić nieco śmigłem przy jej oczodołach. Krótka rozmowa, którą zainicjował sam Liliput spowodowała niezanegowaną chęć odtworzenia licealnych czasów. Pyta stała już Liliputowi od samego początku kiedy tylko zauważył przechadzającą się lasem niewiastę. Ponieważ istniało wiele regionalnych modyfikacji metody opalania jaj, opisywanych przez profesora Miodka, dlatego Sylwia, której przecięliśmy drogę do poświęcenia jajek zapoznała nas z metodą jej zdaniem najbardziej efektywną. Chodziło o nawilżenie jajek śliną i pozostawieniu ich na opalanie w szczerym słońcu na godzinę do dwóch. Wówczas jajka miały się zarumienić na tyle, by móc je spokojnie poświęcić w wielkosobotnie popołudnie. Jak mówiła tak zrobiła, a sperma, którą uraczył ją Liliput stała się naturalnym filtrem przeciwsłonecznym, zmniejszającym nieco opaleniznę. Po tak rewelacyjnym spotkaniu pozostaliśmy leżąc na kocu jeszcze z godzinę, pozostawiwszy naszej jajka na działanie promieni słonecznych.</description><guid isPermaLink="false">{4cc5c7f2-9ee9-33eb-1e60-6b7479ad201d}</guid><pubDate>Thu, 25 Jan 2007 09:45:40 GMT</pubDate></item><item><title>Blow-job.pl - Epizod 59: Cristine zna się na obciąganiu!</title><link>http://www.blow-job.pl/entry2.html?kod=sexohol.cb</link><description>Pachniało już bzem, świeżą trawą i psimi kupami nieśmiało wystającymi spod topniejącego śniegu. Niektórzy chodzili już na krótki rękaw, a ci bardziej owłosieni na klacie nakładali już nawet koszulki bez rękawów by pokazać sąsiadkom swój tors i ileż to pociechy ma z niego małżonka. Pomiędzy nieśmiało przebijających się promieni słonecznych - widać było powracające na wyspy brytyjskie ptactwo, które znów zasrywać będzie okoliczne skwery. Przechadzając się pośród tutejszych domostw przez okno można było zajrzeć do nie ofirankowanego pokoju, w którym to raz pani Margaret była popychana przez pana Jamesa na stale kuchennym, a to w innym domostwie dwie trzydziestoparoletnie, doświadczone w sztuce dymania mężatki - pod nieobecność mężów - dotykały swe intymne miejsca w fikuśny sposób. Obserwując poczynania anglosaskich podrywaczy aż żal zrobiło się mi mej dawno nie ruszanej pyty i z tą chędożylniczą myślą ruszyłem w teren w poszukiwaniu dupencji, która mogłaby poświęcić swe wymalowane usta na całkowite objęcie mej zwiotczałej pyty. Potykając się o puste butelki po ciderach oraz zdezelowane puszki, których o dziwo w Wielkiej Brytanii żaden szanujący się angielski menel zbierać nie chce, w zaułku przecznicy, którą mijałem zarysowała się postać ciemno karnistej dupeczki, której wielkoformatowe usta wykwitnie oddawały złudzenie, iż prawdopodobnie będę miał do czynienia z muzykantką z tutejszej filharmonii, lub też rejonową fachowczynię od robienia loda. Rozbijając tą niepewność podszedłem do niej i skinieniem głowy zacząłem mówić coś o zaproszeniu na kawę w języku anglo-migowym. Laska widać przyzwyczajona do tego typu zaczepek, zagadań itd. bez problemu zrozumiała mą intencję, więc udając się za nią gęsiego do jej domostwa mogłem podziwiać te dwa falujące półdupki, jędrnie podskakujące przy każdym uderzeniu pantofla o chodnik. Weszliśmy do jej chacjendy, która od góry do dołu oklepana była obrazkami Rio Marii z jej puertorykańskiego dzieciństwa, które spędziła w Ameryce Południowej. Wędrując tak za tą kształtną laską z ćwiczonym płucem, niechcący - niemal odruchowo - wyciągnąłem rękę w kierunku jej pośladków aby sprawdzić czy to co widzę przez spodnie jest faktycznie aż tak atrakcyjne w dotyku na jakie wygląda. Dotknięcie pośladków nie przestraszyło absolutnie Rio Marii, której kusy wzrok uświadomił mnie o możliwości oddania spermy w puertorykańskie oko. Zaproponowałem zatem bez wahania setkę pandziochów w zamian za całkowity serwis mojej pyty. Oczywiście nie spodziewawszy się jakiegokolwiek sprzeciwu z jej strony postawiłem swój maszt na baczność. I tutaj o fachowości pełnego serwisu przekonałem się momentalnie, kiedy to na mą pytę został nałożony cienki gumowy worek a wielkie usta Rio Marii pochłonęły mego wihajstra. W międzyczasie urozmaicając widoki poprosiłem o podniesienie bluzeczki przez mój wysysacz, spod której ukazały się kształtne silikonowe cycki. Spuszczając się na nie miałem lekkie obawy - ponieważ nie wiedziałem czy z chemicznego punktu widzenia sperma w żaden sposób nie zareaguje z silikonem. Jednak pierwsze strzały utwierdziły mnie w przekonaniu, że o jakiejkolwiek reakcji nie może być mowy - jedyna z resztą reakcja w tym momencie jaka się objawiła to długotrwała erekcja, z której nie mogłem przeciwdziałać nawet udając się do swych czterech ścian.... </description><guid isPermaLink="false">{10919051-8c59-4287-49b9-6734ff9aa414}</guid><pubDate>Fri, 18 May 2007 07:22:04 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywacze.pl - Epizod 134: Lidia - krawiec kraje jak mu staje. </title><link>http://www.podrywacze.pl/143_lidia.html?kod=sexohol.cb</link><description>Bliskość obcowania z naturą i notoryczne wizyty w siłowni oraz u specjalisty do spraw odchudzania postawiły zioma z naszej ekipy podrywaczy w świetle dość niekorzystnym jeśli chodzi o przerost tkanki tłuszczowej. Dzierżąc pałeczkę pierwszeństwa w corocznym konkursie na najgrubszego i najbardziej obleśnego mieszkańca naszego miasta. Tak było od lat i nic w tym temacie się nie zmieniło, gdyż liliput pomimo niewielkiego wzrostu, miał wymiary zdrowej starej ruskiej baby z rynku z Doniecka, handlującej odpadami z produkcji kwasu adypinowego w tutejszym konglomeracie JAPu. Taki dość nietypowy rozmiar swej tuszy Liliput zawdzięczał m.in. ojcu, który pracował jako pomocnik rzeźnika przy rozbiorze świń w regionalnej rzeźni. Dlatego nawet w czasach regresu Liliput zawsze mógł liczyć na świeże jelito, posmakować zasmażki ze świeżą wątróbką, lub też polizać nieco schabiku. Także nie mógł on narzekać na brak dostawy nowego smakowitego żarełka. Kiedy jego kumple w podstawówce nie mogli się doczekać przerwy obiadowej, głodując i obgryzając paznokcie, wtedy to Liliput zawsze wyjmował polędwicę zawiniętą we wczorajszą gazetę i przy wszystkich zdruzgotanych głodem dzieciach wcinał całą zawartość aż tłuszcz lał mu się po policzkach. Jako najgrubszy w szkole był zwolniony z zajęć WF-u, dzięki czemu mógł wyskakiwać do ojca do rzeźni po nową porcję mięcha. Ten nienasycony wiecznie żarciem grubas na tyle polubił wizyty w rzeźni, że w wolne soboty bądź też podczas letniej sesji urlopowej z chęcią zastępował ubijacza bądź też gościa od patroszenia. Za swą pracę i podejście do zwierząt był wielokrotnie nagradzany dodatkowymi premiami dyrektorskimi, które wydawał już w czasach komuny na sadzonki winogron, które mu nigdy nie wyrosły, a także na snickersy, które uwielbiał wcinać w wielokrotnych powtórzeniach. Kiedy jednak przyszły czasy prywatyzacji, restrukturyzacji i defraudacji dokonywanych przez szanownych grubasów siedzących w zarządach. Wtedy to rzucając posadę naczelnego rzeźnika, ojciec liliputa zabrał całą familię na saksy na Węgry, gdzie wszyscy w trudzie i znoju ścierali spermę z poduszek w gejowskim hotelu. W tym czasie waga liliputa spadła ze 180kg do 150kg i w tym czasie liliput podjął pierwsze postanowienia poprawy swej wagi. Liliput zaczął czuć się lepiej, minęła lustrzyca, a skończywszy już 18 rok życia mógł oficjalnie przyprowadzać piękne węgierki do swego domostwa. W tym czasie nie pracując już nigdzie, sprowadzał laski do swego domostwa chędożąc w wyrku 8-10h na dzień Liliput schudł w ciągu kolejnych 6 miesięcy do 100 kg! Rodzice zaczęli się martwić, iż Liliput rozchorował się na jakąś dziwną chorobę, złapała go endoskopowa cholangiopankreatografia wsteczna. Jednak pewnego kolejnego dnia kiedy cała familia miała po raz kolejny iść do lekarzy celem zdiagnozowania przyczyny tak nagłego chudnięcia, Liliput postanowił wyjawić całą tajemnicę. Pokazał wszystkim skrycie ukrywany mięsień przedramienia, który rozrósł się do obwodu 70cm, a także na światło dzienne wystawił swego umięśnionego, codziennie po kilkakroć męczonego pytonga. Kilkanaście wytrysków w ciągu dnia, 2-3 dziewczyny dziennie, dieta jajeczno - bananowa w celu poprawy jakości wytrysków - wszystko to spowodowało znaczny spadek wielkości tkanki tłuszczowej. Po latach przebywania w pięknym, byłym już socjalistycznym kraju, Liliput powrócił z familią na ziemie ojczyźniane osadzając się w Poznańskiej osadzie. Tutaj też poznał swą przyszłą żonę i zaczął przenosić węgierskie zwyczaje na regionalny teren. Zapraszając coraz to nowe pary i singli, małżeństwo liliputów postanowiło otworzyć firmę zajmującą się odchudzaniem. Kiedy po latach spotkaliśmy Liliputa - oczom nie wierzyliśmy... Właśnie postanowiliśmy spotkać się u naszej wspólnej znajomej kumpeli ze szkoły średniej, która została krawcową. Liliput przyniósł swoje ulubione spodnie z dzieciństwa, które nosił na Węgrzech, wyciągając z odpływów zużyte prezerwatywy. Jak tylko zobaczyliśmy chudego, 70kg Liliputa przy tak wielkich spodniach rozmiaru XXXXXXL to się przeraziliśmy. Teraz 2 takich liliputów albo i 3 mogło się w nich zmi</description><guid isPermaLink="false">{b0991acc-5b18-8cf7-9a2c-869c5660134e}</guid><pubDate>Thu, 11 Jan 2007 09:33:32 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywaczki.pl - Epizod 38: Penetrator</title><link>http://www.podrywaczki.pl/main.html?kod=sexohol.cb</link><description>  	
Podrywaczki

PENETRATOR



Pamiętam jak byliśmy jakieś dwadzieścia lat młodsi i z dzisiejszą ekipą podrywaczy chodziliśmy na krakowski rynek z dzisiejszym prezydentem podjadać krem z ciastek i wybijać szyby w witrynie sklepu pana Heńka, który nas notorycznie gnębił strzelając do nas z wiatrówki. Nie dalej jak parę dni temu gdy szedłem ulicą floriańską mimochodem zauważyłem załatwiającą swe grubsze potrzeby fizjologiczne turystkę prawdopodobnie z bloku wschodniego, gdyż na jej czapce widniał napis "myj żopu". Speszyła się nieco, bo w tak publicznym miejscy zostawiać swe odchody nie było codziennym widokiem. Speszenie to uwidoczniło się w panoramicznym zabrudzeniu ściany budynku przy którym dokonywana była czynność. Przypomniały mi się właśnie wtedy lata, kiedy to nasz pan prezydent podobnie sfajdolił się tuż przy wejściu do cukierni pana Heńka. Kiedy Heniu próbował nas dogonić poślizgnął się na odchodach i wywalił szlifa o chodnik. Tego już było za wiele. Każda nasza następna wizyta w okolicach cukierni kończyła się pobrudzeniem naszych ubrań końskimi odchodami wystrzeliwanymi przez pana Heńka ze specjalistycznie zmontowanej wyrzutni. Raz tylko pamiętam, że na pakerskim karku wylądował połamany taboret, który później zabrał i poskładał paker w zaciszy swej drewutni. Nie miał wówczas ani struga, ani przecinaka ni wiertarki, więc szukał cały dzień jakiegoś mechanika ze sprzętem naprawczym, aż wreszcie znalazł pana Janka, który po naprawie spartaczonego krzesła chciał wykorzystac młodego pakera od tyłu, lecz ten na szczęście się wyrwał i dopiero po latach poczęstował pięścią pana Janka za to obmacywanie po genitaliach. Kiedy w zeszłym tygodniu przyjechała do mnie z wizytą stara kumpela z podstawówki - Kinga, nie wiedziałem jeszcze, że uwielbia, oprócz fascynacji ciepłym piwem z Żabki, wiercić, skrawać i borować. Jak się okazało - jej brat rodzony, który co wieczór wracał z alkoholowych osiedlowych libacji, lubił porzucać nieco meblami, przez co następnego dnia wiecznie narąbany ojczym Kingi miał wiele powodów aby odmówić restauracji zniszczonych mebli. Dlatego też Kinga od młodych lat zajmowała się rekonstrukcją zniszczonych krzeseł. Kiedy tak siedzieliśmy wieczorem przy czwartym winie marki J23, Kinga rozpoczęła poszukiwania uszkodzonych mebli bądź krzeseł. Widać, że jej fetysz nie pozwalał usiedzieć spokojnie na miejscu. Po długich poszukiwaniach oczywiście znalazła jedno stare, ledwo stojące krzesło, które uparłą się naprawić. Nic nie mogłem zrobić - a kolejna alpaga bramowa, którą spożyła jeszcze bardziej utwierdziła ją w przekonaniu, że musi spełnić swój samarytański obowiązek i naprawić mi w podzięce za gościnę wszystkie meble. Ruszyliśmy zatem z rańca w poszukiwaniu regionalnego fachowca od wiercenia i borowania. Idąc wzdłuż garaży na dzielni zauważyliśmy jakiegoś jegomościa krzątającego się z lewej na prawą stronę garażu. Kinga zagadała go o możliwość wywiercenia dziurki w desce. Widać gość akurat przygotowywał się do szlifowania stalagmita, gdyż widać było na jego biurku garść świerszczyków. Pan Tomasz ewidentnie zrozumiał iż Kindze chodzi o wywiercenie otworu między jej nogami. Więc śliniąc się mówił o możliwości pełnej penetracji jej dziurek swym wziernikiem dopochwowym. Tak oto nieśmiało po paru zachętach ruszył Pan Tomasz do wiercenia dziury montując skomplikowaną konstrukcję podłogową do szybu wiertniczego. Po wielu minutach walenia konia, obciągania i pełnej pomocy ze strony Kingi, Pan Tomasz spuścił się nieco nieszczęśliwie na Kingę, brudząc jej ciało swą cipełą spermą. Tak czy siak do wywiercenia dziury w desce potrzebowaliśmy poszukać kolejnego warsztatu...</description><guid isPermaLink="false">{8408cf77-52a6-7e6e-23f4-18cb2171dc2b}</guid><pubDate>Wed, 09 May 2007 05:17:21 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywacze.pl - Epizod 142: Roksana dziewiczy krzyk rozkoszy</title><link>http://www.podrywacze.pl/142_roksana.html?kod=sexohol.cb</link><description>Bardzo miłym zaskoczeniem był powrót do ojczyzny, zimnym piwem i ciepłą wódeczką płynącej. Nie lada kłopot mieliśmy do aklimatyzacji po kilkumiesięcznym pobycie. Widok celnika w zielonym skafandrze wywołał niezbyt przyjemne doznania a koleżanka poruszająca się zaraz za nami puściła bezwiednie pawia na widok osyfiałego portu lotniczego. Pod ścianą przebiegała właśnie mysz, która obskubywała resztki z mopa sprzątaczki. Ta widząc uciekającą przed nią mysz zamachnęła się i rzutem filcową szmatą przykryła mysz przed widokiem podążających do łuku bagażowego turystów. Z tak posępnymi minami szliśmy już do wyjścia, kiedy to podeszła do nas niezapowiedzianie młoda, skąpo ubrana osiemnastoletnia laleczka z zapytaniem o znajomość języka angielskiego, gdyż właśnie musi zaimplikować sobie dowcipną tabletkę, lecz nie wiedziała którą stroną ją włożyć. Oczywiście pomogliśmy kobiecie.. co ona by zrobiła bez nas.. Szybkim tempem podeszliśmy do taksówki i informując laskę, która nas zaczepiła, że potrzebujemy okularów do przeczytania, wsadziliśmy ją do auta. Nieco oszołomiona naszym szelmowskim zachowaniem przyjęła przeprosiny wygłoszone przez kumpla, który jako biseksualny wylizywacz napalony był niemiłosiernie na młodociane świeże cipki. Nie można było mu odmówić wylizywania, masowania czy penetracji damskich zakamarków, a i męskim, dwudziestocalowym penisem nie wzgardził. Wszak dziewczyna nieco była spięta i mało rozgarnięta, toteż jako znawcy lingwistyczni zaproponowaliśmy ponętnej czarnuli kilkanaście lekcji języka. Oczywiście niebezinteresownie, gdyż kolega jak przystało na biseksualnego onanizatora nie jedną cipę i nie jednego pytonga miał przed oczyma. Dlatego obfitym wynagrodzeniem na jakie mógł liczyć lingwistyczny korepetytor był sumiasty lodzik dokonany w sąsiednim pokoju. W międzyczasie w wielkim skróci kolega podrywacz rzucał czasownikami, rzeczownikami, imiesowami, objaśniał gramatykę, odmianę przez przypadki oraz objaśniał jakich błędów unikać używając w praktyce anglosaskiego języka. W międzyczasie zastanowiłem się, czy przypadkiem nie zaprosić ekipy gejów z osiedlowego baru pod błękitną ostrygą, aby pan instruktor dobrze pochędożył i żeby i jego dobrze wychędożono. Jednak podglądując kopulującą parkę nie chciałem doprowadzać do nadmiernej ekspozycji jego kłykci. Dlatego zostawiłem tenże samopas sobie a muzom czekając na finalne rozwiązanie. Kiedy instruktor kończył opowiadać o budowie narządów rodnych a także fizyczne konsekwencje stawiania i budowy rur do tańca w knajpach. Dosoknale poinstruuowana i przygotowana do pracy w zagranicznych klubach rżnięcia, agencjach towarzyskich, klubach go go czy terenowych inspektoratach kontroli mocy przepływowej w zachodnich kurortach turystycznych, Roksana będąc w posiadaniu szerokiej wiedzy na tematy ogólnej prezentacji cipy może od teraz piastować wysoką funkcję w zarządach takich właśnie kurortów. Dlatego zaraz po spuszczeniu się do oczodołów, Roksana pospiesznie się umyła, użyła tabletki dowcipnej, co miałą zrobić już bardzo dawno i poleciała czym prędzej zakupić bilet lotniczy do angielskich kurortów.. </description><guid isPermaLink="false">{c6979a67-b00b-a475-24a1-f7b622dbd6ee}</guid><pubDate>Wed, 09 May 2007 05:18:35 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywacze.pl - Epizod 141: Marta rodzinne historie z Liliputem</title><link>http://www.podrywacze.pl/141_marta.html?kod=sexohol.cb</link><description>Pani Marta z Panem Liliputem żyli przaśnie i dostatnie w pyrolandii. Nie wadził im sąsiad z góry, który całymi wieczorami walił samogon, słuchał Radia M. i miał co noc wizję przyszłości, o czym co noc regularnie o 3 informował na klatówie wszystkich sąsiadów. Nie narzucała im się także sąsiadka z naprzeciwka, która całą niemal dostępną w domu powierzchnię wykorzystywała na amatorską hodowlę buraków pastewnych, zamieniając szafki, pawlacze, stoły, kredensy, szuflady, krzesła, sufity podwieszane i wszystkie inne możliwe miejsca w wielkopowierzchniowe domowe gospodarstwo rolne. Oboje nie mając jakichkolwiek obiekcji lubili pokazywać się razem na osiedlu - ba - ku podniesieniu ciśnienia rozzłoszczonym moher beretom trzymali się zaręce a nawet całowali idąc po dzielni - tym samym siejąc zły przykład pośród nielicealnej jeszcze młodzieży. Spotkykając często po drodze czy to listonosza, czy też pracowników miejskiego przedsiębiorstwa oczyszczania - zawsze któryś z nich dostawał klapsa, bądź też dłoń Pani Marty wędrowała w górę i dół - w górę, a później na boki wzdłuż krocza pędzącego ze świeżym zaopatrzeniem osiedlowego sklepu w śmietanę, pana Henia. Obojgu nie przeszkadzały kuse spojrzenia na tyłeczek liliputa osiedlowej gejowskiej śmietanki, która bezwstydnie na oczach betonowego osiedla obmacywała się po pośladkach ubranych w skórzane łaszki, niczym z gay parady. Co prawda oboje nie poruszali się w zbytnio w środowisku homo, jednak skórzana odzież, czapki z nutrii oraz sandały z koziej pały zawsze wzbudzały w nich jak najbardziej pozytywne emocje - zupełnie jak woda po ogórkach penetrująca przełyk na drugi dzień po imprezie. Oboje wiedli bardzo szczęśliwe życie - dorobili się syna. Ona sprzątała w biura w centrali nasiennej, a on żył od lat zgodnie z powiedzeniem - Krawiec kraje jak mu staje. A że Liliputowi stawał bardzo często i bez powodu, dlatego jako krawiec damsko - męski radził sobie w tym zawodzie całkiem przyzwoicie. Ponieważ miał kontakt podczas zdejmowania pomiaru z niejedną zaniedbaną przez mężą trzydziestoletnią laseczką, toteż i dobrym posuwem z biodra, wykształconym przez stosunki analne mógł się pochwalić. Mając wielkie grono fanek z powodu niezawodnej, zawsze stojącej kuśki - Liliput miał spory obrót w interesie, toteż naszej omawianej parce żyło się raczej przystojnie. Pewnego dnia jednak po wielomiesięcznej separacji spowodowanej żylakami, polipem, ropniem, kłykcinami i zapaleniem odbytu Liliputa. Parka pomimo niebywałej chrapki na swoje narządy płciowe w pozycjach 69 i podobnych połączonych z oralną penetracją odbytu pozycjach została pozostawiona na pastwę samotnego rękądzieła na wiele miesięcy. W tym czasie oboje poddawali się uciechom korzystając z dostępnych wszem i wobec domów uciech oraz studenckich dyskotek, gdzie zawsze prezerwatyw w kiblach pływa więcej niż na sali jest tańczących par. Jednak po miesiącach własnoręcznej masturbacji schorzenia Liliputa na tyle zmalały, że parka zdecydowała się na odświętną formę odbycia stosunku. Zaprosili ekipę podrywaczy, a reżyser Rafał oprócz standardowej formy scenopisarsko - narratorsko - montażowej zajął się także wstępem do bardzo owocnego, nietypowego rżnięcia. Wieloletni staż małżeński państwa Liliutów utwierdza widza obserwującego ich zmagania na ekranie w fakcie, iż tak naprawdę nie wszystkie formy kopulacji zostały jeszcze odkryte, a kamasutra stanowi jedynie wąski wycinek z tego co tak naprawdę odbywa się w małżeńskich łożach. Z tego miejsca chcielibyśmy serdecznie podziękować pani Marcie, która pomimo trafnych uwag reżysera wytrwała do końca prezentując soczystą, wilgotną i pełną wigoru cipkę. A panu Liliputowi gratulujemy oczywiście wytrwałości w rżnięciu, kondycji, erekcji, podręcznikowego pokazu ruchów posuwistych, a także niekiepskiej pomimo upływających lat prezentacji własnego mięśnia. Myślę, że ten podryw będzie wyrazistym podręcznikiem dla młodych adeptów sztuki chędożenia, stawiających swoje pierwsze pyty przed rozkraczonymi laseczkami. .</description><guid isPermaLink="false">{82bde9b8-9cf4-9d5e-c38b-f8a98f57adde}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 04:57:09 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywacze.pl - Epizod 140: Izabela ustami podnosi sztangę</title><link>http://www.podrywacze.pl/140_izabela.html?kod=sexohol.cb</link><description>Każdy kiedyś widział Arniego Szwarzenegera w filmie Terminator. Napakowany mięśniak, bez problemu podrywający laski, łapacz mężczyzn za jajka, nosiciel dziwnych bryli itp. Wiadomo o kogo chodzi. Widząc na plaży upodabniającego się do niego figo-fago kolesia potencjalnie wielkim penisem uciśniętym w obcisłe majtochy, spod których wystawały kawałki waty, przypomniała mi się sytuacja, w której to kiedyś przy okazji pijackiej orgii, zaraz po tym jak leżeliśmy nawaleni ze znajomymi, laski powciskały każdemu z nas ukradkiem po paczce waty do odbytu. Jakież każdy miał następnego dnia problemy - lepiej nie będę opowiadał... Niemniej jednak w tych fikuśnych zielonych pamelotach wyglądał conajmniej jak Borat na Czomolungmie, bądź też Borys Jelcyn tańczący bredgensa. Widać laskom to nie przeszkadzało, jednak to co najbardziej zainspirowało mnie w tym kiczowatym pajacu to jego klatówa podobna właśnie do terminatorowej. Widać, że gość wsuwa nieco mety i innych wzmacniaczy porostu masy. Jednak widać było, że watą musiał nieco dowartościować zanik penisa. Zainspirowany wyglądem tareczki na jego klatówie, uderzyłem z kamerą do osiedlowej siłowni, gdzie co wieczór jeszcze parę lat temu zbierała się osiedlowa śmietanka, by obalić ruski spirytus sprowadzany w kanistrach po benzynie. Tutaj też gówiarzerka zawsze biła słoiki ogórków konserwowych niesionych przez tubylczynię - panią Eugienię, która ku uciesze lekko nawalonej tutejszej żulerni musiała pozostawić te ogórki na miejscu. Po latach wypaczeń i zaniedbań ze strony spółdzielni, postanowiono wybudować w tym miejscu w czynie społecznym budynek będący salą narad spółdzielczego komitetu obrony hodowców marchwii z pobliskich ogródków działkowych. Ponieważ nikt nie przychodził na zebrania, pomieszczenia zdecydowano się wydzierżawić powracającemu właśnie z saksów Kazimierzowi "3 palce" Wichurze, który słynął drapania się po jajkach za pomocą nie pięciu jak wszyscy, lecz trzech palców. Kazik uczęszczając 5 lat do klubu fitness w Czikago postanowił, że po powrocie na stare śmieci nie będzie więcej walił winiacha, lecz zorganizuje młodzieży czas. Dlatego też postanowił stworzyć w tym miejscu klub na miarę europejskiego osiedla. Większość urządzeń w czynie społecznym wytworzyli mu więźniowie pracujący od rana do wieczora w pierdlu, w którym i Kazik miał swój życiowy epizod. Wykładzinę, świetlówki i farbę Kazik zachachmęcił z pobliskiej kotłowni, w której od 3 lat miano wyposażać biuro dyrektora. Tyle że dyrektor przed policją uciekł do Bułgarii, dlatego wyposażenie niepotrzebnie się marnowało tyle czasu. Postanowiłem zajrzeć do siłowni, w której to panowały pustki z powodu dość wczesnych godzin porannych. Zaraz na wejściu poznałem mojego starego kumpla, który po karierze kolarskiej postanowił ocieplać budynki spółdzielcze. W drugim końcu sali intensywnie pracowała sympatycznie wyglądająca blondyna. Postanowiliśmy z kumplem zagadać nieco dupeczkę, że niby to jesteśmy niedoświadczeni w ćwiczeniach, potrzebujemy instruktora i inne tego typu pierdy. Laska za chwilę pokazywała nam różnorakie figury geometryczne na różnych urządzeniach, a my podążaliśmy za nią obserwując jej rozchyły ud. Kumpel mnie co chwilę szturchał, żebym zagadał z nią, czy nie chciała by nieco poćwiczyć przysiadów nad jego pytą... Trochę głupio było pytać, ale jako że nie znaliśy tej kształtnej dupeczki, toteż zdecydowałem się zadać to niepardonowe pytanie. Zgodziła się niemal od razu stwierdzając, że trening jej od miesięcy nie ćwiczonej żadnym bolcem vaginy, z pewnością by się przydał. Poprosiła jedynie o pełen wycisk i zakwasy na dzień następny. No to zaczęliśmy prawdziwy trening. Kumpel bzykał tą miłą dupeczkę z każdej strony na każdym z urządzeń a Iza co chwilę dochodziła do kolejnych orgazmów. Nasza znajomość zakończyła się celnym strzałem w oko pani instruktor z doskoku, któa neizrażona tym faktem, po wytarciu skrapetką oka ruszyłą dalej do boju z rowerami, ciężarkami i innymi badziewiami.</description><guid isPermaLink="false">{4b611a48-2bda-a346-3246-c4141ebf57fd}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 04:57:20 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywacze.pl - Epizod 139: Dorota sportsmenka-wary rozciągary</title><link>http://www.podrywacze.pl/139_dorota.html?kod=sexohol.cb</link><description>Późnym latem, kiedy jeszcze ostatni studencji posuwali w krzakach zziębnięte studentki a na plażach nudystów garstki mężczyzn ze zmarszczonymi z zimna fiutkami przez lornetkę obserwowały taplające się w wodzie stare kaflary, wtedy to postanowiliśmy się wybrać na grzybobranie. Choć deszczy nie było już dobrych kilkanaście tygodni, to jednak nie przezkodziło nam w poszukiwaniach maślaków celem ugotowania zupy. Faktem jest, że taka zupa w połączeniu z chlebem zapijanym zimnym browarem sprzyja popędowi i wzmacnia mięśnie odpowiedzialne za utrzymanie pyty w pozycji pionowej, dlatego postanowiliśmy wypróbować ten babciny sposób przetestować na własnej skórze działanie tych grzybów. Wielki zapęd liliputa, który od rana biegał z obwisłym fajfusem, aby uczynić z kutasa swego maczugę niczym kij baseballowy niestety kończył się niepowodzeniem. Kiedy liliput jeździł na ręcznym, my podrzucaliśmy mu coraz to nowe pornuchy z wypożyczalni. Nie pomógł okład z z ziół głównie z sylfi , polnej mięty, piołunu, mirry, ruty, bylicy, wierzby, jałowca i wielu innych. Nic to niestety nie pomagało. Sąsiadka - stara alkoholowa lampucera, zionąc zmiksowanym czosnkiem, wyciągiem z knura i fasolką po bretońsku próbowała przez całe popołudnie stworzyć miksturę ujędrniającą penis liliputa. Niestety mikstura ta nie działała na niego w żaden sposób, a jedynym skutkiem ubocznym jaki wszyscy odczuli było całkowite rozwolnienie i przerażający i niesamowicie śmierdzący swąd z tyłka. Efektem tego są hemoroidy, jakie pozostały przy analu. Nie bacząc jednak na wszelkie przeciwności losu ruszyliśmy w poszukwianiu grzyba maślaka, który uleczy skruszone pyty. Przechadzając się pośród krzaczorów zauważyliśmy między drzewami szybko poruszającą się postać. Była to blondwłosa niewiasta, której białe dresiki lśniły w leśnym gaju przyciągając wzrok nieliczną rzeszę grzybiarzy tego dnia. Jako wprawieni w boju podrywacze - penetratorzy postanowiliśmy zagadać miło wyglądającą dupencję. Ukłoniwszy się nisko po same piździsko przedstawiliśmy się grzecznie i poprosiliśmy o króką lekcję gimnastyki. Zamarkowaliśmy szybko chwilowy niedowład liliputa, który ukradkiem chował sparaliżowaną pytę w swoich obcisłych galotach. A sportsmenka, Dorota zaczęła prężyć swe ciało na wszystkie strony - śmiało ukazując nam szeroki wachlarz figur gimnastycznych. Próbując naśladować Dorotkę, liliput nadwyrężył staw lędźwiowy, dlatego postanowiliśmy poprosić Dorotkę o prostszy zestaw ćwiczeń i zeszliśmy do parteru. Tutaj, w negliżu Dorotka pokazywała nam niesamowite ćwiczenia, a widząc lekki niedowład mięśnia pytowego u liliputa - zaczęła go gładzić, mlaskać i pieścić. W tym momencie lekko niesłyszący liliput zamiast słów "mój ty mały krokodylu" usłyszał "weź i zerżnij mnie od tyłu". Te słowa Dorotki podziałały niczym elektromagnes na blachę - momentalnie tajne zaklęcie sprawiło, że Liliput w pełni wzwodu rzucił się na jędrną dupcię sportsmenki, klepiąc ją, całując i penetrując. W parterze działy się już przeróżne rzeczy. Para zgodnie z zaleceniami starego podrywacza zwiedzała coraz to nowe zakamarki. 69, od tylca o drzewo, klasycznie - każda olimpijska figura erogeometryczna została pięknie zaprezentowana. Gdyby nie pasywny tryb życia Liliputa, który na codzień pracuje jako prezes spółki logistycznej, wieczorami dorabiając do pensji sortując śmieci, to można by było przygotować parę na przyszłoroczną pornolimpiadę w Moskwie. Jednak poprzestaliśmy na wylewnej transfuzji spermy na facjatę naszej sportsłumen. Nieurażona tym faktem, po otarciu śladów potu i spermy Dorota ruszyła biegiem dalej trzewić tężyznę fizyczną... :) </description><guid isPermaLink="false">{e7649550-ce22-5d3e-ee8e-61f311e39040}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 04:57:25 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywacze.pl - Epizod 138: Marysia dziewiczy krzyk rozkoszy</title><link>http://www.podrywacze.pl/138_marysia.html?kod=sexohol.cb</link><description>Tego dnia nasiąkliśmy deszczem po same jajka. Woda nie zlitowała się nawet nad naszymi palcami u stóp, o pycie nie wspominając. Brnęliśmy powoli przez kałuże poszukując jakiegoś schronienia. Między skrzyżowaniami, któe ciągnęły się już dobre parę kilometrów, zauważyliśmy nareszcie światełko w jednym z domostw. Kiedy podeszliśmy bliżej, przez okno widać było, że w środku przy kominku siedzi i biadoli jakieś farmazony do siebie stary babsztyl dziergając fajansiarski sweterek z łódzkiej włóczki zapewne swojemu 45 letniemu synowi, który właśnie spał pijany na drugim łóżku. Nie czekając zbyt długo na rozwój sytuacji ruszyliśmy gdzieś dalej szukając zaczepienia. Deszcz ciągle zacinał, a my już kompetnie bez pomysłu na ogrzanie swych lędźwi zatrzymaliśmy się chwilowo przy jakimś przejściu dla pieszych, żeby zorientować się nieco w topografii terenu, zbadać siłę wiatru i rozejrzeć się ewentualnei za jakąś dupencją, która mogłaby przyjąć nas do swego m-3 celem ocieplenia stosunków międzyludzkich. Nasz los ważył się na włosku, gdyż kumplowi strasznie coś cisnęło się na prącie - w środku miasta niezbyt kulturalnym było wystawić pytę na zewnątrz i nieawanturując się z kimkolwiek oddać ciepły mocz na środku chodnika. Dlatego też przeskakując z nogi na nogę coraz bardziej uciskując fiuta postanowiliśmy zakończyć ten dyskredytujący proceder. Rozejrzawszy się wokół - zauważyliśmy po drugiej stronie ulicy dziewczynę - lat może 20 - 22 przypatrującą się krzesłom i stołowi wystawionym jako ekspozycja reklamowa jednego z tutejszych hipermarketów. Nie zważając na przejeżdżającą obok policję, ruszyliśmy na czerwonym świetle przez przejście w kierunku tej, co właśnie wypięła tyłeczek w naszym kierunku prezentując wystające znad biodrowych spodni strinki kolory czerwonego - żywo przypominające nam płonącą waginę Asi, którą to tak niedawno spenetrowali Kulkochujec z Longdongiem. Podeszliśmy bliżej, a kumplowi właśnie ręka wędrowała w kierunku jej tyłeczka, którą to ręką chciał musnąć pośladki sprawdzając stan zawieszenia, ujędrnienie i kondycję fizyczną koleżanki. Jednak w ostatniej chwili lasencja wyprostowałą się, prezentując bardzo rozległe połacie klatki piersiowej. Nieco przestraszona, jednak bardzo pozytywnie nastawiona do nas Marysia odpowiedziała na nasze dzień dobry słowem: cześć chłopaki. Jej prześliczne uzębienie i nieprzeciętny uśmiech bardzo przyjaźnie urzekł nas konwertując nas ze zmoczonych deszczem szurków do radosnych wielkokutasych lolków niczym z serialu statek miłości. Laska okazała się być bardzo napaloną klientką tutejszego hipermarketu, upartą na zakup zestawu kuchennego stół plus krzesła. Nie posiadając jednak zbyt wystarczającej ilości wolnych środków finansowych, Marysia mogła jedynie co stękac i jękac z zachwytu, jednak bez dziengów nic nie była w stanie uczynić. Cytując wieszcza narodowego - Franca Kafkę - opowiedziała nam w trzech zdaniach swój stan emocjonalny: jestem sama, nie ma nikogo i nikt mnie nie pragnie. Pomimo ogólnego przemoczenia przygarnęliśmy skruszoną dupeczkę, która nas zaprowadziła do swojej małej norki, a w zamian za sfinansowanie zakupu krzeseł i stołu, mogliśmy się dobrać do jej skromnej, lecz wygolonej norki. I o to nam chodziło, bo połączyliśmy przyjemne z pożytecznym kręcąc przy tym ostrego pornola, którego tutaj Wam prezentujemy. Jeśli szukacie doskonałych odgłosów oklasków i jęczenia podczas ostrego rżnięcia - jest to okazja, dzięki której możecie uzupełnić swe domowe archiwum o niesamowite efekty możliwe do wykorzystania np. przy starcie systemu.... :)</description><guid isPermaLink="false">{79d393a7-16eb-f8fd-9fca-af274ad5f2a5}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 04:57:30 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywacze.pl - Epizod 137: Ania z włoskim sexturystą w cadillacu</title><link>http://www.podrywacze.pl/137_ania.html?kod=sexohol.cb</link><description>Późnym wieczorem przechadzając się po okolicznych sklepach ogrodniczo pszczelarskich, wstąpiliśmy na chwilę do kafejki przysklepowej, aby zaciągnąć trochę świeżego powiewu dymu papierosowego. Kontemplując jeszcze chwilę o wczorajszych wybrykach z kształtną dupencją z okolicy i planując sposób sadzenia grzadek rzodkiewki na przyszły rok w przydomowym ogródku spotrzegliśmy przechadzającego się wzdłuż pasażu mulatego mężczyznę. Nie był to z pewnością znany wszem i wobec wicepremier Endju, lecz wielkomiejski niefrasobliwy osobnik. Wyglądał na szczęśliwego i zadowolonego z życia, a powodem dla któego właśnie na neigo zwróciliśmy uwagę był ewidentny brak spodni - ba osobnik ten nie posiadał nawet czegokolwiek pod spodniami. Ubrany był jedynie w pasiastą koszulę, spod której wystawała piętnastocentymetrowa pyta. Zwistając bezwładnie budziła podziw i zachwyt pośród damskiej społeczności hipermarketowej. Niektóre panie podchodziły by sprawdzić, czy aby prawdziwy, zasmakować, czy aby smak prawidłowy - każda po kolei stwierdzała iż pyta jest jak najbardziej prawdziwa a do szcześcia brakuje jej nieco masażu. Widać było, że wokół tego dobrze zbudowanego mulata kręcą dupcią już jakieś blondyny, dlatego też wiedząc że nasze sfleczałe po ostatniej nocy fajfusy nie dadzą rady raczej zbyt wiele, postanowiliśmy się podłączyć do gościa - może razem, kolektywnie będziemy możliwość wyrwania jakiś lachonów. Rzucając pięć dych na stół w speluniastej hipermarketowej kafejce, podążyliśmy w kierunku tego włochopodobnego kutafona. On to właśnie kolejnej dupencji prezentował swojego zwisa, który już z samego powodu dotykania i testowania przez przechodniów stała się lekko różowa i nabrała lekkiego wzwodu. Dlatego weszliśmy do akcji przerywając całe to przedstawienie - oszczędzając tym samym pytonga tegoż młodzieniaszka przed spuszczeniem się. Przechwyciliśmy gościa odprowadzając go do jego pojazdu. Po drodze zauważyliśmy jego obco brzmiący akcent, który początkowo powodował że nasze rozmyślania dotyczące pochodzenia gościa oscylowały wokól Zjednoczonego Królestwa Dżibutti, jednak po chwili zadumy zreflektowaliśmy słysząc z ust jegomościa iż nazywa się Luca, pochodzi z Włoch i jest wylotnym przedstawicielem mafii włoskiej przemycającej banany przez Polskę na Ukrainę. Pogadaliśmy jeszcze chwilę, kiedy to okazało się że mamy wspólne zainteresowania dotyczące dupeczek, ich klepania, podrywania i wylizywania. Ponieważ nasz przyjaciel okazał się także zapalonym sexturystą, dlatego ruszyliśmy w trasę na podbój okolicznych wiejskich dupeczek. Kiedy zawieruszyliśmy się gdzieś na podkrakowskich bezdrożach - w oddali Luca zauważył dwa kształtne cienie, które z tej odległości wyglądały bardzo atrakcyjnie. Kiedy zaprosiliśmy laseczki o podejście - te niemal na kolanach chciały nam podziękować, że ktoś się w końcu zlitował się nad ich dupeczkami. Lachony tak się ucieszyły, że zaprosiły nas na dyskotekę... Jasne, czemu nie... Zaraz po wejściu do naszego długiego jak pyta Long Donga cadillaca, lachony ujrzały naszego sexturystę, któremy pytka sterczała jak maczuga. Dlatego też po krótkiej gadce zapoznawczej Luca przeszedł od słów do czynów i rzucił się na szyję Ani. Anna nie protestowała i niemal odruchowo spadły z niej łaszki. Widać było, że była zawczasu przygotowana na tego typu sytuacje na wiejskich zabawach. W tak pięknych wiejskich okolicznościach przyrody, wśród zachodu słońca w pięknym białym cadillacu odbywał się właśnie pląs... i ja tam byłem piwo piłem, pomagałem i kręciłem - a dla wszystkich którzy nie znają zakończenia - rąbka tajemnicy ujawię - Luca nadal zwiedza Polskę - strzeżcie się jego przyrodzenia! :D</description><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 04:57:34 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywacze.pl - Epizod 136: Francuski pocałunek Anety</title><link>http://www.podrywacze.pl/136_aneta.html?kod=sexohol.cb</link><description>Całe osiedle pokryte było grubą, pięćdziesięciocentymetrową warstwą białego puchu. Skończyły się chwile, kiedy w naprzeciwległym bloku cycata sąsiadka pokazywała swe okazałości w oknie, a sąsiad przy otwartym oknie balkonowym zapinał od tyłu jakąś nową pannę, inny znowóż sadził i podlewał namiętnie pelargonie. Teaz niestety chłód, lód i wieczna zmarzlina opanowały regiony, w których przyszło nam mieszkać. Kasa na alpagi po mału się kończyła. Kulkochujec wczesując w swe włosy wokół anusa kolejne pokłady brylantyny, włożył ziomalską bluzę Hanes, dzięki której nawet gdy wchodzi do autobusu po założeniu tej oto bluzy, podszedłszy do ławki obsadzonej przez "dobrze odkarmioną młodzież" (anaboliki, meta, banany), rzucił jedynie hasło "wypie******" a cała elita klubu osiedlowych walk ulicznych poczuła dreszcz na myśl o czekającej ich podróży! Innym razem kiedy założył tą bluzę - obwód klaty i bicepsa zwiększył mi się o jakies 40 cm! Gdy wsiada do autobusu w tej bluzie mohery biją się o to kto z nich mi ustąpi miejsca. Dzielnicowy niby przechodząc przypadkiem przynosi mu codziennie bułki na śniadanie. Także posiadając taką wypasioną bluzę rzucił powalający na kolana pomysł, aby nieco się zorganizować i mieć trochę kasy na winiacho. Powstał pomysł, aby założyć firmę ściągającą samochody z zachodu - głównie z Francji. Do tego pomysłu potrzebna jednak była osoba płynnie znająca francuza. Jako że Kutas Wielgus, Rafał jak i Kulkochujec posiadali jedynie wybitną wiedzę znajomości języka polskiego i niektórych zwrotów w języku suahili, to istniała potrzeba zatrudnienia jakiejś miłogłosej sekretarki. Kontakty na dostawę były praktycznie załatwione dzięki wujowi kulkochujca we Francji, jednak wystawianie faktur, kontakty z dziadkami francuskimi, którzy chcą sprzedać swoje wysłużone stare renówki. Ekipa dała ogłoszenie do gazety, że szukamy dupeczek do sekretariatu. Chłopaki zrobili casting niemal jak w idolu. Tylko Wojewódzkiego, Cygana i resztę ferajny zastąpiła ekipa młodych, jątrznych ruchaczy. Przez sidła komisji przewinęło się kilkadziesiąt dupeczek, trafiło się kilku transwescytów, okolicznych meneli i trzy zbieraczki puszek. Towarzystwo nie było zbyt doborowe, lecz i pośród tych dziwnych stworów pojawiło się parę niezłych dupeczek. Jednak po wnikliwej analizie i testach osobowych, pozostaliśmy przy jednej, skromnej, lecz spełniającej nasze warunki laseczce. Okazało się, że wiele lat spędziła w Chartoroux kopiąc ziemniaki, zachwycając się mchem leśnym i zbierając grzyby. To jednak zdecydowanie wyróżniło Anetę spośród pozostałych kontrkandydatek. Nie można też pominąć walorów naturalnych, którymi niewątpliwie mogła się pochwalić przyszła sekretarka. Po krótkiej prezentacji języka i swojego ciała przeszliśmy do testów praktycznych. Aneta dostała za zadanie aby zbudować parę zdań po francusku. Więc zgięło się kolano i przeszła Aneta do zadań praktycznych. Widać odrazu było, że francuski nie jest jej obcy, więc ekipa odwdzięczyła się zapięciem laski w każdą możliwą dziurę, a finalnie spuszczając się do paszczy ekpia podrywaczy wyraziła chęć na dalszą wszechstronną współpracę... </description><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 04:57:58 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywacze.pl - Epizod 135: Patrycja - Nadbałtycki pląs</title><link>http://www.podrywacze.pl/135_patrycja.html?kod=sexohol.cb</link><description>Pół żartem - pół serio wrzuciliśmy swoje majtochy do szafy i przebierając się w strój ekshibicjonisty ruszyliśmy na klatkowską. Tutaj zauważyła nas sąsiadka, która szmatą od zmywania klatówy zdzieliła nas po plerach za te wygłupy. Ruszyliśmy w trasę postraszyć nieco dupeczek. Zaraz za rogiem zauwazyliśmy patrol policji i żandarmerii, który nieco krzywo spoglądał na nas - wyglądających jakbyśmy uciekli od fryzjera albo z jakiegoś zakłądu psychiatrycznego. Długi płasz ledwo zakrywający nasze nagie łydki i klapki spod prysznica powodowały, że przechodnie pozdrawiali nas pukaniem w czoło. Nie zważając na zbieraczy złomu, którzy zaczepili nas pod sklepem i namolnie zapraszali na winiacho, uderzyliśmy w pobliże plaży dla nudystów. Idąc przez las w kierunku wydm, natknęliśmy się na stado dzików przebiegających w poprzek, a tuż za nimi biegło kilka tchórzofretek, bawół i parę wiewiórek. Tak się nieszcześliwie stało, że jedna z wiewiórek samowolnie oddalając się od stada wbiegła kumplowi pod płaszcz i łapiąc się zwisającej pod płaszczem pyty i wyrywając cały bujny zarost łonowy. Kumpel Psikuta nieco ponarzekał na zły los który go spotkał, a zdejmując resztki pozostałych włosów łonowych z pyty rzucił parę razy mięchem na zły, otaczający go świat, na to że ropa kończy się w Iraku, że pani Eleonora z naprzeciwka podejrzewa go o notoryczne obwąchiwanie psich zadów oraz na niekorzystny układ planet w tym roku. Niewątpliwie kosztowało go to sporo zdrowia. Jednak nie poddając się dalej ruszylismy w trasę. Ruszyliśmy brzegiem morza, gdzie pośród pływających zardzewaiłych puszek kąpały się dzieci dygnitarzy, przewodników miejskich i kolekcjonerów śmietnikowego złomu. Idąc dobre 4km w kierunku mola sopockiego zauwazyliśmy leżącą pośród drzew niewinną dupeczkę, która pomimo całkowitego braku osłonecznienia, próbowała złapać choćby promyk nadmorskiego solarium, wystawiając też twarz w kierunku wiejącej od morza bryzy. Jako że nieco jej twarz odstawała od pozostałych doczesnych członków jej ciała, toteż wpadła Psikucie w oko. Psikuta nieco najarany zapomniał nagle o niemiłej leśnej przygodzie - udał się szybko w kierunku niewiasty, pozostawiając za sobą płaszcz. Gdy podszedł nieco bliżej, zauważył iż laska ma nieco smarszczone, wysuszone i zaniedbane morskim wiatrem usta. Psikuta niewiele więcej kombinując uderzył prosto w śliniaka, pozostawiając rękę na jej pośladku. Tak gwałtowny obrót spraw spowodował, że przeniesłiśmy cały swój majdan nieco głębiej - w leśne chaszcze, zagajniki i czeluści. Tutaj na rozłożonym kocu Psikuta stawiając w trymiga swą pytę na sztorc zobowiązał się uraczyć napotkaną Patrycję sporą ilością drogocennego białka i doprowadzić do niemal dziewiczego stanu jej usta. Jak mówią tak robią - Psikuta wywiązał się prawidłowo z obiecanego dowitaminizowania Patrycyjnej buzi, jednak nie poszło mu to łatwo. Kiedy już się wydawało, że pyta wystrzeli sporą ilością cennego płynu, nadszedł czas na przeniesienie się do przebieralni. Tu spora grupka osób czekała aby zmienić swe kolorowe bikini z farfoclami na koronkowe majtki z kołnierzem wytworzone na babcinej maszynie Singera. Pomimo sporej ilości osób oczekujących na przebiórkę, Psikuta postanowił zbolcować PAtrycję od tyłu w przebieralni. Jednak gdy zniecierpliwieni oczekiwaniem na swą kolej turyści zaczęli walić do drzwi - para przeniosła się 100m dalej do samochodu, gdzie PAtrycja zachowała spermopłyn z pyty Psikuty w swych ustach, aby i w przyszłości móc nawilżać nim swe spękane usta...</description><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 04:58:02 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywacze.pl - Epizod 134: W nowym Roku w nowym kroku z Mają</title><link>http://www.podrywacze.pl/134_maja.html?kod=sexohol.cb</link><description>Kompletnym zaskoczeniem stała się dla nas grudniowa pogoda. W zbliżającą się noc sylwestrową mieliśmy zamiar zrobić bałwana, potarzać się nieco w śniegu. Podczas takich wybryków z dziewczynami, zawsze to można złapać tu i ówdzie, a i dziewczynom niby przypadkiem ręka ląduje zawsze w okolicy krocza. śnieg jednoczy ludzi, niemal jak wódka, umożliwia pełną integrację z dupeczkami. Pomimo niesprzyjających warunków pogodowych do posunięcia jakiegoś miejscowego lachociąga, uderzyliśmy z kumplami do krainy zimowego dmuchania - Zakopanego. Przechadzając się po krupówkach widzieliśmy jedynie zażenowane miny górali, którzy z sanie tej zimy mogą już spokojnie zacząć przerabiać na opał. Szok ogarnął nie tylko miejscowych. Także wielu spotkanych pod krokwią turystów przechadzało się w strojach bikini i bezrękawnych koszulkach - ba - nawet ptactwo, które powinno odlecieć już dawno do Mandżurii, Senegalu czy Trynidadu i Tobago, teraz na gałęziach pobliskiego jałowca pykały się jedno obok drugiego. Pomimo rozpoczynającej się kalendarzowej zimy wszystko wychodziło z ziemi - mieliśmy nawet przez chwilę jakbyśmy się znaleźli na planie filmu Noc żywych trupów, kiedy obok nas przechodzili dysydenci, którzy wyglądali jak truposze. Sylwester był już coraz bliżej, a nasze wielkie pytongi wciąż domagały się obmycia, nabalsamowania oraz wypieszczenia. Musieliśmy podjąć szybkie i radykalne rozwiązania w tym temacie, kiedy to podczas jazdy autobusem lekko ocieraliśmy się o grupkę sympatycznych dupeczek stojących obok, nasze długaśne pyty nagle staneły jakby chciały się wyrwać ze spodni, zrobić dziurę i spenetrować młode i jędrne dupeczki. Widząc już co się święci szybko wyrwaliśmy do pensjonatu dla niewidomych Jarzębina pod Zakopanem, gdzie właśnie mieliśmy swój pokój. Tutaj przy filmach przyrodniczych ze złotej epoki NRDowskich czasów Ericha Honecker biliśmy niemca po kasku do momentu aż uwolniliśmy spermę z lędźwi. Zrelaksowani ruszyliśmy w okolicę poszukać jakiejś dupeczki. Przez przypadek napatoczył się nam jakiś stary dziadyga, który nas nieźle wkurzył, kiedy jechaliśmy do Zakopca. Nie wytrzymaliśmy, gdy ta przepita morda łykająca Dragona z Lider prajsu z puszki próbował wkręcac nam przez całą drogę marudząc w jakim to katolickim musi mieszkać i to że my wyglądamy jak dobrze ubrani cwaniaczki, którzy okradają biednych i uczciwych obywateli, a on słucha tylko radia Maryja i popiera reformy Pięknego Romana. Nie wnikaliśmy. Z uwagą słuchaliśmy co ma do powiedzenia, a gdy poszedł do kibla się odlać - naszczaliśmy mu do butelki. Wypił wszystko do dna. Chcieliśmy gościowi teraz nasłać parę bęcków, ale kiedy tylko nas zobaczył zaczął klęczeć na chodniku i udawać że się modli. Zostawiliśmy gościa w spokoju, kiedy zauważyliśmy idącą na pobliskie wzgórze dupeczkę. Ruszyliśmy żwawo za nią zostawiając pijaczynę za sobą. Podążając za tą niezwykle interesująca od tyłu dupeczką zastanawialiśmy się wciąż jak najlepiej zadowolić dziewczynę palcem i który z palców okaże się najskuteczniejszy. Kiedy weszliśmy na pagórek, niestety zgubiliśmy laskę z oczu - panna dosłownie rozpłynęła się w powietrzu. Zatem sami zaczęliśmy szukać miejsca, gdzie można by było nieco poleżeć, poszukać mrówek, czy też odnaleźć resztki psich odchodów. Nagle zza drzewa pojawiłą się poszukiwana przez nas okoliczna lachociągara. Okazało się, że zagubiłą drogę, choć zazwyczaj przechodzi tędy na codzień. Kumpel wskazał palcem drogę w którą ma się udać, a ta sympatyczna pszczółka Maja odwzajemniłą się lodzikiem i nastawieniem tyłka od zawietrznej strony. Ta długoletnia pracownica stacji meteorologicznej w Zakopanem w ten sposób badała odczuwalną temperaturę powietrza, wilgotność a także siłę i kierunek wiatru. Podczas dokonywania pomiaru, kumpel nie wytrzymał i rzucił się natychmiast na wystawiony tyłeczek. Po dokonanym zbliżeniu Maja wciąż kontynuowała pomiar - zupełnie jakby nic się nie stało - zlizując resztki spermy z brody pożegnała nas sympatycznym machnięciem tyłeczka. Umówiliśmy się z nią na wieczór nad Morskim Okiem, gdzie razem mieliśmy pojechać na dwa baty kolektywnie razem witając</description><guid isPermaLink="false">{9ee1bd79-f0c6-4204-5d38-f92fe29fb1ba}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 04:58:06 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywacze.pl - Epizod 133: Kinga w rękach dr Don Hujana</title><link>http://www.podrywacze.pl/133_kinga.html?kod=sexohol.cb</link><description>To był piękny dzień. Podczas porannego pobytu w warzywniaku u Pana Henia, odebrałem telefon od starego przyjaciela, to już ponad rok od naszego ostatniego pobytu ruchawczego w haremie Doktora Don Hujana. Zapytał mnie czy Wy, zwykli zjadacze chleba, zastanawialiście się kiedyś na czym polega badanie odbytu? A co jeśli zgłasza się ochotniczka, której ogromnym marzeniem jest, aby na niej takie badanie przeprowadzić i to na dodatek pragnie tego badania w formie jak najbardziej naturalnej? No cóż, wtedy pozostaje jedynie takie życzenie w imię dobrego uczynku IV RP spełnić. Należało tylko zaopatrzyć się w odpowiednie narzędzia i kamerę w celu upamiętnienia całego wydarzenia. I tak postanowiłem, że narzędzi użyczy Doktor Don Hujan oraz zaprawiony już w tego typu bojach mój adept sztuki ruchania Long Dong. Udaliśmy się do naszego znajomego. Od razu na przywitanie w naszych oczach ukazała się Kinga, miłe spojrzenie oraz lekkie muśnięcie ręką po pałce nastroiło nas do poważnych debat erotycznych z naszym przyjacielem. Kinga tak jak przystało na porządną polską pacjentkę rozebrała się do naga, otworzyła otwór gębowy i w ten sposób Doktor Don Hujan mógł przystąpić do badania górnego odcinka przewodu pokarmowego, tyle że z powodu braku endoskopu musiał wsadzić najgłębiej jak się da swojego wyrośnietego fiuta. Kinga nie pozostała obojętna i starała się z całej siły, aby badanie wypadło jak najlepiej. W tym samym czasie Long Dong po odpowiednim rozgrzaniu swojego przyrządu rozpoczął przygotowania do wziernikowania dolnego odcinka przewodu pokarmowego. Rozchylił dupę pacjentki i wjechał niczym zawodowy gastrolog. Kinga była w niebo wzięta, szczególnie jak spełnioło się jej marzenie (poczuć wielką pytę Donga w ciasnym otworku).</description><guid isPermaLink="false">{5b5438a9-a164-5c88-ed48-539c8ffabf17}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 04:58:10 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywacze.pl - Epizod 132: Aleksandra jako Ruchajfilmofanka! - Podrywacze</title><link>http://www.podrywacze.pl/132_aleksandra.html?kod=sexohol.cb</link><description>Ku*wa a tak nam było dobrze - rzekła nieśmiała niewiasta, na którą przed chwilą spuściłem się do oczodołu. Nie przeczę - to fakt - sex z ponętną małolatą nieźle mnie rozkręcił. Jednak nadgryziony napletek, z którym zostawiła mnie ta niewiasta urzekł mnie dogłębnie i dał do zrozumienia, że pomimo usilnych rewolucji w szkolnictwie, którymi karmi nas z dnia na dzień wielki Roman, to nadal w młodym społeczeństwie brak jest dogłębnego wykształcenia w zakresie budowy męskiego mięśnia krokowego. Ten brak wieszy ewidentnie przejawia się nawet wśród młodej gawiedzi coraz częściej w we wczesnych stadiach rozwoju, żywo zainteresowaną wyżej wymienionym tematem. Wyjąwszy penisa z buzi tej jędrnej nastolatki udaliśmy się ze znajomymi z ekipy do Wrocławia na festwal filmowy. Nie twierdzę, że jestem fanem filmów Zanussiego, Lyncha, czy też Himilsbacha, jednak zaciekawił mnie fakt, iż na festiwalu pojawi się z pewnością sporo znanych gwiazd, a także z okolicznych miasteczek przyjadą nieskazitelne dupeczki, których zapach czuć już było w całym Wrocławiu. Zamieszkaliśmy z kumplem w tutejszym zasyfiałym hotelu, z którego zaraz po naszym wejściu uciekł szczur wielkości dorodnego kota. Nie zraziło nas to jednak, kiedy przy recepcji zauważyliśmy dobrze wykształconą przez naturę tubylczynię. Jej obfity bius subtelnie komponował się z jej kształtnym zadkiem - widać nie raz klepanym przez tutejszych klientów. Zamówiliśmy pokój na piętrze, i choć recepcjonistka pomyślała że jesteśmy ekipą gejów, to jednak nie śmiała nas spytać wprost i dlatego opowiedziałą nam podchwytliwy kawał: Roboty drogowe. Do faceta z młotem pneumatycznym podchodzi gej: Och! Jaki pan silny, umięśniony i przystojny!!! Spierdalaj pedale, bo ci ten młot do dupy wsadzę!!! Nie obiecuj, nie obiecuj... Taki dowcip miał nas rozśmieszyć, co spowodowało by niemal natychmiastowe zaklasyfikowanie nas jako pedzi. Nie daliśmy się jednak uwieźć pokusie. Ten chamski żart puścilismy mimo uszu. Zaraz jak tylko każdy z nas obmył swoje zapocone onuce i zdjął ser spod napleta, ruszyliśmy na festiwal. Tutaj oprócz znanych i zadbanych dupeczek jak Skrzynecka, Brodzik, Piotrowska, Rosatti, Przybylska, Kinga Rusin, Cichopek, Gruchała, Edyta Herbuś dała się zauważyć krętodupna, cyckokształtna i ruchajdostępna czarnula, która wprost emanowała wokół swoją sexownością. Lekko nam się pyty podniosły, kiedy przechodziła przed nami w poszukiwaniu swojego miejsca w naszym rzędzie. Po udanej 4 godzinnej sesji filmowej, drapiąc się po jajach i siedząc na zewnątrz zaczeliśmy się zastanawiać co dalej z sobą począć, kiedy to zauważyliśmy zbliżającą się do nas dobrze wykształconą dupeczkę. Pot spływał nam już od tego wszędobylskiego upału, kiedy to ta apetycznie wyglądająca dupencja siadła zaraz koło nas, informując, że ma dość już na dziś oglądania i że chciałaby się nieco zabawić. Właśnie zamierza nieco odpocząć i chciałaby się przekimać gdziekolwiek. Zaciągneliśmy niewiastę do pokoju, kiedy to właśnie z windy wyszedł nieco podchmielony gość, który namolnie nam chciał wywróżyc przyszłość... choć już i tak wiedzieliśmy co zaraz się będzie kroić, to jednak pozwoliliśmy temu upierdliwemu starcowi na chwilę wywodu... Dowiedzieliśmy się, że zaraz któryś z nas spenetruje którąś dziurę i nie będzie to rdzawe oko! Poza tym wróżba brzmiała iż stanie nam pyta za pierwszym razem, a całe dymanie będzie długotrwałe i i obfite. Jakoż ów starzec zapowiedział, tak zrobił. Spuściliśmy się dokładnie z zapowiedzią, ponownie udając się późniejszym terminem na wieczorny pokaz filmów festiwalowych...</description><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 04:58:14 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywacze.pl - Epizod 131: Śpiewająca Asia i mistrz patelni!! - Podrywacze</title><link>http://www.podrywacze.pl/131_asia.html?kod=sexohol.cb</link><description>"Te psy znów telefon wyłączyły mi" miało jeszcze parę lat temu powody zaśpiewać tysiące Polaków, włącznie z kolegą ruchaczem, któremu tepsiarniana biurokracja odcięła kontakt ze światem zewnętrznym na długie miesiące. Niestety słuszny gniew ludu skupiał się zazwyczaj na zarabiających grosze partyjnych dołach, podczas gdy biernie przyglądające się patologiom kierownictwo bez większych stresów popijało szampana w swoich pałacach. Facet opieprzający całkiem niewinną mameję życiową za to, że spółka, której miał nieprzyjemność być szeregowym najemnikiem to tak naprawdę hurtownia nabiału, podobnie jak krewki kresowianin wyżywający się na pakerze w końcu reflektują się co do niewłaściwego adresata uzasadnionych pretensji, przepraszając rozmówcę. W tym jednak wypadku wina słodko pierdzącego pana Lebiedzia wydaje się niepodważalna, a przynajmniej przekonywająco odmalowana na przestrzeni porywającego, jednominutowego punkowego blusmenodżezmena, ustępującego w swojej kategorii jedynie legendarnej tyradzie redaktora Lisa. Skądinąd wiem również o realnym wpływie pliku na zwykłych ludzi i przyjęte przez nich metody perswazji. Pewnego pięknego dnia stary znajomy przekonany o słuszności takiego podejścia, opowiadał o tym jak przekonywał opornego urzędnika do wydania rozporządzeń naprawienia nieprzejezdnej drogi. Gdy oporny biurokrata już rozpoczynał swoje słodkie gadanie, podirytowany podatnik (człowiek na co dzień kulturalny), w obecności osłupiałych sąsiadów uciął wszelkie wymówki bezpośrednim: "zamknij się kur.., bo ci zapier..lę". Nazajutrz koparki poszły w ruch. Zaraz po tym jak zobaczyliśmy przez okno, iż dojazd do naszej drogi wkrótce zostanie zwieńczony pięknym, lśniącym asfaltem 3 kategorii, który i tak za 2-3 lata będzie posiany niczym ser szwajcarski dziurami. Dlatego też ucieszyliśmy się, gdyż nieco nam już się zachciało wszamać nieco dobrego żarełka. Ongiś czasy, kiedy pracowaliśmy z ekipą w telekomunikacyjnym punkcie konsultacyjnym, pracowała z nami fajna dupeczka, która z tego co pamiętaliśmy pichciła i kuchciła niesamowite rzeczy. Dlatego niewiele kombinując chwyciliśmy za słuchawkę dzwoniąc do jędrnej Asi sprzed lat, aby cośniecoś nam upichciła. Zgodziła się niemal od razu, gdyż akurat tak się stało, że została sama tego dnia i perspektywa samotnego spożywania posiłku nieco ja przerażała. Przychodząc do naszej hacjendy zaproponowała nam kuchnię tajską. Nam to w sumie było bez różnicy, byleby było szybko. Zanim jeszcze Asia chwyciła za patelnię, kumpel nieco się napalił na jej zgrabnie wyglądający tyłeczek. Ocierając się dyskretnie wprowadził ją w moment ekstazy nerwowej. Niczym rozjątrzone młode zwierzę, dziewczę zgięło kolano, przyjaźnie penetrując zakamarki zamieszkałe przez wszędobylskiego węża pytonga. Niesamowicie wyglądająca pupcia naszej koleżanki bardzo rozkręciła całą naszą ekipę, to też sięgając po penisa do spodni każdy z nas mimowolnie strzelił z pyty wprost w onuce. Po momentalnej zmianie łaszków nadal mogliśmy patrzeć na piękną Joasię, która wygląda niczym Kylie Minogue, ale ze 20 lat młodsza...!</description><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 04:58:18 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywacze.pl - Epizod 130: Patrycja-wiejska sprzedawczyni jajek - Podrywacze</title><link>http://www.podrywacze.pl/130_patrycja.html?kod=sexohol.cb</link><description>Nawet się nie obejrzałem jak uderzyło mi 30 wiosen. Z Londka Zdroju Paker przysłał kartkę urodzinową z wielką murzyńską dupą na odwrocie. To nieuniknione, że wszyscy się zestarzejemy już wkrótce, ale fakt iż będę musiał wyciągać sztuczną szczękę z gęby podczas minety niezbyt mnie satysfakcjonuje. Poza tym męczący uwiąd starczy i problemy z prostatą a także choroba niedokrwienia mięśnia sercowego, zawał serca, hipotonia ortostatyczna, osteoporoza, choroba zwyrodnienia stawów i otępienie nie napawają mnie zbyt wielkim optymizmem. Póki co najważniejszą sprawą jest to, że ekipie podrywaczy zawsze pyta staje wtedy kiedy trzeba - i o to właśnie chodzi. Po wizycie na poczcie zaszliśmy całą ekipą do sklepu osiedlowego po parę flaszek na wieczór. Dobry Jaś trzeci sobieski leczy wszelkie smutki, koi ból i pozwala oddalić wszelkie choróbska, które czają się na każdym kroku - a wiadomo w tym wieku już coraz łatwiej o różnorakie dolegliwości. Kilka flaszek w połączeniu z czosnkiem i cebulą powodują, że przez najbliższy miesiąc nie powinna mnie zaatakować żadna choroba. Jednak pomysł zagryzania wódki czosnkiem i cebulą niezbyt się spodobał Long Dongowi, gdyż ten od małego do wódki stosował jedynie ogórki i kozie mleko. Dlatego też postanowiliśmy połączyć to wszystko, zmiksować i stworzyć jajecznicę na kozim mleku z ogórkami. W sklepie sympatyczna pani poinformowała nas grzecznie, iż jajek niestety już nie ma... a co to za jajecznica bez jajek?.. Poklepała nas jednak po ramieniu, informując, że ma kumpelę ze wsi pobliskiej, która bardzo często rozprowadza po naszym osiedlu ziemniaki, marchewki i jajka dzwoniąc po domofonach i marudząc z wiejskim akcentem. Tak się szczęśliwie składało iż właśnie tego dnia wieśniareczka miała robić rundkę z workiem ziemniaków po osiedlu. Ucieszyliśmy się z tego powodu, gdyż od lat nie jedliśmy wiejskich jajek, a jeśli by wieśniareczka okazała się patrzącą kuso dobrze zbudowaną kobitą, to można by było nakręcić epizodzik. A czemuż by nie... Wracaliśmy już do domu kiedy to Long Dong wywalił szlifa o zardzewiałą rurę od ławeczki osiedlowej. Nieszczęśliwie lądując na glebę Long Dong podparł się ręką o chodnik, na którym dwie godziny wcześniej suczka pani Krystyny z parteru odprężyła mięśnie swego odbytu, uwalniając wielką rzadką kupę. Long dong przytarł sobie lekko twarz a cała jego ręka wylądowała we wspomnianej kupie. śmiechu było co nie miara, ale jeszcze przez ponad 3h całe mieszkanie śmierdziało psimi odchodami. Siedzieliśmy kulturalnie przy kolejnej już flaszeczce kiedy to przypomniał mi się kawał jak to do niewielkiego sklepiku muzycznego przy lubelskim deptaku wchodzi znany warszawski kolekcjoner ludowych instrumentów muzycznych z całego świata. Pyta - Czy dostanę u was - pyta wyniośle - wygarbowaną skórę kozy do polskich tradycyjnych dudów? - Niestety nie mamy - odpowiada sprzedawca.. - No pewnie skąd w takim grajdole byłaby wygarbowana kozia skóra - komentuje wybitny specjalista - A może jest bejcowana skorupa żółwia do kongijskiego conca? - Nie - Cóż za pipidówa - mruczy pod nosem klient - To może chociaż znajdzie pan czesane włosy z końskiego ogona do irlandzkiej harfy celtyckiej? - Przykro mi - odpowiada poirytowany sprzedawca - Ale mogę panu zaproponować świeżutkie krowie pizdy do niemieckich harmonijek ustnych. Long dong spadł z krzesła podczas płaczu ze śmiechu, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Wtedy przypomnieliśmy sobie, iż miała nas odwiedzić laska z jajkami. Tak się faktycznie stało. Do mieszkania weszła skąpo ubrana wieśniareczka, prezentując jajka z własnej stodoły. Bardzo się nam te jajka spodobały na tyle, że postanowiliśmy porównać ich rozmiar z jajkami Long donga. Te okazały się znacznie bardziej okazałe od jajec wiejskich. Fakt, iż bardzo miło nam się rozmawiało, skusił nas do tego, by zapoznac się dogłębnie z wiesniareczką, którą Longdong powalił na glebę jednym ruchem pyty. Wiochmenka zaraz ruszyła do wylizywania członka, po czym bardzo kulturalnie nadstawiła pupcię w sam raz aby ją klepnąć. Pląsy i dąsy trwały jeszcze dobrą godzinę, kiedy to Longdog postanowił finalnie strzelić</description><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 04:58:22 GMT</pubDate></item><item><title>Autosex.pl - Epizod 51: Patrycja niedoszła miss daje pycie kiss</title><link>http://www.autosex.pl/index.html?kod=sexohol.cb&amp;browse=archiwa&amp;t=51</link><description>Zaraz po obaleniu winiacha w domowym zaciszu położyłem się spać, gdyż to winko nie zaspokoiło potrzeb mojego organizmowego od ośmiu dni non stop targanego alkoholem. Organizm nie miał już z czego produkować nowych zasobów spermy, więc postanowiłem wsunąć dwanaście surowych jajek na obiad. Jajka od dziada pradziada dobrze robiły męskim chędożnikom w nadrabianiu utraconej kondycji. Właśnie kończyłem szamanko, kiedy to do mojego mieszkania wbił się Psikuta - znany w nadmorskim światku gołokutasy ruchacz, który właśnie wracał ze sklepu nasienniczego z workiem głogu, żyta i ogórkiem. Psikuta zazwyczaj pracuje jako złotówa, jednak w każdej wolnej chwili udaje się urokom nauki jazdy samochodem. Lubi przygotowywać osiemnastolenie wymalowane licealne kurwiszcza do egzaminów, a co lepsze okazy miał czelność zapraszać na małe lizanko do pobliskiego parku czynu partyjnego im. Ludwika Waryńskiego. Nie odpuszczał tym fajniejszym, ciekawszym okazom, których majtki gromadził po każdym takim spotkaniu w swej szafie. Dlatego też jak się weszło do mieszkania Psikuty, zawsze w nozdrza uderzał zapach śledzia, wywołując łzawienie oczu, a czasem nawet epilepsję. Psikuta wpadł do mej zamelinowanej kanciapy aby się pochwalić, że właśnie zapisała się do niego na kurs 2 v-ce miss ziemi pomorskiej, która pragnęłaby się jak najszybciej nauczyć jeździć. Prawo jazy miało by jej służyć jako dokument uprawniający do poruszania się pojazdem marki polonez pick up rocznik 1987, będący własnością jej rodziców a służący do przewożenia buraków, marchwii i cebuli na gdańskie targowisko miejskie. Jak na urodziwą wieśniarkę przystało, Patrycja mogła poszczycić się także wspaniałymi wargami, jędrnym biustem i wykształtowanym tyłeczkiem, który klepali jej szkolni koledzy. Tą opowieścią ze śliną na ustach Psikuta zakończył stwierdzeniem... trzeba będzią ją zerżnąć. Tym sposobem za dwie i pół godziny siedzieliśmy właśnie w samochodzie służbowym Psikuty, gdzie postanowiliśmy tak zakręcić nowopoznaną dupeczkę, aby ją klepnąć tam gdzie trzeba. Tego dnia słońce paliło tak mocno, że niemal wypalało nam przełyki. Toteż w międzyczasie postanowiłem wyskoczyć do pobliskiego tanzenbaru po jakiegoś browara. Kilkudniowa libacja mocno wdała mi się we znaki, gdyż zaraz po wypiciu dwóch łyków Dragona sprzedawanego zazywczaj w sklepach Lider Prajs, puściłem panoramicznego hafta, nie oszczędzając przy tym siedzących przy barze turystów z Lichtensteinu. Przepraszając w dwunastu językach, ruszyłęm spowrotem do samochodu, gdzie Psikuta już nakręcał laskę na ruchanko. Na twarzy młodej Patrycji dało się zauważyć czerwoniutki jak winko Arizona rumieniec, a Psikuta właśnie rozpoczynał pokazówkę dotyczącą sposobu przekładania biegów. Niechcący musnął ją parę razy po kolanku, co spowodowało lekki zamęt w jej wyobrażeniu sposobu zdania egzaminu. Nie sądziła, że pomimo tylu afer korupcyjnych instruktorzy i egzminatorzy idą jeszcze na układy. Przymykając oko na coraz głębiej między uda przedostającą się rękę Psikuty, przełożyła szybko bieg z jałowego na pierwszy i... stanęliśmy w miejscu jak wryci. Psikuta niezapinając pasów naraził się na utratę trzeciego zęba górnej szczęki szlifując zębami dolne okolice pulpitu kierowniczego. Wszyscy przechodnie spojrzeli się na nas z politowaniem, a kursantka siedziała cicho, nie okazując zbędnego zażenowania własnymi umiejętnościami. W geście pojwdnawczym zgodziła się, a wręcz nawet nalegała, aby Psikuta poczuł się przez chwilę komfortowo. Dlatego stojąc w centrum miasta pan instruktor rozłożył poziomo przednie siedzenia, a usta kursantki postawiły freda flinstona na baczność. Lodowe struganie wichajstra trwało już parę minut, kiedy to Psijuta sprężając się i marszcząc strzelił prosto w przełyk Patrycji. Nasze spotkanie trwało jeszcze kilkadziesiąt minut, dzięki czemu finalnie na cały tydzień zostały zaspokojone potrzeby Psikuty..</description><guid isPermaLink="false">{fde63d4e-6e0c-a527-bdf7-1338d26e1c9e}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 05:47:02 GMT</pubDate></item><item><title>Autosex.pl - Epizod 50: Maja - pszczółka z lodzikiem w tle</title><link>http://www.autosex.pl/index.html?kod=sexohol.cb&amp;browse=archiwa&amp;t=50</link><description>Jakież było nasze zdziwienie, kiedy udając się wieczorową porą w kierunku centrum, natrafiliśmy na naszą byłą kursantkę, która "zaocznie" zdawała u nas egzamin na prawko. Siedziała w ogródku piwnym ze swoim bojfriendem, sącząc sake wymieszaną z jakimiś obrzydliwościami. Zauważyła nas niemal odrazu, początkowo się rumieniąc, lecz chwilę później po głębszej analizie sytuacji szturchnięciem ręki poinformowała swojego cienkiego w pasie, lecz dobrze napakowanego sterydami jegomościa, u którego w hurtowini arbuzów robimy często zakupy, iż jesteśmy chętni do przyjęcia pięści na twarz i kopów na tyłek. Widząc natychmiastową reakcję ziomka szerokiego w barach, udaliśmy się w trybie "bieg" jak najdalej, lecz nadal podążając w kierunku upragnionego wodopoju. Nieco nie zrozumieliśmy reakcji naszej byłej kursantki. Przecież była zadowolona z możliwości obciągniecia naszym chłopakom druta a fakt, że zaliczyła nareszcie za 6 razem ów egzamin. Być może ziomka zaniepokoiło zbyt długie zniknięcie jego laski podczas egzaminu i to, że po powrocie miałą nieco zlepione spermą włosy... Kto to wie... Z pewnością nie można nas winić za naciąganie, namawianie i oferowanie czegokolwiek. Laska miała widocznie wtedy ochotę na małe conieco i była na tyle śmiała, że położyła rękę na pycie naszego egzaminatora. Nie stanowiło jej także problemu possać nieco pytę i przyjąć na swoje ciało nieco spermy. Uciekając tak przez miasto wyglądaliśmy jak stado byków atakująca wsie i miasteczka, z tą różnicą, że nie mieliśmy rogów - przynajmniej tak się wydawało. Kiedy następnego ranka wsiedliśmy do naszego wozu egzaminacyjnego już na samym starcie przywitała nas szerokim uśmiechem pytając nas, dlaczego tak szybko wczoraj uciekliśmy z centrum, kiedy jej koleżanka z chłopakiem chcieli nam podziękować za zaliczony egzamin. W tym momencie nas zamurowało i kopara nam opadła do samej ziemi. Myśleliśmy że nasze buźki zostaną obite, a tu tylko dwójka sympatycznie wyglądających młodych ludzi chciała z nami pobrowarzyć... ale lepiej zawsze dmuchać na zimne. Wzięliśmy w obroty aktualną kursantkę, która do egzaminów podchodziła już trzykrotnie. Tym razem nie wiedzieć dlaczego - nie znała odpowiedzi na pytanie gdzie znajduje się przełącznik do włączenia wycieraczek. Jednak znając wcześniejszą przygodę koleżanki chwyciłą egzaminatorską pytę oburącz delektując się smakiem sera spod napleta i wydając przedziwne odgłosy wykonywała posuwiste ruchy. Tak się spodobała ta zabawa koleżance, że nawet kiedy sperma zaczęła penetrować jej układ pokarmowy, nie przestawała ruszać swą głową. W ten sposób spenetrowaliśmy kolejny otwór gębowy. Nasza kursantka stałą się pełnoprawną posiadaczką prawa jazdy. A nasze lędźwia całkowicie opróżnione musiały w szybkim tempie wyprodukować nowe zapasy spermy, gdyż niedługo szykował się kolejny egzamin z młodą dupeczką....</description><guid isPermaLink="false">{f6ffd403-2ae1-f212-ef57-b846fd0d4dc5}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 05:38:39 GMT</pubDate></item><item><title>Autosex.pl - Epizod 49: Marysia - lodowa promocja na stacji</title><link>http://www.autosex.pl/index.html?kod=sexohol.cb&amp;browse=archiwa&amp;t=49</link><description>Deszcz zacinał w wentylator i reflektor naszej skodzianki, którą woziliśmy dupę po mieście w poszukiwaniu dupeczek na podwiezienie. Jednakże zacinający deszcz nie był jakąkolwiek przyczyną dezorganizacji w naszych szeregach - wręcz przeciwnie jeszcze bardziej zmobilizował do zakręcenia własnym śmigłem, lub też wyszukania lachociąga, który to uczyni bezinteresownie. W okolicy nie odbywała się niestety żadna zabawa, na polach było już dawno po żniwach, a w lasach wszystkie grzyby i maliny zostały wygrzebane, więc szanse na znalezienie jakiejś chętnej, ponętnej dupeczki równe były szansie znalezienia dziewicy w domu uciech Bonanza przy trasie Warszawa - Katowice. Szybko kończyła nam się waha w baku, dlatego po zaczerpnięciu danych w lolalnej informacji w biurze informacji turystycznej pod sklepem Biedronka wśród żulerskiej gawiedzi, ruszyliśmy w długą zgodnie z kierunkiem wystawionego palca menela z biura informacyjnego, do najbliższej stacji benzynowej. Tutaj zorientowaliśmy się, że korzystając z pomocy pięknoblondwłosej dupencji mamy możliwość wzięcia udziału w promocji. Uiściliśmy stosowną opłatę zerkając tylko jak ta niemiłosiernie kształtna dupeczka ukazując nam swój wypięty tyłeczek i stringi zeń ukazujące się, wlewa nam zgrabnym ruchem węża kolejne litry benzyny. ślinka nam nieco pociekła widząc tą jędrność - aż dech zaparł nam pyty. Postanowiliśmy zabrać promocyjną gwiazdkę - Marysię do naszego wozu, aby nieco dogłębniej skorzystać z promocji. Tak nam się radośnie rozmawiało, że zostawiając stacje benzynowe w tyle wyjechaliśmy poza miasto w kierunku nieokreślonym, podziwiając kominowo-fabryczne krajobrazy za sobą. Rozmawiając dość długo z naszą nową koleżanką dowiedzieliśmy się, że jej śliczna uroda wzięła się głównie nie dzięki matce - brązowej medalistce olimpijskiej w podnoszeniu ciężarów, lecz dzięki tacie - fińskim łowcą żółwi i płaszczek w Zatoce Meksykańskiej. Jej rodzice poznali jednak połowu dorsza, a spłodzili ją w jedną z księżycowych nocy, kiedy to upici winem z brazylijskich odwłoków meduz rybacy - rzucili się jak świnie na stado owiec wypasających się na zboczach skalistych gór. W tak pięknych okolicznościach przyrody powstał zalążek tej niecodziennej dupencji jaką teraz mogliśmy wozić gdziekolwiek naszą czteroletnią skodzianką. Docierając do hacjendy, gdzie mieliśmy zamiar nieco nadkonsumować obiecanej nam promocji, poczęstowaliśmy naszą dupencję sokiem z malin rosnących w dzikich stepach Boliwii, który to sok ma właściwości rozjątrzające, podniecające a w niektórych przypadkach powoduje niestety niestrawności i rozwolnienia. Na szczęście na naszą Marysię sok podziałał znakomicie i zgodnie z babcinym przepisem. Dlatego też poszliśmy na całość oferując drobną kwotę za niewinnego lodzika. Jej uśmiech znaczył więcej niż cały referat, czy przemówienie tow. Wiesława na 4 plenum. Wiedzieliśmy też że zadarty do góry sweterek oznaczał tyle, że możemy rzucić się na nią niczym wcześniej wspomniani pijani rybacy na owce :D. Lodzik którym uraczyła naszą ekipę Marysia mile pozostał w naszej pamięci za co podziękowaliśmy sympatycznej dupeczce strzałem w gębodół, co i ona zapamięta po wsze czasy...</description><guid isPermaLink="false">{419ed728-d93c-2775-a69-e453396fa17b}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 05:36:51 GMT</pubDate></item><item><title>Autosex.pl - Epizod 48: Babcia obciągarka zbolcowana!</title><link>http://www.autosex.pl/index.html?kod=sexohol.cb&amp;browse=archiwa&amp;t=48</link><description>Był maj, pośród klientów okolicznego hipermarketu budowlanego nieco odróżniał się pracownik bankowy - Psikuta - ubrany w swój kitel, dla niepoznaki odziany w jasnozieloną jaskrawą kamizelkę odblaskową. Na parkingu w słoneczny dzień lśniła w słońcu piła motorowa, którą trzymał w prawej dłoni udając się do punktu informacyjnego hipermarketu celem zapytania, czy w swej przebogatej ofercie budowlanej posiadają worki na zwłoki. Zaskoczony szerokim asortymentem worków, Psikuta wybrał pierwszy lepszy dwumetrowy worek i saszetkę pavulonu - na wszelki wypadek, gdyby zabrakło pogotowiu, które miało przyjechać na przyszłe miejsce zbrodni. Było coraz cieplej, kiedy na parking koło hipermarketu wjechał samochód szkoleniowy z wielką literą L na dachu. Zaopatrzony we wszystkie niezbędne narzędzia, Psikuta udał się w kierunku budki telefonicznej. Po chwili Psikuta wezwał pogotowie, a że wokół słuchawki było dośc cicho - dało się słyszeć słowa jego rozmówcy, który mówił mniej więcej: - Nie! Ja tam bez policji nie jadę. Byliśmy u tego kolesia już kilka razy. To psychol. Znowu będzie rzucał nożami... Pan Psikuta był kolekcjonerem broni a jego głos był rozpoznawany przez policję, pogotowie ratunkowe i wiele agencji towarzyskich w okolicy. Barczasty dwumetrowiec, co ma niepoukładane w głowie. Wezwał pogotowie, bo ponoć przedawkował relanium. Została także wezwana policja. Zjawiła się szybko. Na miejsce zdarzenia przyjechała grupa szybkiego reagowania. Wyskoczyło czterech kolesi z samochodu, z gładkolufowymi strzelbami na gumowe kulki. Ekipa pogotowia szła właśnie w kierunku pacjenta, kiedy to jeden z policjantów puka do drzwi budki telefonicznej, w której wciąż z piłą łańcuchową w dłoni stał Tadeusz, otwiera drzwi i ugięły mu się kolana. Jego oczom ukazał się policjant mierzący do niego z broni gładkolufowej, pytający go: Czy to pan wzywał pogotowie ratunkowe? Tak tak, ale już mi lepiej - powiedział Tadeusz wsiadając do samochodu szkoleniowego oznaczonego literą L, który przed chwilą zajechał na parking. Policjanci popukali się w czoło i wrócili do komendy. Samochód z Tadeuszem Wajcheprzełożem z piskiem ruszył w kierunku okolicznych chaszczy. W samochodzie oprócz Psikuty siedziała blondwłosa, puszysta instruktorka, a także sexkursant Rafał, który kierował ręką uczennicy, która z miłą chęcią przełączała biegi. Pomimo faktu, że odbywał się właśnie egzamin z jazdy - cała trójka udała się w okoliczne tereny zielone, gdzie zrozpaczona kursantka przyznała, że jest to jej kolejny egzamin i istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że może oblać po raz kolejny. Dlatego też jest zdesperowana zrobić wszystko, aby zaliczyć ten nieszczęsny egzamin. Rozochocony propozycją Babci, Psikuta postanowił zaproponował zadać nieśmiało pytanie, czy aby nie chciała przytulić się do jego pyty i nie co possać dawno nieodwiedzaną kilkunastocentymetrowego penisa. Tak sformułowane pytanie nie mogło pozostać bez twierdzącej odpowiedzi. Wietrząc okazję, babcia niewiele się zastanawiała nad postanowieniem i rzuciła się ściskając mocno pytę w ustach. Zaciskawszy mocno zęby na pytongu Babcia zdecydowanymi ruchami posuwsto zwrotnymi spowodował zaoczne zaliczenie wzorowego egzamin z prawka.</description><guid isPermaLink="false">{6842371d-f179-2779-5b63-4644aaaff40d}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 05:33:19 GMT</pubDate></item><item><title>Autosex.pl - Epizod 47: Basia przekada szybko dźwignię biegów</title><link>http://www.autosex.pl/index.html?kod=sexohol.cb&amp;browse=archiwa&amp;t=47</link><description>Gdzie się podziały te kobiety, ogromnie szczęśliwe z pracy od świtu do nocy, nie mające czasu na codzienne masturbacje, które to wytworzone przez siebie wibratorki mogły kupić na kartki, stojąc przed sklepem i wesoło plotkując o podrywaczu Jaruzelskim przez całą noc w kilometrowej kolejce. Jak dziś pamiętam te przodowniczki pracy, które wydoiły najwięcej krów lub wykarmiły najwięcej świń, wiezione co roku na pierwszomajowy pochód gdzie w nagrodę wręczano im transparenty z przywódcami Narodu. To były czasy, które przypomniała mi moja nowa kursantka, już przy pierwszym spojrzeniu wiedziałem, że to bardzo pracowita kobieta. Miała na imię Basia, piękne imię, przypomina mi Basię Trzetrzelewska polską piosenkarkę, która na przełomie lat 80. i 90. odniosła światowy sukces nagrywając muzykę będącą mieszanką współczesnego jazzu i popu. Niestety Basia kiepsko jeździła samochodem, postanowiłem Basi pomóc w zdaniu Prawa Jazdy. Dziewczyna wiedziała czego potrzebuję, chwyciła mocno za mojego obywatela przyszłej IV RP i pomogając sobie językiem wyrabiała ponad 100% normy, niczym PRL-owska prostytutka w dzień dojąca krowy, a w nocy dorabiająca na stawianiu członków partyjnych. Dojony niczym te biedne krowy nie wytrzymałem długo. Cała Skoda w mgnieniu oka zamieniała się w mleczną dolinę, fotele, kierownica, szyby wszystkie te elementy nosiły znaki ciężkiej pracy Basi. Wesołych Świąt</description><guid isPermaLink="false">{88cbd747-2e59-288b-fcd7-857eec9543a1}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 05:31:07 GMT</pubDate></item><item><title>Autosex.pl - Epizod 46: Lodziarka Asia i mistrz ruchajwozu!</title><link>http://www.autosex.pl/index.html?kod=sexohol.cb&amp;browse=archiwa&amp;t=46</link><description>Lodziarka Asia i mistrz ruchajwozu!! Właściwie nieznacznie zmienił się charakter wszystkich egzaminowanych dupeczek, które maja problem z koordynacją swoich ruchów, co idąc dalej drogą dedukcji niemal w zupełności uniemożliwia im poruszanie się po drogach powiatowych. Niemal każda jedna, którą biorę na pokład swojego zdezelowanego już pojazdu z wypalonym sprzęgłem, chce w niestandardowy sposób zaliczyć egzamin na prawo jazdy. Pojęcia nie mam, czy bierze się to z ich podświadomości, mentalności, charakteru, czy też po prostu społeczeństwo damskie już się na tyle scwaniło, że każda białogłowa, która przychodzi na egzamin ma świadomość taką, iż istnieje możliwość zaliczenia egzaminu w naszym ośrodku. Dzisiejszego dnia zgłosiła się na egzamin niczego sobie wyglądająca studentka języka francuskiego, która miała problem z przekładaniem dźwigni biegów, oraz kłopoty związane z nową konstrukcją układu wielowahaczowego zawieszenia. Dlatego też ta skromna, acz jędrna i młoda uczestniczka tegoż egzaminu zgłosiła się do specjalisty największego jakim jesteśmy my z prośbą o poradę. Czytając wiele forów internetowych, swój problem zgłaszała ponoć nawet na forum radia M, lecz i tam nie doczekał się odpowiedzi na swój problem. Idąc do nas miała świadomość, że my także możemy ją pożegnać z kwitkiem. Jednak tym razem bardzo pozytywnie ją zaskoczyliśmy. Celem stosowania zawieszeń wielowahaczowych jest zapewnienie wysokiego komfortu jazdy i jednocześnie dobrych własności jezdnych pojazdu. Charakterystyka elementów tłumiących nie musi być bardzo twarda, by nie obniżać komfortu jazdy, a mimo to, uzyskamy dobre własności jezdne. Przy belce skrętnej, chcąc zapewnić zbliżone własności jezdne trzeba zwiększać sztywność zawieszenia (elementów tłumiących). Mówiąc te słowa mieliśmy przed oczami rozszerzający się uśmiech laseczki niemal toćka w toćkę podobną do Kylie Minogue. Usatysfakcjonowała ją nasza odpowiedź na ten problem, dlatego też znając już szczegóły z zawieszeniom wielowahaczowym wpływającym na zwiększenie masy nieresorowanej. Dlatego też mając tą podstawową wiedzę o pojazdach mogliśmy kontynuować egzamin. Podczas wsiadania do naszego samochodu egzaminacyjnego kursantka Asia wypieła tyłeczek na tyle mocno, iż jeden z egzaminatorów zauważył koronkę z majteczek wystających ponad spodnie tej nieśmiałej dupeczki. Nie zraziło to jednak naszej laseczki, która po zapięciu pasów i poprawieniu lusterek podjęła próbę wystartowania silnika naszego dyliżansu. Tutaj niestety nie pomógł jej nawet sprawny nadgarstek, który wyćwiczyła nieco podczas praktyk we Francji. Musiała ostatecznie zamienić się miejscami z egzaminatorem, który lekko wkurzony ruszył z piskiem opon w jakieś ustronne miejsce. Tutaj sobowtórka Kylie Minogue popadła w samodołowanie, wylewając niemal łzy na ramię egzaminatora. Szlochając wciąż i pociągając nosem spytała go co może zrobić, aby zdać egzamin. Cóż... nie mogliśmy się nadumać co możnaby jej zlecić, a jedyne co przychodziło nam do głowy to lodzik. Jak pomyśleliśmy tak zrobiliśmy - w ustronnym miejscu te dwa sympatyczne półdupki zaczęły unosic się z góry na dół, kiedy to egzaminator szczytował. Tak to egzamin po raz kolejny został zaliczony na poczet spermy błędzącej teraz gdzieś między tchawicą, a żołądkiem... </description><guid isPermaLink="false">{6de53e51-8e59-56e1-8730-7b23b6edcec7}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 05:07:46 GMT</pubDate></item><item><title>Autosex.pl - Epizod 45: Julia łapie kluczyki cipką w locie!!!</title><link>http://www.autosex.pl/index.html?kod=sexohol.cb&amp;browse=archiwa&amp;t=45</link><description>
Zwyczajowo i tradycyjnie rozpoczęła się kolejna jazda próbna którą miałem tego dnia z kursantami. Tym razem mój L dyliżans odwiedziła po raz pierwszy studentka, kompletnie nie zapoznana z warunkami jazdy po polskich drogach. Na wstępie oczywiście jak budowę cepa musiałem pokazać jej sposób, w jaki porusza się samochód po drodze, gdzie ma silnik, kierownicę, gdzie ma amortyzator gazowy tylnej klapy, prowadnicę podnośnika szyby drzwi oraz zimering wałka rozrządu. Taka podstawowa wiedza powinna przydać się naszej rudowłosej, nieco grubszej kursantce w razie jakichkolwiek kłopotów w trasie. Po krótkiej odprawie ruszyliśmy niczym murzyńscy rapero-gangstero-maderfakerzy w swoich Chryslerach gazując i gwałtownie hamując jednocześnie. Dodać do tego muzę 50 centa, snoopa czy xzibita i wyglądalibyśmy zupełnie jak miejscowi raperzy w Skodzie fabii z hamulcami hydraulicznymi. Nie zrażając się pierwszymi niepowodzeniami w jeździe miejskiej ruszyliśmy śmiało dalej. Na kolejnym ze skrzyżowań niezauważyliśmy czerwonego światła i w tym momencie jako pilot dałem ostro po hamulcach, Julia moja kursantka poleciała zębami prosto na kierownice a jej prawa ręka podświadomie szybko wyjeła kluczyki ze stacyjki rzucając je na siedzenie pomiędzy nogi. Na szczęście nikomu nic się większego nie stało. Julia jednak rzuciła kluczyki pomiędzy swe nogi a zad na tyle głęboko, że nie mogła ich wyjąć. Jej tusza nie pozwalała jednak zbyt głęboko penetrować zakamarki pomiędzynożne bez wysiadania z samochodu. A że staliśmy centralnie na środku skrzyżowania, toteż musieliśmy szybko opuścić to skrzyżowanie. W tym samym czasie przypomniało mi się, że mam zapasowe kluczyki, które zawsze noszę razem na kółku z kluczami od drewutni, wychodka i kombajna którym czasem jeżdżę po pustych polach wspominając czas żniw. Włożyłem szybko zapasowe kluczyki do stacyjki lekko krzycząc na kursantkę, aby jechała do przodu. Szybko uciekliśmy z zagrożonej mandatem sytuacji wjeżdżając do pierwszej lepszej bocznej uliczki. Kiedy Julia zatrzymała się przy wysokiej kępie krzaków zaczęliśmy szukać pomiędzy jej nogami zgubnych kluczy. Jako że miała problemy z wyjściem z samochodu, toteż razem zaczęliśmy szukać zguby... Przez przypadek próując dosięgnąć ząbków kluczy, które znajdowały się pod tyłkiem Julii, mój palec wbił się głęboko w jej cipkę poprzez majtki, powodując ogólną radość i zadowolenie z tego faktu kursantki. Speszony nieco tym faktem chciałem szybko wyciągnąć rękę spomiędzy ud Julii, jednak ta nieco przytrzymała moją dłoń masując swoje łono moimi palcami... Następnie przeszliśmy standardowo do muskania ustami mej pyty, dzięki czemu sperma, którą przetrzymywałem od paru dni w nadjądrzu mogła z powodzeniem zagościć na oczach, ustach i uchu Julii. Tak teżzakończyło się nasze dzisiejsze spotkanie. Przed następnym kursem będę musiał zamontować jakąś wyrzutnię kluczyków pomiędzy nogi... tylko musiałoby się to odbywać na żądanie, aby przypadkiem jakiemuś grubszemu gościowi nie grzebać pomiędzy jajkami... ale i o tym się pomyśli... :D</description><guid isPermaLink="false">{f16b724d-f4ff-1db2-7adb-81c0f99348b4}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 05:05:10 GMT</pubDate></item><item><title>Autosex.pl - Epizod 44: Kunegunda - Egzaminator Ruchacz po raz kolejny</title><link>http://www.autosex.pl/index.html?kod=sexohol.cb&amp;browse=archiwa&amp;t=44</link><description>Siedzieliśmy w domu mieszając w garnku zaprawę do ciasta, kręcąc wibratorem ciasto, aby równomiernie rozprowadzić drożdże, śliwki oraz zapach onucy, który zazwyczaj dodaje się jako woń do ciast. Nie robiliśmy tego bynajmniej po to, aby wsunąć jakiegoś makowca, szarlotkę czy inną wuzetkę, lecz kombinowaliśy jakby tu załatać dziurę w zderzaku, który uszkodził w samochodzie testowym paker wracając z imprezy po pijaku. Trochę się przestraszyliśmy w warsztacie, kiedy nam powiedziano iż szpachlowanie tej dziury będzie nas kosztować 2500pln. Nie stać nas było na takie wydatki, więc postanowiliśmy załatwić sprawę metodą chałupniczą. Jako że szpachla do łatania była całkiem droga, więc kombinowaliśmy jak tą sprawę załatwić. Longdong wymyslił, że można zrobić zaprawę z drożdzy i jakiś migdałów. Następnie to wszystko szpachelką należy nałożyć na dziurę. Paker w młodości był graficiarzem, więc sporo starych puszek można jeszcze znaleźć u niego w domu. Dokończyliśmy mieszać ciasto pożyczonym od sąsiadki wibratorem i zostawiliśmy na 30 min, w międzyczasie trzepiąc kaucyna w spodniach przy najnowszym pornuchu z dolly buster. Po 30 minutach udaliśmy się do garażu załatać dziurę czym prędzej, gdyż paker, który jakiś czas temu rozpoczął naukę jazdy za kilkanascie minut miał rozpoczynać jazde z kolejną kursantką. Uwinęliśmy się szybko ze szpachlowaniem dziury, a paker szprajem podrasował ostatnie wypustki tak że całośc wyglądała jak całkiem nowa. Paker ruszył w trasę po kursantkę, którą miał odebrać z plaży. Gdy po nią podjechał zdziwił się niesamowicie, gdyż laską, którą właśnie miał nauczać stała całkiem nago. Okazało się, że podczas jej krótkiej wizyty w kiblu, gdzie goliła piczę - babcia sprzątaczka robiąca w tym czasie porządki potraktowała jej strój kąpielowy jako zwykłą szmatę do czyszczenia wnętrz klozetów. Także tego dnia strój Kunegundy nadawał się jedynie do wyrzucenia. Nie zrażona tym wydarzeniem Kundegunda zrywem udała się w kierunku odosobnionym, gdzie jej usta zabrały się za roboty dzergane wykonywane zazwyczaj rękoma. We wnętrzu jej ust znikła pyta egzaminatora Pakera, który już jej uprzednio obiecał zakup stroju kąpielowego, w którym Otylia Jędrzejczak wygrała złoty medal w Syndey. Rozochocona tym faktem Kunegunda jeszcze szerzej rozszerzyła facjatę przyjmując spermopłyn pakera do swego wnętrza. </description><guid isPermaLink="false">{c690f63d-1e30-c64d-4cf9-3821ee97e625}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 05:02:36 GMT</pubDate></item><item><title>Autosex.pl - Epizod 43: Iza - Autocipka</title><link>http://www.autosex.pl/index.html?kod=sexohol.cb&amp;browse=archiwa&amp;t=43</link><description>Iza, która niedowidziała do 17 roku życia była zawsze przedmiotem kpin i drwin pośród podstawówkowej i podwórkowej gówniarskiej gawiedzi. Niemal wszyscy, łącznie z sąsiadką Eugienią na czele ciągneli łacha z jej nieuczesanych warkoczy, brzydkiego stroju no i ogólnie z faktu iż wyglądała nieco pokracznie. A jak dziewczyna miała wyglądać, jeśli nie moga się zobaczyć w lustrze? Pani Eugienia i reszta rynsztokowych degustatorów wiśniówki oraz społeczni frustaci nie dawali spokoju nawet wtedy, gdy dziewczyna nieco widząc próbowała umówic się z chłopakiem na lodzika, czy też podczas kursów prawa jazdy. Jej staroświeckie okulary wykonane z kawałka miedzianego drutu pobliskiego transformatora oraz dwóch denek od słoików po kompocie przez Kazimierza Wichurę z parteru, znacznie pomogły w poznaniu otaczającego ją świata, jednak były one przeszkodą w zdaniu egzaminu z prawa jazdy. Iza od lat marzyła o tym, by jeździć TIRami po świecie i przewozić chińskie podkolanówki i gietry z portów w Amsterdamie, do dobiorców w Onufriewie pod Mrągowem. Niestety jej marzenia nie mogły się ziścić, gdyż brak prawa jazdy uniemożliwiał jej jakiekolwiek podjęcie pracy. Iza stawała do egzaminu 9 razy - niestety bezskutecznie, gdyż podczas jazdy zawsze jej spadały z wielkim impetem okulary z nosa wprost na jajka egzaminatora, któremu próbowała oralnie udowodnić swe umiejętności manualne. Podchodząc po raz dziesiąty do egzaminu zarzekła się, że tym razem nie pozwoli sobie na ten dyskomfort i postanowiła przystąpić do egzaminu bez okularów. Placyk jej poszedł elegancko, jednak podczas manewru wyprzedzania na trzeciego na trasie, dostała opiernicz od kolesia, którego wyprzedzała za brak włączonego kierunkowskazu oraz zabłoconego nadola samochodu. Zdenerwowała się niezmiernie, gdyż jako stara stażystka egzaminów państwowych z prawa jazdy miała już dość głębokie obeznanie jak należy zachowywać się na drodze i poza nią. Tuż przed końcem egzaminu, facio u którego zdawała poinformował ją, iż niestety nie może uznać jej wybryków i egzamin Iza musi jeszcze powtórzyć. Iza zmartwiła się wnet gdyż marzenia o karierze kierowcy TIRów kompletnie jej się rozmyły. Jednak dobroduszny egzaminator poszedł po rozum do żołądzia i po długich i wyuzdanych rozmowach postanowił zaliczyć jej egzamin pod warunkiem wylizania jajek a zwłaszcza wyczyszczeniu napletka. Jako że i w tym sporcie Iza była dobrze wprawiona para podjechała pod okoliczne romantyczne wysypisko śmieci, gdzie Iza zębami chwyciła za pytonga uciskając układ limfatyczny egzaminatora. Po zakończonym, prowadzonym w szybkim tempie egzaminie oralnym oboje udali się do ośrodka egzaminacyjnego aby dokończyć papierkową robotę. Pod ośrodkiem, wysiadając z samochodu zadowolona Iza powiedziała - dziękuję Ci małokutaśny egzaminatorze. I tak oto spełniły się marzenia Izy, która po dziś dzień jeździ TIRem przerobionym z ciężarówki KAMAZ.</description><guid isPermaLink="false">{eea3d4be-f8c9-5925-979b-6b38249d6a60}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 05:01:39 GMT</pubDate></item><item><title>Autosex.pl - Epizod 42: Ewelina - Ustny egzamin na prawo jazdy</title><link>http://www.autosex.pl/index.html?kod=sexohol.cb&amp;browse=archiwa&amp;t=42</link><description>Dzień jak każdy inny. Niebo niebieskie, trawa zielona, słońce na niebie, łatwe do wyrwania dupy wychodzące na spacer ze swoimi psami, gówniarze chowający się po okolicznych parkach z browarami. Nic nie zapowiadało, że może wydarzyć się coś szczególnego. A jednak tego dnia nasz egzaminator stanął przed nie lada wyzwaniem. Innym niż zwykłe, które można spotykać na swojej drodze w swoim codziennym, szarym życiu. Tym razem chodziło o przeegzaminowanie osoby, której się nie spodziewał. Znudzony jeżdżeniem ze starymi babsztylami lub nachalnymi pedałami nie mogł przypuszczać, że trafi na całkiem ładną i nieśmiałą Ewelinę. Egzamin zaczął się tak samo jak zaczyna się każdy inny... od wyregulowania fotela, ustawienia lusterek i zapięcia pasów. Po egzaminowanej nie było widać kszty zdenerwowania. Niczym rasowy kierowca pokonywała ślepe uliczki, przejeżdzała skrzyżowania w czasie sygnalizowania światła czerwonego przez sygnalizator S5 i przekraczała dozwoloną prędkość. Jednak pod koniec jazdy, zapatrzywszy się na rozporek egzaminatora, zamiast czwórki zaciągnęła ręczny. Nic nie zapowiadało, że egzamin zostanie zaliczony pozytywnie. Z ust egzaminatora poleciało srogie "oblałaś". Zrozpaczona dziewczyna nie wytrzymała. Z jej oczu poleciały łzy. Przysięgła, że zrobi wszystko aby zdać. Egzaminator długo się nie zastanawiał. Pomyślał wtedy o haśle, które męczyło od kilkunastu dni jego sumienie - "Każdy marzy o lodzie w skodzie". Ewelina szybko odnalazła wielką, sterczącą i błyszczącą pytę, która tylko czekała na to, by ją uwolnić z rozpora. Samoistnie jakby zroumiała czego pragnie kutas egzaminatora. W oczy rzucało się jej obycie z fiutem i niebywałe doświadczenie. To zapewne nie jest jej pierwszy egzamin - pomyślał egzaminator. Laska została wydmuchana, wystukana i zerżnięta tak, że aż leciały wióry. No i oczywiście za kilkanaście dni może odebrać wymarzone prawko. Na szczęście rozporządzenie Ministra Infrastruktury "w sprawie szkolenia, egzaminowania i uzyskiwania uprawnień przez kierujących pojazdami, instruktorów i egzaminatorów" nakazywało używanie kamer, które zarejestrowały całe to zdarzenie. W ten sposób egzaminatorowi pozostała pamiątka, którą dzisiaj może się podzielić.</description><guid isPermaLink="false">{2c3b6b5-9336-b880-bc75-cba6f88c9bf}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 05:01:30 GMT</pubDate></item><item><title>Autosex.pl - Epizod 41: Angelica Wild - Egzaminator ruchacz znowu w akcji</title><link>http://www.autosex.pl/index.html?kod=sexohol.cb&amp;browse=archiwa&amp;t=41</link><description>Odór z kuchni sąsiadki, która o 6 rano zaczęła smażyć śledzia spowodował że się przebudziłem po bardzo obfitym w różnego rodzaju dupeczki śnie. Zapach śledzia od sąsiadki spowodował uwydatnienie wyobrażeń o tym że właśnie wylizuję patelnię młodej studentki pierwszego roku rybactwa. Jednak budząc się z ręką w spodniach spojrzałem na grający od 12 godzin telewizor, w którym Jan Miodek próbował uzmysłowić wszystkim telewidzom w Polsce, etymologię wyrażenia naciąganie pyciej skóry. Nie przejąłem się kompletnie tym co mówił Jan Miodek. Odór z kuchni sąsiadki, która o 6 rano zaczęła smażyć śledzia spowodował że się przebudziłem po bardzo obfitym w różnego rodzaju dupeczki śnie. Zapach śledzia od sąsiadki spowodował uwydatnienie wyobrażeń o tym że właśnie wylizuję patelnię młodej studentki pierwszego roku rybactwa. Jednak budząc się z ręką w spodniach spojrzałem na grający od 12 godzin telewizor, w którym Jan Miodek próbował uzmysłowić wszystkim telewidzom w Polsce, etymologię wyrażenia naciąganie pyciej skóry. Nie przejąłem się kompletnie tym co mówił Jan Miodek. Miałem to w głębokim poważaniu. Jako że przyszła właśnie sprzątaczka, nie mogłem dokończyć rękodzieła po tak sympatycznej nocy, która zostawiła sporo marzeń w mej głowie. Nic to. Poszedłem do roboty, gdzie jak zwykle trzeba było nieco dorobić, a tych co nie chcieli zapłacić - trzeba było oblać. Jak się pewnie domyślacie - jestem egzaminatorem prawka jazdy. Wbiła się do mojego samochodu szczupła laseczka z trzęsącymi rękami... laska albo ma jakiegoś Altzhaimera, gra w filharmonii na instrumentach szarpanych, albo też walnęła zeszłego dnia pół litra stolicznej i teraz dostała delirki. Spojrzałem w jej kartę egzaminacyjną - Angelica Wild, lat 23. To obco brzmiące nazwisko skojarzyło mi się w pierwszej chwili z przedwojenną wynalazczynią bawolego oka - dzisiejszego niezbędnika każdego onanizatora - lecz szybko później się zreflektowałem i doszła mnie myśl, że to nazwisko nosi także laska, która zagrała w wielu wysokobudżetowych pornuchach produkcji włosko - enerdowskiej. Pojechaliśmy prosto przez rondo, mijając inne samochody, gdy nagle gwałtownie zahamowałem, gdyż Angelica kompletnie nie zauważyła nadjeżdzającego z naprzeciwka TIRa. Zdecydowanym głosem opierniczyłem jej brak umiejętności. Angelica jednak poczuła się poruszona moją reprymendą i postanowiła postawić na swoim a właściwie na moim i udowodnić sobie i mi iż nielichymi umiejętnościami została obdarzona. Podjechaliśmy na chwilkę za miasto, gdzie po wysłuchaniu mojej propozycji Angelica zabrala sie do zaliczenia ustnego tak wymarzonego prawka. Kursantka zabrała się za wylizywanie mojej pyty, dość dokładnie przygryzacjąc od czasu do czasu mój napletek. Wyjątkowo jednak Egzaminator ruchacz koleny raz okazał serce i pytę! </description><guid isPermaLink="false">{250265e8-e4c8-75bb-ac7d-245613a99e51}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 05:01:33 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywaczki.pl - Monter z wymalowanymi jajcami! - Monter</title><link>http://www.podrywaczki.pl/main.html?kod=sexohol.cb</link><description>Przygotowując nieco żarełka na zbliżające się święta - ruszyliśmy do pobliskiego hipermarketu, gdzie listopadowe znicze i bożonarodzeniowe bombki zostały zastąpione na końcówkach regałów wielkanocnym fajansem, zajączkami, zdetnymi figurkami z chińskiej porcelany, czy też baziami nieleglanie zerwanymi w borach tucholskich. My jednak ruszyłyśmy prosto na regały szukając kręconego maku i śmietany do zrobienia staropolskich ciast. Jak tradycja głosi - kto w poranek wielkanocny dobrego ciasta zapragnie - temu przez rok cały śnić się będą jędrne dupy i czerwone latarnie. Ponieważ nasza kumpela zobowiązała się do ukręcenia ciasta na ten poranek. Pamiętając zeszłoroczne święta, kiedy to na kacu po całonocnej orgii obudziliśmy się z kumpelami i zauważyłyśmy, że ta staropolska tradycja nie zostanie zachowana, gdyż ktoś rozbił ciasto przyszykowane na poranek na dupie śpiącego kumpla, wówczas nieco się załamaliśmy. Ale jako rzecze starowarmińska modyfikacja tego powiedzenia brzmi: kto w poranek wielkanocny dużo masła ubije - temu przez rok cały pyta stać będzie nawet kiedy wypije, dlatego też kolektywnie skacowni zaczęliśmy ubjać wówczas masło, dzięki czemu pyta wielka jak armata stała do samego lata. Zakupiwszy nieco golonki, kraty tyskiego, dwóch baleronów, kiełbasy, składników do ciasta i farbek do malowania jaj ruszyliśmy spowrotem do boju z przygotowaniem żarcia na nadchodzące święta. Jednak jak tylko przyszliśmy do kuchni, na podłodze zauważyliśmy wielką plamę wody cieknącą z lodówki. Okazało się, że nasza lodówka kompletnie odmówiła posłuszeństwa. Zadzwoniliśmy zatem po jakiegoś szpeca - fachowca od lodówek. Zjawił się zaraz po pół godzinie niewinnie wyglądający potencjalny jebaka stojąc koślawo w drzwiach. Jednak jego południowa karnacja wzbudziła we mnie nieco zainteresowania. A że było jeszcze dosyć zimno, toteż pomyślałam że ten śniadoskóry rozrabiaka mógłby mnie nieco spenetrować. Szpec zabrał się za dogłębny przegląd lodówki obmacując ją z każdej strony. Niestety stwierdził na tyle poważne uszkodzenie, że lodówka musiała zostać zbarana do jego zakładu. Koszt naprawy zepsutej lodówki wynosił prawie tyle co koszt naprawy lodówki nowej, ale że chłopak się pofatygował do nas, to postanowiłam mu to jakoś wynagrodzić. Zaprzęgłam go do kuchni, gdzie razem zaczęliśmy malowac wielkanocne jajka. A że nam miło się o jajkach rozmawiało, dlatego postanowiłam poprosić go o krótką prezentację jego jaj, które mogły w tym momencie mnie nieco zaskoczyć. Monter był bardzo konserwatywnie nastawionym do życia człowiekiem i dlatego wszelkie uroczystości związane z celebracją świąt zostawały przygotowywane przezeń już miesiąc wcześniej. Stawianie chuinki, wieszanie bombek, malowanie jajek czy mlaskanie bożonarodzeniowego pytonga dokonywał już z trzydziestodniowym wyprzedzeniem. Dlatego znając jego zwyczaje kulturowe naciągnełam go na krótką prezentację swoich dokonań ludowych. Monter bez wahania pokazał mi swoje jajka, które w ludowy biało-czerwony sposób zostały upiększone i przygotowane na święta Wielkiej Nocy. Ukazując nam jajka Monter postawił też na baczność swojego pytonga, więc zabrałam się do roboty. Podczas uciech w łózku zadowalaliśmy się także różnymi radosnymi zabawami wielkanocnymi. Jedną z takich zabaw był tzw. Żuraw - obrzędowa zabawa ze wschodniej części Lubelszczyzny polegająca na tym, że po południu w lany poniedziałek chłopcy zbierali się przed karczmą, chwytali się za biodra sąsiada i wydając okrzyki jak żuraw biegali za prowadzącym. Gdy ten raptownie skręcił - wszyscy upadali. Inną zabawą żywnie kultywowaną przez nas była zabawa polegająca na tym, że przeciwnicy siadają naprzeciw siebie i toczą pisanki � wygrywa ten czyja pisanka nie zostanie zbita. W nagrodę zabiera pisankę przeciwnika. Niestety zabawa polegająca na uderzaniu jajkiem o jajko partnera, a wygrywa ten zawodnik, którego jajko nie będzie zbite nie odbyła się z przyczyn formalnych - jako kobieta nie dysponuję jajkami. Tak oto celebrowaliśmy oboje przygotowania do świąt, na koniec wieńcząc je permowym śmingusem - dyngusem. Ale Luja! </description><guid isPermaLink="false">{a3b84711-6af9-769c-6ab2-42f72768c349}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 06:07:52 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywaczki.pl - Włoski maczugochuj - Luca</title><link>http://www.podrywaczki.pl/main.html?kod=sexohol.cb</link><description>Nastrojona pozytywnie bezbłędnym wyczynem włoskiego romatycznego zboczeńca o imieniu diego, który wyglądał jak obecny Diego Armando Maradonna - sławny argentyński kopacz, porzuciłam smutki dnia codziennego, które dręcząc mnie od rana nie pozwalały rzucić brązem o porcelanowe ucho. Nie było to żadne zatwardzenie, lecz kackupa wytworzona po wczorajszej orgii, w której brało udział 20 osób - w przeważającej ilości kobiet. Zrobiłyśmy z naszymi 5 facetami wióry z ich fallusów. Poprzez ten sympatyczny spocik mogłam poznać wielu długokutasych znajomych, a także parę okolicznych lachociągarek, które służbowo zazwyczaj poruszają się po korytarzach urzędów, czy bardziej wpływowych firm. Mój anus lekko zaczerwieniony po ostatniej nocy nie protestował jednak podczas podcierania i obmywania tyłka poczułam, że Józek wcale tak mocno nie rozjechał mi dupala, więc czując ulgę po finalnie skutecznie zakończonym rzucie o porcelanę, postanowiłam poruszać nieco paluszkiem swą vaginę, gdyż nikt z pięciu wczorajszych nieszczęśników pomimo wylewnego wytrysku, nie zdołał mnie, ani żadnej z koleżanek doprowadzić do ekstazy. Kłopocząc się około 15 minut ze swą nienasyconą cipką, stwierdziłam jednak że po co mam się przemęczać produkując się nadaremno. Postanowiłam zatem poszukać alterntywnych rozwiązań. Wyszukałam w książce telefonicznej firmy specjalizujące się w wytworzeniu maszyn rolniczych: kultywatorów, bron, rozrzutników czy kombajnów. Aktualnie 80% polskiej produkcji maszyn rolniczych wykupują włoskie firmy, toteż pomyślałam że uda mi się zwabić jakiegoś italiańskiego delegata na naszych ziemiach. W nadchodzący weekend miał też się odbyć zawody lekkoatletyczne w biegu przez przeszkody pod naciskiem goniącej ekipy skinheadów, moherowców i fanatyków ojca Tadzia z Torunia. Więc tym bardziej zwiększała się szansa na zapoznanie kogoś takiego jak Diego, włoskiego temperamentowego ruchacza bez zahamowań Pokręciłam się nieco po dworcu autobusowym, na którym to co godzinę przyjeżdzał autobus pełen włoskich kiboli, którzy mieli dopingować swych biegaczy. Wielu z nich przyjechało już wcześniej z powodu na problemy z zakwaterowaniem w wiejskich przybudówkach, hotelach klasy C i innych gorszej jakości apartamentach. Stojąc nieco zakłopotana na dworcu autobusowym zostałam trącona przez jakiegoś opryszczka ledwo co mogącego wypowiedzieć słowo przepraszam. Jednak po dłużyszym przypatrzeniu się kolesiowi i krótkiej rozmowie zapoznawczej, okazało się że jest to biznesmen z Sycylii, który przyjechał zakupić trzydzieści sześć ciągników wraz z maszyną do ukręcania sianokiszonki. Jako że zawody miały się odbyć za parę dni, a jego interes miał zostać sfinalizowany dopiero po zakończeniu całej imprezy, toteż chłopak postanowił pozwiedzać sobie nieco tą sławną na Europę całą krainę Lecha, Jarka, Romana i Andrzeja. Czemu nie... możemy pozwiedzać ... mogłabym Cię oprowadzić po niektórych niedostępnych miejscach... ale najpierw bym chciała sprawdzić jaką masz długość penisa - pomyślałam szybko... Zaproponowałam Lucowi odwiedziny w moim skromnym mieszkanku. W międzyczasie Luca oddelegował swojego bonzo-alfonsa, który nosił jego bagaże do hotelu. W mieszkanku pięknie układała nam się konwersacja, a sama nauczyłam się prostych włoskich zwrotów. Korzystając z okazji, że udało mi się ściągnąć Lucę do siebie, postanowiłam tą sytuację wykorzystać i przebrałam się w odzienie, w którym zazwyczaj ćwiczę yogę, tai-chi i kamasutrę z sąsiadem. Widać było że na mój widok Luka przełknął ślinkę, a moje fikuśne majtochy rozbudziły w nim namiętne spojrzenia. Teraz jego oczy wędrowały z góry na dół, aż do momentu kiedy jego nos utkwił pomiędzy moimi wargami sromowymi. Ten biznesmeński maczugochuj zabrał się konkretnie do roboty, w odróżnieniu od polskich biznesmenów, którym nawet po długotrwałej prezentacji swojego wygolonego ciałka, nawet nie chce stanąć. Zupełnie jak w naszym hymnie - z ziemi włoskiej do Polski (choć ostatnio to ponoć z ziemi polskiej do Bolski) przewiózł w nadjądrzu wiele mililitrów spermy ten wiejski biznesmen. Nieważne czym się zajmował, lecz jak długiego miał peni</description><guid isPermaLink="false">{1530f873-6865-eeb0-bb2d-a7579ba05125}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 06:07:15 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywaczki.pl - Włoski krasokutasy mówca - Diego</title><link>http://www.podrywaczki.pl/main.html?kod=sexohol.cb</link><description>Wiatr potargał mi dziś włosy, kiedy przechadzałam się po pobliskim parku, w którym wariowało stado bachorów, psy srały właśnie na chodniku zamiast na trawie, a wśród okolicznych chaszczy dało się słyszeć słowa "k**wa znowu ten c**j obniżył cenę skupu aluminium", któremu towarzyszyło siarczyste bekanie. Od Wisły tej bezśnieżnej zimy biło w nozdrza moczem, który już niemal w 40% stanowił składnik rzeki. Kiedy pośród drzew pojawił się ekshibicjonista - nawet nim się nie przejęłam - gość też zdziwiony, że nie udało mu się nikogo nastraszyć spokojnym krokiem poszedł w stronę zbliżających się z naprzeciwka studentek. Ten nieco zachmurzony nastrój rozkminił jednak pewien jegomość, którego spotkałam. Początkowo nie mogłam skojarzyć kim jest ten sześćdziesięcioletni, łysiejący okularnik. Jednak po chwili zadumy stwierdziłam, że może to być Marek Żelechowski - znany z epizodów w serwisie podrywaczki.pl ruchacz. Marek siedział właśnie w parku pijąc alpagę bramową zagryzając przy tym chałwą, przywiezioną dziś rano na rynek przez ukraińców. Przysiadłam się do Marka, któego poznałam podczas kręcenia ostaniego z epizodów. Znając nawijkę tego cenionego pisarza posłuchałam chwilę jego wywodu o Włochach i winie, których i on sam jest wielkim fanem. Chianti - mówił Marek, chianti, chianti - śpiewali Wojciech Młynarski i Łucja Prus; chianti jest nam najbardziej ze wszystkich włoskich win znane, lecz Włochy to przecież różne morza win do wypicia. Tym drugim, prawdziwym oceanem, dość dobrze w Polsce znanym, są wszelkiego rodzaju spumante i frizzante, wina mniej lub bardziej musujące. Ze względu na bąbelki mówimy o nich niekiedy "szampan", mylimy się gorzko. W przeważającej części (zwłaszcza tej, która do nas dociera) są to buzujące landrynki, płynne odpowiedniki buraków cukrowych, koglamogla, czy odpustowych lizaków. Na to nie ma rady, nobody is perfect; Włoch musi mieć codziennie swój kieliszek słodkiego musującego winiacha, który spełni jego potrzebę kiczu, wyrazi beztroskę, dobry humor i lekkość toczącego się dnia. Trzeba mu to darować, tak jak darujemy sobie chrapanie, brzydką sąsiadkę, czy wkurzających zbieraczy aluminium - wciągnąć wraz z nimi kieliszek prosecco i czekać, co się wydarzy lepszego. Zaczęłam słyszeć w głosie pana Marka że to chyba nie pierwsze winko tego dnia, zatem wraz z poprawiającą się pogodą i mi poprawił się humor. Udałam się zatem do okolicznych sklepów. Marek podąrzał gdzieś za mną, bo właśnie skończyła mu się flaszka. Idąc w kierunku jakiegoś sklepu stanął przedemną ciemnosóry brunet zapytując o pradwopodobnie o drogę, gdyż go nie zrozumiałam dokładnie mniej więcej tymi słowami (wolne tłumaczenie Marka, stojącego tuż przy mnie): Salutto Alcoholicco!(- Witam wszystkich Polaków.) Vale guppa(- Cieszę sie-) la viagra(-że jeszcze mogę-) blabla manipulazio.(-coś szczerze powiedzieć.) Grande betone(-Obecny Rząd-) spacero d�impotenzio,(-przechodzi trudności-) bobbo(-gdyż-gdyż-) maruderro allejaja(-ostatnie wydarzenia-) pornolo(-obnażyły-) vivaldidiletanto.(-skrzypienie władzy.) Uno lampucero(-Jedna posłanka-) espezia practico,(-nagrała rozmowę-) (?) alla striptizo,(-i pokazała-) Dobro a Ziobro(-że Prawo i SPrawiedliwość-) non orgasmo zamordenzio,(-nie daje rady rządzić,) a koperto fiutti(-werbując członków-) clicco interesante.(-innych partii.) Il dlatecco(- I dlatego-) xero curduplo directore,(-brat Prezydenta-) bonzo curduplo!(�) excomunico(-potępił-) Donaldo Plandecco,(-Platformę Obywatelską,) Gumofilco Karatte,(-Samoobronę,) a Morda Solare,(-i Andrzeja Leppera-) lamente:(-mówiącSmile Beretto furmane!(- Chłopie!) Ridzikko cikkore!(- Bój się Boga!) Uno curduplo labumcikcikko,(- Premier obiecuje-) la primo copulazio(-że jest w dobrych stosunkach-) Don Wonso Stiropiano.(- z Lechem Wałęsą.) Mega epilepsio,(- Jestem wstrząsnięty-) a studnia bexalala,(-i głęboko wzruszony-) sauna libacio.(-gorącym przyjęciem.) Zaprosiłam gościa do siebie do chacjendy, gdzie zrobił mi dość długi wywód. Spodobał mi się nieco ten starzejący się frędzel. Pomyślałam sobie jakby to było kręcić śmigłem takiemu gościowi o ciemnej karnacji... Dlatego</description><guid isPermaLink="false">{940f8896-211b-9e42-908c-a809c4e98175}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 06:06:12 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywaczki.pl - Łysokutasty mechanik - Diamond</title><link>http://www.podrywaczki.pl/main.html?kod=sexohol.cb</link><description>Stary kumpel z dzielni - Diamond - wrócił właśnie z anglosaskich wojaży, a fakt że kieszenie jego pafnucych spodni wypełnione były niezliczonymi ilościami kapuchy, spowodował iż okoliczne menty zaczęły się kręcić wokół niego i jego samochodu. Niezbyt długo myśląc Diamond drapiąc się po jajach podczas przeglądania gazet z pomysłami na własny biznes - zdecydował się wreszcie na otwarcie własnego warsztatu samochodowego. Tym samym ubiegł nieco swoich znajomych, którzy namawiali go na inwestycję w plantację dyni, kupno traktora Bielarus, czy też włożenie pieniędzy na nieoprocentowane konto Szkolnej Kasy Oszczędności. Odwiedziłem zatem starego kumpla z flaszeczką janka 3 sobieskiego. Ten uwalony po uszy w smarze, syfie i wąglikach stary zbereźnik kuł właśnie ściankę w kanale wielkiego garażu, który właśnie wykupił i starał się dostosować do warsztatowych warunków. Silne uderzenia młota i przecinaka przerywane były siarczystymi bluzgami i drapaniem się po jajcach. Po rozpracowaniu 0,7l kumpel Diamond przyznał się, że od momentu powrotu do kraju pyta mu nie opada gdy widzi polskie fajne dupencje. A że nie dmuchał ostatnimi czasy żadnej dupci, toteż na myśl ostatnio coraz częściej mu przychodzi samozadowolenie. Ależ ile czasu można walić konia, skoro wokół krąży tyle zacnych dupek. Kiedy wypowiadał jeszcze ostatnie wyrazy zdania - do naszej kanciapy weszła jakaś klientka, kręcąc dupcią podeszła do Diamonda minąwszy mnie bez powitania. Gdy spojrzała mu w tą zarośniętą i brudną mordę, z której świeciły się jedynie oczy i zęby, odrzekła - trzymając w rękach deskę, iż pragnęłaby sobie tą deskę nieco przyciąć. Niewiele kombinując Diamond zaprosił śliczną klientkę do kanału w którym dokonywał ostatnich pociągnięć młotem. Seksownie wyglądająca lachociągara weszła nie podejrzewając niczego do środka, gdzie rzucił się na nią z jęzorem nasz głównych bohater. Chędożyć się zachciało widocznie obojgu, gdyż w mgnieniu oka przenieśli się pięterko wyżej na kocyk, który kilka dni wcześniej Diamond wyciągnął ze swojego fajnasiarskiego Wartburga, którego sprzedał po powrocie do ojczyzny. Posuwisto zwrotne ruchy, które odbyły się bez naoliwioania spowodował zachyt i zadośćuczynienie pragnień obojga. Piękny strzał w oko szybko zniknnął z oka sympatycznej dupeczki, a w międzyczasie Diamond przyciął obiecaną deseczkę do odpowiedniej długości... . </description><guid isPermaLink="false">{e06333b-c77a-417a-ed5e-50a1ffe5bc92}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 06:05:19 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywaczki.pl - PKSowy ruchaj-dyliżans cz.6 - Liliput</title><link>http://www.podrywaczki.pl/main.html?kod=sexohol.cb</link><description>Wychodząc z kanału naprawczego ten niewielkich rozmiarów człowiek, otarł się lekko swym długim centkowanym fallusem o drabinkę i poczuł, że pytong ma chęć na niezłą zabawę. Ileż można jechać na ręcznym, nie mając żadnej dupeczki pod ręką. Filozoficzne wywody z ksiązki Marka żelechowskiego - O psie który rozbił wino na schodach - którą właśnie kupił w kiosku wprowadziły go nieco w stan całkowicie innej świadomości. Takie właśnie pierdy strasznie go inspirowały. Absolut jest istotą samoistną, która wszystkie racje do swego istnienia ma w sobie. Tu ważna jest koncepcja ISTNIENIA ABSOLUTU. Czyli należałoby zapytać CZY ISTNIEJE TAKI BYT SAMODZIELNY W ISTNIENIU? Do problemu istnienia ISTNIENIA podchodzi się na dwa sposoby: FILOZOFICZNY i METAFILOZOFICZNY (język o języku, teoria o teorii, to metateoria). Otóż wielu filozofów, lub filozofujących logików sprawę istnienia, bądź nieistnienia rozstrzyga na poziomie nie języka, lecz metajęzyka, nie na teorii bytu, tylko na metateorii bytu. Przy czym jeśli chodzi o kryteri pojawia się mnóstwo możliwości, od kryterium, jak rzeczywiste, oczywiste  (np. to będę tylko uważać, uznawać za prawdziwe, co jest oczywiste), dalej to co jest intersubiektywnie oczywiste, dalej jest kryterium pochodzenia społecznego (wszystko jest prawdą co służy chłopu i robotnikowi) materializm dialektyczny, kryteria społeczne, pragmatyczne, utylitarne. Cała koncepcja łączenia prawdy z kryteriami jest odpowiedzialna za sceptycyzm. Utożsamienie, on próbował przez kryterium uznać dowód. Tymczasem i to się nie sprawdza, nie wystarcza samo sprowadzanie do kryterium. Definicja prawdy od razu wyklucza wszelkie kryteria, bo ona jest niediagnostyczna: Zdanie p jest prawdziwe gdy np. : zdanie: Życie na marsie jest prawdziwe gdy na Marsie jest życie. Nie ma kryteriów dla prawdy. Pierwsi sceptycy starożytni mylili kryteria z prawdą. Marzeniem małego liliputa było teraz spotkać autora tej książki i wejść z nim w dyskurs. Są pewne prawdy objawione, które chciał przekazać autorowi swoje rozmyślania w tym temacie. jednak czas już naglił i liliput musiał zdecydowanym ruchem ręki zdjąc wszelkie brudy spod napletka, drugą ręką zdjąć z siebie łachy, w które się zaszył przychodzac na swoją zmianę. Przechodząc koło kwiaciarni jeszcze chwilę pomyślał o swojej ślubnej. Myślał o prezencie dla niej i jaki w zamian mógłby uzyskać Lecz jeżeli żona tudzież dziewczyna zapyta się Ciebie jaki prezent chciałbyś dostać, to odpowiedź, że cycatą blondyneczkę na dwie godziny, nie jest najlepszą odpowiedzią. Nie przejął się jednak tym i uderzył jak zwykle po pracy prosto na PKS. Podczas jazdy i wesołego podskakiwania pewna dupeczka zaproponowała wszystkim współprasażerom lodzika. Zaskoczony tą propozycją niewielkiego wzrostu ruchacz poczuł się zaszczycony ofertą, co umożliwiło mu pełne pokazanie zdolności popychawczych. Na miejscu ten niewielkiego wzrostu ruchajdło wskoczył na laseczkę obsługując ja z każdej strony... Tak oto Liliput został nadwornym ruchaczem i podpisał kontrakt na kolejne odcinki... </description><guid isPermaLink="false">{4f7f18c6-f02a-8111-11ce-5ff8280ed86b}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 06:04:38 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywaczki.pl - PKSowy ruchaj-dyliżans cz.5 - Smoliwąs</title><link>http://www.podrywaczki.pl/main.html?kod=sexohol.cb</link><description>Wąsem kręcąc smoliwąs wyszedł właśnie z dworcowego szaletu, gdzie odurzał się zapachem moczu i wymiocin miejscowej menelni. Siedział cicho przez ostatnią godzinę na klopie czytając gazetę dworcową, stanowiącą praktyczny poradnik domowy dla gospodyń wiejskich. Siedział na tyle długo, że tyłek przywarł mu nieco do muszli klozetowej, a wspomnień czar w tej sympatycznej atmosferze wywołał reminiscencję czasów studenckich kiedy to jako na jajecznicę studencką był bardzo prosty przepis: otworzyć lodówkę, podrapać jajka, zamknąć lodówkę. Jednak bardziej mu przypadły porady, które na codzień można przecież wykorzystać kręcąc się tu i ówdzie. Smoliwąs dowiedział się między innymi, iż regularne oddawanie stolca, częste opróżnianie pęcherza też dodatnio wpływają na samopoczucie kobiety. Trzeba też koniecznie i obowiązkowo mieć w domu oddzielną dużą miednicę do mycia się i mniejszą miedniczkę do podmywania, natomiast karmienie w miednicy prosiąt, cieląt lub kur jest niedopuszczalne. Do wycierania nóg powinno się mieć ręcznik lub czystą ściereczkę. Nie można używać do tego celu ścierek do garnków. W zasadzie powinno się chodzić jak najwięcej z gołą głową, jednak do przyrządzania posiłków i dojenia krów należy zakładać na głowę cienką chusteczkę. Pończochy i skarpety powinny być czyste, aby nie cuchnęły potem. Gdy się drą, trzeba je wycerować albo wprawić całe pięty, a nawet stopy z cholewki starej pończochy. Częstość zbliżeń małżeńskich jest zależna od wieku, temperamentu, stanu zdrowia, wykonywanej pracy itp. Nie ma co do tego jakichś szczególnych zaleceń poza tym, że najodpowiedniejsze są godziny wieczorne przed snem, aby małżonkowie mogli wypocząć do rana. Stroną kierującą w intymnym życiu małżeńskim jest mężczyzna, bo tak jest zbudowany i takie już jest prawo przyrody. Do obowiązków małżeńskich kobiety należy współuczestniczenie w zbliżeniu płciowym, a nawet troska o nadanie mu atrakcyjniejszej, bardziej estetycznej i higienicznej oprawy. Srodki zapobiegające ciąży (srodki antykoncepcyjne) można nabyć w każdej aptece bez recepty, inne dla mężczyzn, a inne dla kobiet. Dla mężczyzn są osłonki gumowe czy nylonowe, tak zwane prezerwatywy, lecz i ten środek nie jest całkowicie pewny, bo osłonka może pęknąć. Jak może mąż dbać o żonę? Po pierwsze: nie ciągać żony bez nadzwyczajnej potrzeby do ciężkich prac w polu i w obejściu. Weźmy przykładowo nakładanie na wóz gnoju lub rozrzucanie go po polu. Majtki powinna nosić w zimie i w lecie każda kobieta, młoda czy stara. Chronią one organy rodne kobiety przed przeziębieniem i przed dostaniem się do nich kurzu z różnymi zarazkami Można sobie u kupnych majtek podłużyć nogawki doszywając kawałki ze starych tegoż koloru lub dorobić szydełkiem czy na drutach. Majtki powinny być zawsze czyste. Aby się w kroku szybko nie zabrudziły i nie cuchnęły moczem, nie trzeba po oddaniu moczu podrywać się za prędko, ale osuszyć krocze specjalnym papierem higienicznym, ligniną czy kawałkiem starej, czystej szmatki. Praktyczne mężatki przygotowują sobie czyściutką szmatkę lub specjalny miękki ręcznik do wytarcia się od dołu zaraz po stosunku z mężem (ruchem w tył ciała), by nie wycierać się koszulą i nie brudzić pościeli. Podpaski można nabyć gotowe, ale każda kobieta może sobie także je bez żadnego kosztu sama uszyć. Głowę należy myć przynajmniej co 2-3 tygodnie specjalnym szamponem do włosów lub delikatnym mydłem. Gnidy - bardzo szpecą kobietę, bo są jakby szyldzikiem z napisem, że we włosach jest albo było robactwo. Nie powinno się trzymać w jamie ustnej zepsutych zębów ani korzeni - trzeba je usunąć. Gdy nie ma własnych zębów, powinno się wstawić zęby sztuczne. W lecie dobrze jest zwilżyć piasek czy trociny wrzątkiem odchody drobiu wnosi się potem do sieni i do izby. W dodatku w lecie ściągają do tych resztek chmary much z całej okolicy, cisnąc się drzwiami i oknami do kuchni, gdzie z nogami umazanymi w kurzym pomiocie łażą po naszym jedzeniu i wpadają w garnki. Nie można pozwolić na to, by tuż przed progiem dzieci załatwiały swoje potrzeby naturalne. Ustęp w obejściu potrzebny jest bardzo domownikom, a prze</description><guid isPermaLink="false">{eb0fb432-36de-23a3-3a6-245f97ed15f9}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 06:03:41 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywaczki.pl - PKSowy ruchaj-dyliżans cz.4 - Gajowy Borucha</title><link>http://www.podrywaczki.pl/main.html?kod=sexohol.cb</link><description>Wracając jak zwykle znany w szerokim kręgu pisarzy, poetów, artystycznej śmietanki towarzyskiej jak i pośród leśników, związków i stowarzyszeń grzybiarzy, fanów jodeł świerków, modrzewi i limb wracał ze spotkania półliterackiego Marek Żelechowski zwany gajowym borucha. Spytacie dlaczego go tak nazywano? Bo ... Wiadomo o co chodzi :D. Cień świadomości rzeczywistości, który mu pozostał tego poranka pozwolił mu na minięcie bardzo rozległym okręgiem grupy miejscowej żulerki, która pod sklepem czaiła się aby skroić właśnie takich ledwo ciepłych obywateli. Marek widząc patrol straży miejskiej i policji zdołał wypowiedzieć zwięzłe wyrażenie o wy ch.., otrzeźwił go nieco fakt, iż patrol skierował się w jego stronę grożąc mu palcem. Jednak zgubił ich w tłumie maskując się pośród zaspanej góniczej gawiedzi, która właśnie udawała się na ranną zmianę do kopalni odkrywkowej węgla kamiennego. Umorusany w  górniczej sadzy gajowy borucha odwiedził poblisku sklep monopolowy, gdzie duszkiem na miejscu wywalił browara, bo właśnie go zaczął już łapać kac, po czym żywszym klinowym krokiem udał się w kierunku dworca autobusowego, aby w końcu odwiedzić swoją kolejną małżonkę, oraz syna, któremu dzisiejszego dnia postanowił uświadomić ręcznie aby skończył z kryminalno - recydywistyczną ferajną i zabrał się za coś pożytecznego - pisanie książek, układanie towarów w hipermarkecie lub też zbieranie nadgniłych spadów jabłek w gospodarstwach rolnych. Tuż po dojściu do dworca i wykupieniu biletu oddał się uciesze uwolnienia moczu pod dworcowym murem. Pogrzebał chwilę w kieszeni, gdzie znalazł zawieruszony kiep z ostatniej imprezy. Paląc końcówkę extra mocnego przełożył jajka z nogawki do nogawki, gdyż zakładając gacie po pijaku nie zauważył żółto-brązowych plam i zgodnie z zasadą żółte na przód, brązowe na tył winien być założyć majtochy na tyłek. Nie zważając jednak na aktualne niedogodności Marek ruszył dalej odwiedzając po drodze kiosk, gdzie na pierwszej tapecie leżała codzienna szmatława gazeta. Na ostatniej stronie widniało zdjęcie nawalonego w 3d Marka obmacującego jakąś małolatę pod tutejszą dyskoteką. Zbystrzał wnet Marek orientując się że albo ktoś go robi w babmbuko albo to fotomontaż. Z nieco podniesionym ciśnieniem udał się na pobliski przystanek PKS, gdzie czekała sympatyczna ciemnowłosa dupeczka. Klepiąc laskę po tyłeczku, zaraz po wejściu do PKSu pomyslał sobie - normalnie ją za cipę złapałem, ale żeby od razu o tym w gazetach pisać... coś tu było nie tak.. Tuż obok artykułu dotyczącego ataku dwudziestocentymetrowych penisów na lokalny sexshop, które dziurawią prezerwatywy. Cóż.. nie ma co brać do głowy takich bzdetnych informacji. Zabarłożył się Pan Marek gdzieś na ostatnich siedzieniach PKSowego dyliżansu. W alkofetorze jazda mijała bardzo szybko, kiedy to po raz kolejny ktoś poruszył Marka za nogawkę, ten zamachnął się, lecz jego ręka zatrzymała się tuż przed twarzą wąsatego gościa, który spytał czy aby przypadkiem nie zachciało by mu się popchnąć od tyłu atrakcyjną dupeczkę. W jednym momencie przez jego głowę przeleciało stado myśli, bił się z wizją kolejnej kompromitacji w gazetach, więc początkowo Marek stwierdził, że nigdzie nie idzie. Lecz kiedy uzmysłowił sobie, że miałby właśnie lekko popchnąć laskę, której dał klapsa tuż przy wejściu do PKSu - to czemużby nie. Marek obudził się, kiedy już cała ferajna siedziała przy stole sącząc energetyczne soki. Zza pazuchy wyłoniła się flaszeczka Marka, którą obalił niemal duszkiem, a wyjmując sztuczną szczękę na stół zabrał się odrazu za minetkę. Bez ogródek wkleił swe ślepia w uda Magdy podróżniczki, która tego dnia miała nietęgie zadanie. Po dokonaniu czynu lubieżnego wielki krakowski poeta zrobił wywód na temat swojej prostaty, swych książek i życia wogóle. Wszyscy pasażerowie zgodzili się zakupić Markowe książki, z których dochód przejdzie na pokrycie długów Marka... !</description><guid isPermaLink="false">{cb1081bd-8b78-3809-60f1-5d09fa2cb436}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 06:02:48 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywaczki.pl - PKSowy ruchaj-dyliżans cz.3 - Kolczykochujec</title><link>http://www.podrywaczki.pl/main.html?kod=sexohol.cb</link><description>Kolczykochujec znany w środowisku spawaczy jako bezwzględny i bezkompromisowy libator i monter różnego rodzaju udziwnień w swoim domu, jechał tego dnia jak zwykle pksem do roboty. Jako że dość długo musiał czekać na przyjazd spóźnionego autobusu, to przepuścił wchodzącą do środka dupeczkę, po czym opierniczył kierowcę za to oczekiwanie. Kolczykochujec rozmyślał właśnie o planach zamontowania nowego rodzaju zestawu konstrukcji rur w domu, które umożliwiałyby mu zdalne sterowanie mechanizmem montującym kolczyki i inne piercingowe zestawy w dowolne miejsca ciała. Kolejnym etapem urozmaicenia całego zestawu byłoby wprowadzenie możliwości bodypaintingu w wewnętrznych wargach sromowych, co wymaga bardzo precyzyjnych narzędzi, a byłby to wynalazek na skalę światową. Aktualnie oprócz swoich kolczyków w jajkach oraz żołądziu, Kolczykochujec mógł pochwalić się kilkunastoma kolczykami w uszach, nosie, brwiach, powiekach, odbycie. Jednak na codzień do pracy spawalniczej preferował jedynie wygodnie okolczykowanie jajek i uszu. Zmieniając co chwilę nogę na nogę - gdyż nowy kolczyk przygniatał mu prawe jajo - kolczykochujec dostrzegł iż dupeczka, którą przepuścił przed wejściem do autobusu przeczesuje się masując sutki. To ewidentnie utrzymało go w przekonaniu iż dzisiejszy dzień spędzi dość obficie rozrzucając spermę po kątach. I miał rację. Za niedługi czas kierowca poinformował wszystkich pasażerów, że zamierza zboczyć z trasy aby wszyscy pasażerowie płci męskiej skosztowali cipki jedynej pasażerki na pokładzie. Przez chwilę zastanowił się kto przespawa dziś przedni zderzak w tirze w robocie, lecz po chwili zadzwonił do kierownictwa z informacją, że bierze dziś urlop kacowy. Cała ekipa pojechała do chacjendy pod lasem, gdzie siedząc przy energetycznych napojach każdy z pasażerów już sobie wyobrażał jakby tu cyknąć tą sympatyczną współprasażerkę... Kiedy nadszedł czas kolczykochujca, ten ściągnął gacie ukazując pełne okolczykowanie w całej swej krasie. Ssańsko, macańsko i po kilkunastu minutach kolczykochujec mógł już kulturalnie rozrzucać spermę po wszystkich kątach pokoju.... !</description><guid isPermaLink="false">{dc5d5d62-8694-2fb4-cc4b-87c22a8bef96}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 06:01:47 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywaczki.pl - PKSowy ruchaj-dyliżans cz.2 - Łysol</title><link>http://www.podrywaczki.pl/main.html?kod=sexohol.cb</link><description>Z gąszcza pasażerów, którzy postanowili uprowadzić pks wyłonił się kolejny kandydat do zerżnięcia. Łysy misiowaty młody rzezimeszek dość przypadkiem trafił do PKSu, którym podróżowali kandydaci do zerżnięcia. Łysol chciał tylko pojechać autobusem do fryzjera, lecz wsiadł do nieodpowiedniego autokaru. Tuż przed wejściem do autobusu jakiś stary moher poinformował go błędnie, iż ten autobus jedzie w kierunku Drwala, gdzie Łysol chciał sobie wystrugać kija baseballowego. Jako że jest starym kibolem - chuliganem i lubi obijać buźki starym babciom. Tym razem nie miał takiej możliwości, gdyż autobus już odjechał mu bardzo daleko. Lekko poddenerwowany Łysol w drodze w siną dal rozmyślał jakby tu spędzić noc z koleżanką z klasy, która właśnie przyjechała na zlot wampirów do Krakowa. Kumpela była starą fanką klimatów BDSM i podobnych, więc Łysolowi pozostało jednynie rozmyślanie czy w osiedlowym sexshopie zakupić wibrator analny, imadło, czy też bieliznę skórzaną i bat. W międzyczasie Łysol zauważył niezłą dupę siedzącą z przodu, której jakiś namolny brodacz ciągle coś nawijał na ucho. Łysol pomyślał że chętnie pyknął by taką dupencję od tylca - jeśli tylko jego penis poniżej przeciętnych rozmiarów wytrzymałby taką próbę rozciągania. Kiedy zdziadziały brodacz podszedł do kierowcy ten momentalnie się zatrzymał inforumjąc wszystkich pasażerów, że właśnie on i jego wspólpasażer mają ochotę na małe dymanko z panią, która siedziała z przodu. Reszta pasażerów z huralnym śpiewem orzekła iż właśnie wszyscy mieli chęć zrobić to samo. Tak to po kilkunastu minutach cała ekipa pasażerów znalazła się w jakimś mieszkaniu, gdzie laseczkę zaczął posuwać jakiś napakowany gość. Zaraz po tym Łysol zabrał się za robienie minety lasce, która jeszcze nie zdążyła się podmyć po wcześniejszym gościu. Nie przeszkadzało to jednak Łysemu, który podobnie jak poprzednik miał kłopoty ze wzodem. Nie pomogły płyny orzeźwiające, ani też viagra. Pyta nie mogła stanąć i koniec. Być może to przez efekt Czernobyla, który coraz bardziej zaczynał dotyczyć coraz większej grupy społeczeństwa uniemożliwiając spuszczanie się do oczodołów, we włosy, a także jak i z samym wzwodem.!</description><guid isPermaLink="false">{e38da397-474c-f6d-812f-600e647d2011}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 05:59:57 GMT</pubDate></item><item><title>Podrywaczki.pl - PKSowy ruchaj-dyliżans cz.1 - Metanabolarz</title><link>http://www.podrywaczki.pl/main.html?kod=sexohol.cb</link><description>Czekając na autobus pks do Chrubieszowa, gdzie jak wszyscy wiedzą mieszka główny prowodyr awansu polskiej reprezentacji na Mistrzostwa Świata w Niemczech, przeszła mnie przez chwilę myśl na małą orgietkę. Nie mówię o orgii z 6 czy 8 jutrznymi ruchaczami, lecz z kimś nietypowym. Najlepiej kimś zakręconym a jednak doświadczonym. Do tej roli jak ulał pasowałaby postać Borata, Jacka Gmocha czy też porucznika Borewicza. Jacek Gmoch i jego szczena tworzą niezapomniany wizerunek jedynie słusznego komentatora. Gdyby Pana Jacka wpakować do bryki razem z porucznikiem Borewiczem i wysłać na Mistrzostwa Świata w Niemczech - taki Podolski czy Klose mogliby iść lepiej na myjnie - prać zasyfiałą tapicerkę w samochodach polskich kiboli. Borewicz to najmocniejszy dowód na to, że kreatywność i dobry smak to dwie odmienne sprawy. Znany jest przecież zdubbingowany komentarz Jacka jak i porucznika krążący po sieci, w których to chłopaki nie przebierają w środkach ekspresji, dla nich nie ma ograniczeń i tematów tabu, a wręcz odwrotnie - upajają się widokiem beznadziejnych kiboli, koszmarną zagrywką bandytów, czy też pościgiem polskim fiatem 125 za ferrari itp. Ale inteligencja i odkrywczość kolejnych scen, wyrafinowanie przekazu tych obleśnych żarcików oraz formalna perfekcja całości, gdzie ani sekunda nie jest zmarnowana rzucają na kolana. Kwestią percepcji i kulturowego backgroundu jest ile wyniesiemy z tej parodii: ktoś zaśmieje się przy "albo robisz albo nie", a ktoś przy "a skąd masz taką koszulkę Pumy?" lub "coraz trudniej dupę wyrwać na mieście, fajny tornister kochanie". Ale właśnie uniwersalność stanowi tu największą siłę. Bo kto nie kojarzy "poka poka", "fajna fajna taka małolatka", "weź parę popisów strzel na szosie", "może Karol coś załatwi", "trochę higieny dziewczyny", "no do chuja Wacława" i zwłaszcza "sie gra, sie ma"? I fakt, że wszystkie te kultowe odzywki pochodzą z tego samego filmiku ostatecznie objaśnia jego społeczny fenomen. Niewielu pasażerów tego dnia chciało pojechać tym samym dyliżansem. Autobus wciąż nie nadjeżdżał, a wokół mnie zebrało się kilku ponętnie wyglądających panów, którzy - nie ujmując niczego Jackowi - ewidentnie domagali się masażu, lizanka i dymanka. Ich twarze i oczy mówiły - chciałbym cię pyknąć mała... Aby nieco podkręcić przystankową atmosferę postanowiłam niczym porucznik Borewicz odchylić rąbka tajemnicy co zakrywa ma sukienka. Kiedy nadjechał PKS, a ja do niego wsiadałam, chłopakom ukazał się mój nagi tyłeczek, który prawdopodobnie nagle wywołał świąd w okolicach jajek pasażerów, gdyż niemal jednocześnie wszyscy mężczyźni stojący na przystanku zaczęli tarmosić swoje wacki w spodniach, na ich twarzach ukazał się rumieniec, a z ich ust zaczęła wychodzić obfita piana. Juz podczas jazdy zerkając na mnie kuso pasażer z naprzeciwka wychylił się nieco z siedzenia rzecząc mi na ucho, iż mój tyłeczek spowodował wytrysk w jego onucach, a że dopiero startowaliśmy wpadł na pomysł żebyśmy gdzieś wyskoczyli w międzyczasie. Jako że sześciu panów, z którymi podróżowałam między sobą ustaliło iż dłużej nie wytrzymają ze mną w autobusie, toteż kolektywnie postanowili, że niczym porucznik Borewicz staną na wysokości zadania i dla dobra ogółu porwą autobus i zabiorą mnie na ponętną przejażdżkę. Jako że tego dnia miałam troche wolnego, toteż zgodziłam się bez dwóch zdań. Kierowca akurat zagadał zbliżającego się niedoszłego porywacza, czy nie ma przypadkiem gdzieś jakiejś dupeczki w okolicy do zerżnięcia, bo tego dnia tak mu wór zjełczał, iż nie ma zmiłuj - musi zakisić swojego ogóra. Tak się sympatycznie złożyło, że na pokładzie naszego pksu byłam właśnie ja :D. Dlatego też zjechaliśmy z trasy udając się w sympatyczne miejsce na casting na najlepszego ruchajpasażera PKS. W sympatycznym gronie wytypowaliśmy kierowcę pksu - umięśnionego metanabolarza. Metka w w mięśniach tego pana krążyła co wieczór, kiedy wychodził z siłowni. PKSem jeździ juz od 5 lat, toteż miał okazję zaobserwować różne dziwne sytuacje - od tych, gdzie grzybiarki przy szosie wystawiały zady tylko po to, żeby przeładowany autobus się zatrzymał i je</description><guid isPermaLink="false">{3b688db3-9283-5cf-d00-bc4853ebd6b6}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 06:00:07 GMT</pubDate></item><item><title>Blow-job.pl - Epizod 62: Luiza - dobry lodzik za darmo!</title><link>http://www.blow-job.pl/entry2.html?kod=sexohol.cb</link><description>Gdy kuśka ciśnie się bezpardonowo na rozporek - nie ma dłużej podtrzymywać tej mało komfortowej sytuacji, gdyż może się to skończyć niekontrolowaną sytuacją. A takie akcje przecież niejednokrotnie zdarzają się podczas podróży autobusem. Gdy tego wilgotnego jak dziewicza cipka wieczora wybrałem się na ulice Londka zdumiałem się, gdy pośród tłumu spieszących z pracy do domu londyńczyków zauważyłem parkę, która przy skwerze głównym dość namiętnie się całowała. Ona gładząc go po pycie już szykowała się do zgięcia kolana w celu naocznego przetestowania istniejącej możliwości zasmakowania odoru męskiego krocza, a on bezczelnie pośród przechodniów, drugą ręką przygarniał głowę niebieskookiej czarnulki do swego krocza coraz mocniej. Parka nie robiła sobie niczego z krzywo patrzących na nich londyńczyków. Właśnie dziewczyna miła rozpinać rozporek - podbiegłem nawet obok aby się załapać na jakieś publiczne obciąganko - lecz właśnie w tym momencie kątem oka zauważyłem jaskrawozielone mundurki angielskiej policji, która w trybie natychmiastowym udzieliła kochającym się reprymendy, wystwiła mandat i odwiozła na komisariat. Miałem nieco szczęścia, bo prawdopodobnie wystawiając swą kuśkę na pokaz publiczny zostałbym deportowany. Emocje wzięły górę nade mną i chcąc - nie chcąc złapałem za jędrne pośladki przechodzącą właśnie obok studentkę londyńskiego koledżu. Jej uśmiech i brak negatywnej spontanicznej reakcji na mój nieprzemyślany czyn wywołał jeszcze więcej huuraoptymizmu, z którym to udałem się na zaułek. Tu pośród ciasnych uliczek i poruszających się w niewielkich odległościach od siebie anglosaskich taksówek, dojrzałem zakłopotaną ciemnowłosą lasencję. Wpadłem na genialn pomysł, aby zapytać ją o godzinę, ilość posiadanego rodzeństwa, czy sposób domowej hodowli borsuka, lecz zanim cokolwiek zdążyłem wydobyć z gardła, zostałem brutalnie naciągnięty przez Luizę na zakup karty przewozowej za pięć funciaków, która umożliwiłaby mi swobodne poruszanie się po całym Londku. Bez wahania przstałem na jej propozycję, jednak zasugerowałem abyśmy się udali prosto do mojej hacjendy, gdzie trzymam całą gotówkę. Po drodze mogłem się dowiedzieć, że Luiza pochodzi z marokańskiej rodziny garncarzy, z których to większość trudniła się wypasem owiec, sadzeniem kaktusów i piciem ogromnych ilości alkoholowych specyfików. Nie widząc możliwości rozwoju i kształcenia się w fachu garncarsko - owczym, Luiza postanowiła wstąpić w szeregi chórzystów Armii Czerwonej, którzy to przejazdem zawitali w jej rodzinnych stronach. Wraz z nimi podróżując po świecie, poznała plemię afrykańskich, długokutasych pigmejów, którzy pomimo bardzo niskiego wzrostu posługiwali się pięćdziesięciocentymentrowymi penisami. Tak jej zaimponowali, że postanowiła zostać w Afryce, by po kilku miesiącach przyjechać do Londka w poszukiwaniu kwiatu lotosu, wysokozmineralizowanych psich kup, oraz przydatnego przy kształtowaniu wzorów w garncarstwie - pazurów jeżozwierza. Póki co siedzi w Londku pozanając nowych ludzi i czerpiąc inspiracje z obscenicznych gazet hedonistycznych, kształtuje swą osobowość w tańcu i śpiewie, recytując wiersze w tutejszym teatrze nowoczesnym. Rozilczając się za kartę podróżniczą postnowiłem przedstawić jej dziesięciokrotnie większą finansowo propozycję w zamian za dokłądne wylizanie pyty. Znając już jej otwartość na nowych ludzi i nowe wyzwania Luiza bez odpowiedzi zdejmując odzienie wierzchnie sięgnęła po mą pytę. Ubijania masła trwało w kilkanaście minut w różnorakich pozycjach, czego efektem końcowym było spermowe zwieńczenie jej oralnego wysiłku fizycznego na twarzy. Dziś siedząc i słuchając w teatrze jej śpiewu, nieraz nachodzi mnie chęć by zeszła ze sceny na dół do mnie i twarzą swą przykryła rozporek...</description><guid isPermaLink="false">{ca85cf24-67ad-5727-d128-12238b1790c5}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 06:31:36 GMT</pubDate></item><item><title>Blow-job.pl - Epizod 61: Lelya trzepie giełdowego leszcza!</title><link>http://www.blow-job.pl/entry2.html?kod=sexohol.cb</link><description>Nasza ekipa kombinując w Londku zdroju parę tygodni zarobila okolo 1000 funciaków, a że postanowiliśmy jakąś tą kasę zainwestować żeby przynajmniej w zcęści zrekompensować sobie straty, jakie poniesliśmy przyjeżdzając tutaj (napad hodowców trzody chlewnej na sąsiedni sklep z wieprzowiną), toteż zaprosiliśmy w swe skromne progi Toniego. Tonny jest starym znajomym, maklerem giełdowym, który nie tylko dobrze potrafi doradzić w co zainwestować ten nasz krnąbrny szmalec, lecz także dobrze potrafi wymachiwać pytą. Znając upodobania sexualne Toniego postanowuiliśmy zaprosić go do siebie i zaprezentować mu kolekcję wibratorów analnych i damskich podwiązek, które przywieźliśmy z ojczyzny na handelek. Wielce się ucieszył nasz podstarzały pierdziel, dlatego też zaczął nawijać nam o możliwości zainwestowania naszych funduszy w plantację trzciny, hodowlę kangurów, bądź też - co wydawało nam sięnajbardziej rentowne w krótkim okresie czasu - w finansowe kontrakty terminowe oraz inne równoważne instrumenty finansowe rozliczane pieniężnie, umowy forward dotyczące stóp procentowych, swapy akcyjne, swapy na stopy procentowe i swapy walutowe. Zaczął nam właśnie wyjaśniać po kolei o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi, kiedy to zadzwoni trzykrotnie po dwókroć ktoś do drzwi. Otwierając drzwi Tonny miał już w kieszeni przygotowaną pięść na złoczyńcę, którzy często ostatnimi czasy niepokoją tubylców. W drzwiach jednak zamiast bandziory stanęła zgrabna dupeczka, która przedstawiając się jako Leyla, zaproponowała domownikom niebanalne sprzątanie chaty, która w wyniku dotknięcia jej magicznej szmaty stanie się lśniącym grajdołem. Mając na uwadze fakt, że zakątek w którym mieszkaliśmy nie był od miesięcy sprzątany - nawet po Azerbejdżańskich poprzednikach, po których przejeliśmy pokój - zdecydowaliśmy się od razu, a Tonny płacąc tradycyjnie po angielsku - z góry - zaprosił szerokim wymachem ramienia w powitalnym geście tą sympatyczną sprzątaczkę do środka. Faktem jest, że za taką usługę Leyla zazwyczaj pobiera opłatę w wysokości 345 rupii indyjskich, czyli w przeliczeniu na funciaki jest to równowartośc 12 funtów szterlingów. Niestety ani Tommy ani nikt z naszej ekipy, dlatego też dla równego rachunku Tommy zaproponował niewiaście, oprócz dokładnego wyczyszczenia mieszkanka, masaż pyty wystawionej z majtochów. Całkowicie nieobrzuona tym faktem mieszkanka Londka wzięła się do roboty z ochota gładząc ustami maklerskiego fiuta. Po całym fakcie zdaniem Tonniego inwestycja w Leylę jest przykładem dobrej, spełnionej i opłacalnej, gdyż ów chwila przyjemności pozwoli skupić mu się na podemowaniu właściwych decyzji.</description><guid isPermaLink="false">{dfb6ec2-41b-836-7cf2-f0d4ef6bbda3}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 06:30:12 GMT</pubDate></item><item><title>Blow-job.pl - Epizod 60: Klaudia i jej szybkie usta</title><link>http://www.blow-job.pl/entry2.html?kod=sexohol.cb</link><description>Siedząc z kumplami w Londku kombinowaliśmy przy Teachersie jak ściągnąć do chałupy jakieś lachony - niekoniecznie polskiego pochodzenia. W Londku co prawda towaru masa, lecz jak się skusisz po jakiś towar - ktoś ci prowizorycznie może włożyć od tyłu kutasa. Na te sprawy trzeba uważać - miec cały czas oczy na około głowy, obserwując zwłaszcza podczas pobytu w dzielnicy dupodajnej Londka zwanej banalnie Soho. Zagnieżdżając się w uliczkach tajemniczego Londka natknęliśmy się nieraz na okoliczne odziane w skąpe spódniczki dupeczki, które zachęcały nas do wspólnego chędożenia. Nie skusiliśmy się jednak na to słysząc ich drobnomieszczański, rosyjski akcent. Temat rosyjski tego lata był wyniesiony na tapetę z powodu pogłoski o coraz większej ilości zachorowań rosyjskie rezydentki na rzerzączkowe zapalenie pochwy. Powiedziałem sobie... ho ho .. co to to nie... choć w majtochach mam trzecie plenum spółdzielni zenum, to nie mam zamiaru ryzykować mocząc swojego fajfusa w zapyziałej, zawirusowanej cipki. Jaka by nie była ładna, gładka, wygolona - to i tak nie miałem zamiaru skusić się na jakąkolwiek dupeczkę zza wschodniej granicy. Tak czy siak udałem się w dalsze zaułki, gdzie kręciło się dużo więcej fajnych, pachnących opalony dupodajnych lachonów. Postanowiłem zakręcić przy jednej z tych co tyłek wypychają wyżej niż głowę mają wkręcając, że mam niezły nieporządek w chałupie i chciałbym zrobić tam generalny porządek. Laska może nie wyglądała zbyt rewelacyjnie, jej szeroka spódnica zakrywała - zadawało się dość szeroką - dupę. Laska zgodziła się nieco odświeżyćmoje mieszkanko w zamian za drobną opłatę. Także postanowiliśmy rzucić wspólnie nieco okiem na stan mojego mieszkanka dzień później. Dzwonek do drzwi poderwał mnie nieco z siedzenia, a podbiegając do drzwi wyrąbałem szlifa o wystający wibrator, który zostawiła ostatnia laska, którą podejmowałem w domu - portugalska lodziara. Krew lekko zamroczyła widoczność przed oczyma, jednak nie uniemożliwiło mi to otwarcie drzwi. Poinformowałem tylko tą odzianą w wąskobiodrowe spodnie laseczkę, że cała chałupa jest praktycznie do sprzątnięcia, kiedy to zacząłem widzieć laskę wyraźniej. Zmieniłem zatem plany rzucając jej propozycję nie do odrzucenia dotyczącą zrobienia lodzika za 20 pandziaków. Zniechęcona i zdegustowana początkowo, w późniejszym terminie zgodziłą się już bez jakiegokolwiek marudzenia zginając się w kolanie i wychowując ruchy wahadłowe. Nieco później już po spuszczeniu się do otworu gębowego pani Klaudia będącą w Lonku rezydentką podejmującą polskich turystów, zaproponowała mi małą przechadzkę po niedostępnych dla przeciętnych turystów. Tutaj w zaułkach także poświęcono mi nieco czasu, czego efektem było zalanie ściany ciepłą spermą...</description><guid isPermaLink="false">{851d27c1-bb86-bfba-1341-3bf53e8d980}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 06:26:33 GMT</pubDate></item><item><title>Blow-job.pl - Epizod 59: Cristine zna się na obciąganiu!</title><link>http://www.blow-job.pl/entry2.html?kod=sexohol.cb</link><description>Gdyby nie kumpel, który wpadł do mnie na hatę prosto z budowy, to bym pewnie tego dnia zaległ gdzieś pomiędzy opakowaniami po pizzy a zużytymi kondonami. Psikuta, który odwiedził mnie tego wiczora cały umorusany w smole, brokacie z pobliskiej fabryki oraz w gołębich odchodach, gdyż nad budynkiem, gdzie wstawiają chłopaki okiennice, dlugoletni hodowca drobiu - James hoduje gatunki ptaków specjalizujące się w produkowaniu wielkich ilości odchodów. Jak mówił robotnikom James - ów odchody stanowią doskonały półprodukt dla całych osiedli ogrzewanych biomasą. Nie przejmując się czymkolwiek, Psikuta zdjął buty, by swąd z jego skarpetek nareszcie się przestał kumulować i otulił swoim słodkawo - kwaśno - zjełczałym bukietem posmaków. Kiedy moje nozdrza przyjęły w swoje objęcia te walące obleśne zapachy, automatycznie ma noga została skierowana bezpośrednio w półdupek Psikuty, kierując go w trybie natychmiastowym do łazienki. W momencie, kiedy ten nieoczekiwany gość kończyl walić niemca po kasku pod prycznicem zdejmując ser, rozległ się dzwonek do drzwi. Zza nich wyłoniła się nieśmiała czarnula mówiąc coś o ulotkach. Początkowo myślałem, że to jedna z mudżachedińskich hodowców drobiu pierzastego i borówek, które tego dnia w Londku Zdroju miały swój coroczny zlot. Jednak tą dupeczką okazała się kusooka wyuzdana i bezpruderyjna Krycha. Jako że Krycha dobrze nawijała w angielskim dialekcie, toteż mogliśmy z Psikutą przeprowadzić z nią krótką konwersację na temat ogólnego sposobu sadzenia ogórków szklarniowych w środowisku nieprzyjaznego klimatu okołozwrotnikowego w anglosaskim. Jednak nasza konwersacja nie potrwała zbyt długo, gdyż Pcikucie jakos zdębiały jajca, kiedy pocierał je podczas kąpieli pod prysznicem. Toteż oboje zaczeli mieć się ku sobie coraz bardziej, a w tym czasie Psikucie penis jak długi wyskoczył z rozporka. Krycha porwałą się do ssania niczym tyrys bengalski wylizując wszelkie zakamarki chowane dotychczas w cieniu robotniczych onuc. Wielki spust i wylizanie pałki spowodował niemały zamęt w głowie Psikuty, którego zwiotczałe powytryskowe mięśnie straciły możliwość podtrzymania w pozycji wertykalnej całego ciała. Osunął się chłopina na zmienię, kiedy to jeszcze Krycha zlizywała z warg ostatnie fragmenty spermowego wytrysku Psikuty. Jednak osunięcie, którego dokonał cwaniacko psikuta zostało wykorzystane do tego,, by po raz kolejny klepnąć Krychę po jędrnym tyłeczku i pozostawić na nim pamiątkę - polską krwistą malinkę.</description><guid isPermaLink="false">{1850d034-d064-c585-74a4-68c59b7fe2f5}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 06:24:44 GMT</pubDate></item><item><title>Blow-job.pl - Epizod 58: Karolina w objęciach sąsiedzkich</title><link>http://www.blow-job.pl/entry2.html?kod=sexohol.cb</link><description>Jakkolwiek wachlarz rodzajów i odmian starczego otępienia bogatym jest niewątpliwie, dwa podstawowe typy zdają się dominować w naszym (zapewne nie tylko w naszym biorąc pod uwagę opinie psychiatrów) społeczeństwie. Po pierwsze teoria spisku. Po drugie otępienie religijne. Przy czym obie te przypadłości mają tendencję do łączenia się w różnych proporcjach i konfiguracjach. Topos starych bab (i rzadziej dziadów) krzyżem leżących na kościoła posadzce wpisany został dawno temu w kulturę tak mocno, że zgodnie z regułą binarnej opozycji tłumaczy poniekąd powszechną niechęć ludzi młodych do omawianej instytucji. Starość i młodość, tradycja i technika, żarliwa wiara i optymistyczna młodzieńcza chęć życia tradycyjnie stanowiły dwie konstelacje znaczeń, dwa różne nieprzekładalne światy. Szaleństwo zogniskowane we właściwych instytucjach � zakładach psychiatrycznych, kółkach różańcowych, subkulturach notorycznych klientów placówek ochrony zdrowia (klasyczne "pan tu nie stał") � nabiera niejako cech normalności na swoich własnych prawach. Łamiąc logikę przynależności, wtargnięcia szaleństwa w racjonalny świat ludzi w wieku przed- i produkcyjnym budzą śmiech i politowanie. Magiczną tę formułę eksploatuje ów witz epizod skupiający się wokół dwóch postaci - misia i jego sąsiadki. Wcześniejsza klasyczna sąsiedzka nienawiść, nie będąca przypadłością jedynie przypadków geriatrycznych, podszyta zostaje racjonalnością świata magii wyrażoną w języku stricte religijnym. Finta w fincie polega na tym, że to, co w laickich krajach Europy Zachodniej, czy chociażby u naszych sąsiadów Czechów wywołałoby śmiech beztroski i niekontrolowany, u mnie osobiście budzi głęboką zadumę. Przypominam sobie swoją dozorczynię (lat 40+) nucącą Marsyliankę podczas czyszczenia psich odchodów na klatce schodowej. Po krótkiej rozmowie zostaję oświecony, iż melodia nie jest hymnem Francji, a pieśnią do Matki Boskiej Po-Trzykroć-Przedziwnej. Córka mojego sąsiada (17 lub 18) raczy mnie ciepłym "Bóg zapłać", gdy pomagam jej znieść rower po schodach. Wreszcie inna moja sąsiadka (50+), której dziecko po raz kolejny odsiaduje wyrok za bliżej nieokreśloną niewinność w bliżej nie znanym mi zakładzie karnym literalnie notorycznie poleguje plackiem w lokalnej placówce parafialnej... o czym głośno szepcze cały blok zainteresowany sprawami Wspólnoty. I tak rodzi się we mnie poczucie zniesienia oczywistej dotąd granicy, otoczenia od środka. Każde z tych wydarzeń osobno może być bez znaczenia. Takie "niby nic, a jednak". To samo szaleństwo płynie do mnie z telewizji, Internetu, prasy, urywków rozmów na ulicy... I uśmiech zastyga mi na ustach widząc jak nieco zgredziały pytong misia ląduje zaraz po przyjściu sasiadki w jejże ustach. Lodzik jaki miał miejsce tego dnia za ścianą mojego pokoju, co też mogłem podsłuchac jak i zaobserwować, spowodował niemały zamęt pośród klatkowej gawiedzi. A powiedzieć trzeba stanowczo, iż wieści szczególnie w naszej klatkowskiej rozchodzą się bardzo szybko....</description><guid isPermaLink="false">{5118b7f1-431a-e0e2-bdcc-e7a15be94fce}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 06:23:29 GMT</pubDate></item><item><title>Blow-job.pl - Epizod 57: Lesby piją tylko żywca</title><link>http://www.blow-job.pl/entry2.html?kod=sexohol.cb</link><description>Tradycyjnie już w październikowy poranek odwiedziliśmy krakowski dworzec główny, gdzie zazwyczaj między torami przechadzają się młode dupeczki, idące do pracy w pobliskiej fabryce butelek do wina, swożni i okładek do zeszytów. Zwyczajowo też tego ranka pomiędzy peronami krążyły hordy pijanych meliniarzy, bezowocnie poszukiując resztek kiepów i niedogryzionych bułek w śmietniku. Swąd z pobliskiego baru zapiekankowego oraz smród śpiących od 2 tygodni rumuńskich koczowników dotarł do mych nozdrzy, w których odkładały się coraz większe ilości kóz. Postanowiłem wyprowadzić kozy na spacer chrząkając siarczyście i wypluwając zzieleniałą flegmę na platformę peronu. Ten drobny incydent zauwazyły 3 seksowne dupcie, które właśnie chwilę wcześniej popłakały się ze śmiechu widząc starą dworcową tubylczynię - Grubą Zochę, która po 3 winiachu od rana, ciągnęła za sobą rozklekotane radio z wystającymi zeń zużytymi prezerwatywami. Na radiu widniał napis dar ojca dyrektora dla wiernych słuchaczy w Małkinii. Widać, że jedna z lasek niestety nie wytrzymała tej komicznej sytuacji i puściły jej zwieracze, plamiąc moczem dopiero co nabytą na bazarze od czeczeńskich cwaniaków chińskiej produkcji czerwoną sukienkę. Laski się rozdzieliły - jedna poszła w stronę namiotu piwnego, gdzie właśnie w czasie happy hours rozlewano 4 dniowy zwietrzały i w dodatku ciepły browar. Dwie pozostały szły w kierunku zasyfiałych dworcowych kibli, które swoją świetność przeżywały w okresie, kiedy dworzec główny w Krakowie otwietał z wielką pompą towarzysz Wiesław. Powędrowałem za nimi, kątem oka widząc jak blondyna zdejmuje swój obciachowy sweterek w serek. Czarnula w międzyczasie uderzyła do klozetu zaprać plamę moczu na swej sukience, a blondyna czekała tuż obok na drewnianej na wpół rozklekotanej koślawej ławce. Podszedłem do niej i zaczęliśmy gadkę- szmatkę... że niby to się zgubiłem w Krakowie i że za pare stówek mogę ich czymś poczęstować u siebie w domu. Widać było od razu, że blondyna była strasznie ciekawska - powiedziała, że jest konduktorką z Pcimia dolnego i że chętnie wypije herbatkę w zaciszu domowym w oczekiwaniu na powrotny pociąg i że musi zabrać ze sobą koleżankę, która właśnie czyściła swą zalaną spódnicę.. .pewnie - czemu nie powiedziałem, lecz jedyne co mogę zaoferować paniom w domu to są lody... A że już nieco piździło na dworzu, więc dobre w sumie było i to. Uderzyliśmy twardo do hacjendy, kiedy czarnula zaczęła opowiadać co jej się przed chwilą wydarzyło i że chyba będzie musiała popracować nad mięśniami zwieraczy... Na to druga blondyna stwierdziła, że bardzo chętnie zaopiekuje się jej dolną częścią ciała ćwicząc mięśnie. Kiedy dojechaliśmy do domu okazało się, że lody są dawno już rozpuszczone, a i mój pytong, który miał posłużyć do wylizywania niestety nie będzie dziś w użytku. Widać wczorajsze alko plus 30 na karku i fakt, że po dwumilionowym wytrysku moja sperma straciła właściwości smakowo - zapachowe, to też i mój fiut przestał być posłuszny widząc tak ponętne ciałka. Jedyne co mi zostało po wczorajszej imprezce to dwa browary - żywczyka i hainekena. Nie myśląc zbyt długo blondyna wzięła w obroty czarnulę ćwicząc jej mięśnie dowcipne. Zabawy butelkami były na tyle owocne iż przy kilkunastominutowej próbie czarnula zaczęła otwierać kapsle od piwa swoją ciasną cipką. Tak oto zakończył się ten sympatyczny dzień w którym to dowiedziałem się, że intensywne ćwiczenia mogą spowodować daleko idące wyniki już po parunastu minutach.... </description><guid isPermaLink="false">{bca6cf64-ed03-e7df-c16c-ac31543cd58e}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 06:22:53 GMT</pubDate></item><item><title>Blow-job.pl - Epizod 56: Monika - Sexi sprzątaczka czyści pałkę</title><link>http://www.blow-job.pl/entry2.html?kod=sexohol.cb</link><description>Nie tak dawno zwichnąłem nogę przy kręceniu epizodu z poprzednią laską. Stanąłem wtedy nieszczęśliwie na kabel elektryczny od magla, co spowodowało niemały zamęt przed oczyma i bielmem mi oczodoły zaszły kompletnie, przez co źle stanąłem na powierzchni, przewracając się o me cherlawe stopy. Niestety nie wstałem już z tej horyzontalnej pozycji. Na szczęście pod ręką miałem komórkę, dzięki czemu udało mi się zadzwonić po pogotowie. Zanim przyjechało pogotowie - wiedziałem, że moja noga będzie zagipsowana aż po jajca, przez co będę miał utrudniony dostęp do mojego wacka. Dlatego też szybkim ruchem ręki pojechałem na ręcznym ten ostatni raz. Minęło kilka tygodni, gips został zdjęty, a moje miejszkanie w tym czasie całkiem zarosło brudem, obierkami od kartofli, kaczanami od kapusty, ptasimi kupami oraz resztkami nadgniłego kartonu po pizzy. Jako że czułem się zdecydowanie lepiej i mogłem już stawiać pierwsze kroki, postanowiłem zamówić sprzątanie w moim mieszkaniu. Podczas dawania ogłoszenia zaznaczyłem, iż sprzątaczka musi być atrakcyjna i sympatyczna. Następnego dnia umówiliśmy się na sprzątanie, lecz laska która miałą przyjść nieco spóźniała się na to spotkanie. Jak się później okazało złapała gumę w rowerze, zatrzymała ją policja, a gdy jechałą przez las zostąła brutalnie napadnięta przez tubylca - ruchacza - gwałciciela. Na szczęście nic się nie stało, a że byłem już nieco rozgrzany przez pornucha z teresą orlowsky, który dopiero co obejrzałem, postanowiłem zaproponować Monice zrobienie laski za stówkę, by odkurzyć pajęczynę spod napleta oraz zdjąć złoża sera spod skóry. Monika mając praktykę z takimi tragicznymi przypadkami wzięła się zaraz za wylizywanie pytonga. Spuszczając się centralnie w jej paszczę udało mi się odetkać nieużywane od paru tygodni drogi, którymi wydobywa się sperma na zewnątrz. Tym sposobem upiekłem dwie pieczenie na jednym ogniu, mając mieszkanie oraz pytę wylizane, wysprzątane i odświeżone...! </description><guid isPermaLink="false">{6bc092b5-3ee7-154a-129a-d4deafa6f957}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 06:21:27 GMT</pubDate></item><item><title>Blow-job.pl - Epizod 55: Beata z kalendarzem - jej jajka pokażę</title><link>http://www.blow-job.pl/entry2.html?kod=sexohol.cb</link><description>Siedząc rano na klopie podczas lektury pisma Gość niedzielny usłyszałem dzwonek do drzwi i ujadanie psa sąsiadów. Szybko wytarłem tyłek, nałożyłem gacie i podbiegłem do drzwi, które otworzyłem. Na klatóie zauważyłem śliczną laseczkę, która od tyłu wyglądała mi na niezłą dupę, która mogłaby zagrać z powodzeniem w niejednym pornuchu NRDowskiej produkcji. Laska obracając się na pięcie powiedziała - poczekaj pan - zaraz do pana przyjdę, tylko obsłużę sąsiadów. Powiedziałem OK i w tym momencie poczułem, iż nie do końca wytarłem swój tyłek wstając z kibla. Pobiegłem szybko do łazienki aby strzelić podchlapkę i podmyć swój zafajdany tyłek. Ledwo co wyszedłem z wanny usłyszałem dzwonek do drzwi po raz kolejny. Nie miałem czasu nawet by założyć innych gaci, albo odziać się w jakiś ręcznik. Szybko podbiegłem do drzwi w samych skarpetkach. Otworzyłem je, gdy śliczna dupeczka, która dopiero co wciskała jakieś fajansiarskie kalendarze moim sąsiadem. Na cholerę mi jakieś kalendarze? Ale zaprosiłem ją do środka, nie chcąc zbyt długo prezentować swego pytonga sąsiadce, która od lat wykazywała zwiększone zainteresowanie moją osobą. Jednak mąż - brutal, który na codzień pracował w rzeźni nie pozwalał jej zbyt długo patrzeć na innych mężczyzn. A jakiekolwiek próby buntu były karane przymusową analną penetracją - jak zwierzała mi się kiedyś sąsiadka. Piękna Beata weszła na salony, kręcąc przyjaźnie tyłeczkiem. Coś zaczęła gadać o kalendarzach, że je sprzedaje niemal za bezcen z likwidowanej księgarni, na której miejsce ma powstać apteka i dwie kapliczki. Powiedziałem jej prosto z mostu - słuchaj mała - widzisz jak wyglądam - dopiero co wymyłem swój odbyt i przy okazji mój członek został wymyty. Zdobądź się na odwagę i przyjmij te oto 100zł w papierku za wylizanie mi jajek i wygładzenie ustami mojego fajfusa. Oburzona Basia chciała już wyjść z mego mieszkania, kiedy to po raz kolejny w myśli rozważyła mą propozycję i obracając się dla niej w bardzo charakterystyczny sposób na pięcie, zgieła kolano wylizując mi świeżo umyte jajca. Tak oto pomogłem tej nieśmiałej Barbarze w szybki i prosty sposób zarobić obiecaną stówę. </description><guid isPermaLink="false">{5c2dde31-8e14-a2a3-ca07-a3f24a5a533}</guid><pubDate>Tue, 24 Apr 2007 06:20:26 GMT</pubDate></item></channel></rss>